Reklama

Reklama

"Igomania". Jak zacząć w tenisie?

Liczyłem kiedyś, że na turnieje tenisowe nastoletniego zawodnika trzeba wydać około 15 tysięcy złotych miesięcznie. Nie każdego na to stać. W cyklu "Rozmowy z Bloomerami" o tym jak trenują młodzi tenisiści, opowiada Bartłomiej Kowalski, trener i odtwórca jednej z głównych ról w filmie „Córka trenera”. Film opowiada historie rodziny, której życie podporządkowane jest tenisowi.

Karolina Olejak, Interia.pl Każda dziewczynka chce być Igą Świątek?

Bartłomiej Kowalski: - Czasem gdy trenuje ze swoimi uczniami, słyszę, jak z kortu obok jakaś dziewczynka krzyczy: "o zagrałam jak Iga"! To jest ich superbohaterka. Oczywiście wcześniej była Agnieszka Radwańska, która przypomnijmy, również osiągnęła bardzo wiele. Jednak od kiedy Iga wygrała Wielkiego Szlema trend, że dziewczynki chcą być Igą, a chłopcy Hurkaczem jest bardzo widoczny.

Czyli zainteresowanie tenisem rośnie?

- Bardzo. Wszyscy trenerzy kibicują Idze całym sercem, ponieważ od kiedy wygrywa, znacząco wzrosła popularność treningów. Ludzie dzwonią, zapisują siebie, dzieci. Niech tak będzie dalej! Życzymy Idzie Hubertowi Hurkaczowi samych sukcesów! [śmiech]

Reklama

Jak wygląda pierwszy trening?

- Warto zacząć od zajęć ruchowych, jeszcze bez rakiety tenisowej. Oswajamy dzieci z szybką zmianą kierunków. Biegamy do przodu, do tyłu i na boki.  Później zaczynają się zabawy z piłką, dalej bez rakiety. Rzucamy piłkę ręką, imitując podstawowe uderzenia, czyli forehand i backhand. Czasem turlamy ją, czy gramy w hokeja. Dopiero w kolejnych etapach przechodzimy do pracy z rakietą tenisową.

Inaczej trenuje się z dziewczynkami, a inaczej z chłopcami?

- Podobnie. Chociaż widzę dwie różnice. Dziewczynki szybciej dojrzewają, są wyższe, dzięki temu, mają dobre warunki fizyczne już na starcie.

Oczywiście wszystko zależy od charakteru, ale z mojej obserwacji wynika, że dziewczyny potrzebują innej informacji zwrotnej. Mniej o tym co zepsuły, a bardziej o tym, jak iść do przodu, próbować od nowa. Nie ma sensu zniechęcać. Psychika jest w tym sporcie bardzo ważna.

No właśnie, a jak pracuje się z psychiką młodego sportowca?

- Wyzwaniem jest konsekwencja. Wiele młodych ludzi zaczyna angażować się w sport, ale gdy przychodzą pierwsze trudności i wyzwania, to porzucają go. Treningi się rozjeżdżają.

W pracy z dziećmi najważniejsze jest, by wiedzieć, jak je motywować. Nie skupiać się na błędach, ale iść do przodu. Doceniać, to co już się udało. One znacznie szybciej niż dorośli poddają się, gdy wydaje im się, że coś nie wychodzi. Chcą być od razu mistrzami. Dorośli zwykle mają więcej pokory, zwłaszcza ci, którzy zaczynają dopiero w dorosłym życiu. Oni podchodzą do tego na luzie.

Pamiętam ze swojego dzieciństwa, że mnie również najbardziej motywowało gdy coś wyszło. To dawało mi siłę i determinacje, żeby ciężko ćwiczyć. Tak, żeby mieć więcej udanych akcji. Wymyślałem sobie w głowie kolejne scenariusze. Tenis to nie jest sprint, tylko maraton. Tu praca jest długa i monotonna.

Co jest w tym najtrudniejsze?

- Cierpliwość. Dzieci bardzo często nie słuchają. Inna sprawa, to to, że przychodzą z rodzicami, którzy chcą uczestniczyć w zajęciach. Najlepiej wcielić się w rolę trenera.

Moim zdaniem to niedobra praktyka. Dzieci się rozpraszają, nieraz stresują. Trener musi być cierpliwy i lubić dzieci. Inaczej nie ma szans na sukces.

Jest jakaś szczególna cecha, którą trzeba mieć, żeby grać w tenisa?

- Wytrwałość, jak w każdym sporcie. Dodatkowo konieczna jest samodzielność. Podczas meczu nikt nam nie pomaga. Na korcie jesteśmy sami. Wcześniej oczywiście jest trener, ćwiczenia, ale gdy przychodzi do ważnej rozgrywki, jesteśmy zdani tylko na siebie. Nikt za nas tego nie zrobi. Przyda się też trochę egoizmu. Warto nauczyć się, w zdrowy sposób, myśleć o sobie.

Jak wygląda struktura. Macie szkółki tak jak piłkarze?

- Jest Polski Związek Tenisa, który szkoli trenerów. W wielu polskich miastach są kluby sportowe. Mój to Warszawskie Towarzystwo Sportowe "Orzeł". U nas większość trenerów prowadzi zajęcia indywidualne, prywatne. Jest kilku trenerów specjalizujących się w zajęciach dla dzieci. Oni tworzą grupy na różnych poziomach. To ważne, żeby wszyscy uczestnicy grupy mieli podobne umiejętności.

No i trzeba mieć pieniądze 

- Pieniądze grają w tym sporcie kluczową rolę. Tego nie da się ukryć. Drogi są dwie. Pieniądze własne, czyli najczęściej rodziców, albo od sponsorów, których w Polsce wciąż jeszcze trudno zdobyć.

Fundusze potrzebne są na sprzęt, trenera, opłacenie kortu. Jednak największy wydatek stanowią wyjazdy. Gdy zawodniczka, czy zawodnika ma kilkanaście lat i chce rywalizować za granicą, to trzeba opłacać każdy z takich pobytów.

Nieraz w każdym tygodniu trzeba sfinansować bilet, pobyt własny i trenera. Do tego dochodzą opłaty wpisowe w poszczególnych turniejach.

Nie ma innej drogi?

- Te wyjazdy są niezbędne, żeby zdobyć punkty do rankingu światowym ATP u mężczyzn i WTA u kobiet. Kiedyś liczyłem, że trzeba by wydawać około minimum 15 tysięcy złotych miesięcznie, żeby móc w ten sposób rywalizować. Nie każdego na to stać.

W pewnym momencie moja kariera zawodnicza również zakończyła się właśnie dlatego, że mojej rodziny nie było stać na kolejne wyjazdy. Nie ma co się obrażać, taki to sport.

No i nie trzeba być od razu być mistrzem

- Dokładnie bez wytrwałości i ciężkiej pracy pieniądze nic nie dadzą. Nie każdy musi zostać Igą Świątek, która oczywiście jest wybitna i wszyscy jesteśmy z niej dumni. Gdybyśmy patrzyli w tak zero-jedynkowych kategoriach, mi również się nie udało. Musiałem zakończyć karierę zawodniczą. Za to mam teraz super pracę. Trenuje ludzi i bardzo się w tym spełniam. Kto chce sprawdzić, jak fajnie jest na zajęciach niech zadzwoni na korty "Orzeł".

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy