Reklama

Reklama

"Martwy przepis" ochroni dzieci?

Zgodnie z prawem, jeśli wiemy o wykorzystywaniu seksualnym dziecka, mamy obowiązek zglosić to na policję albo do prokuratury / Bartlomiej Kudowicz/FORUM /FORUM

Niezawiadomienie o tym, że ktoś wykorzystuje seksualnie dziecko, jest od 13 lipca 2017 roku karane nawet trzema latami więzienia. Czy zmiana faktycznie zwiększyła ochronę nieletnich przed krzywdzeniem? Sprawdzamy.

Reklama

Chodzi o art. 240 Kodeksu karnego, gdzie wymieniono przestępstwa, o których zawiadomienie jest obowiązkiem prawnym. To znaczy, że przewiduje się karę do trzech lat więzienia dla osób, które - mimo wiarygodnej wiedzy - nie doniosły organom ścigania o popełnionym albo planowanym czynie zabronionym.

Do dotychczasowego katalogu przestępstw, o których należało niezwłocznie powiadomić policję lub prokuraturę, dodano cztery: ciężki uszczerbek na zdrowiu, zgwałcenie, wykorzystanie bezradności lub niepoczytalności oraz wykorzystanie seksualne małoletniego.

Koniec wątpliwości

Reklama

Pozytywnie do efektów wprowadzonych zmian podchodzi Justyna Podlewska z działu prawnego Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. - Jeśli chodzi o bezpieczeństwo dzieci, to nowelizacja zdała egzamin - mówi Interii. Podlewska, patrząc z perspektywy działań Fundacji, zauważa zwiększenie podejmowanych interwencji. Podkreśla też, że nowelizacja dała jasność, co do konieczności zgłaszania przypadków molestowania dzieci. - Już nie ma wątpliwości, czy zawiadamiać służby, czy nie. Trzeba, bo to nakazuje prawo - zauważa.

O to właśnie chodziło prezydentowi, który zaproponował zmiany w kodeksie. Jak napisano w projekcie ustawy, mają one służyć zwiększeniu "ochrony małoletnich, w szczególności przed grożącą im przestępczością seksualną".

Martwy przepis

Z danych policji wyłania się jednak mniej optymistyczny obraz stosowania art. 240 kk.

Według statystyk, liczba stwierdzonych przestępstw z tego artykułu nie jest duża. W 2016 roku wyniosła zaledwie osiem (dla porównania w 2003 roku było ich 43, w 2010 r - 30). Chodzi o wszystkie przypadki, gdy w wyniku policyjnego śledztwa stwierdzono, że ktoś naruszył art. 240. Policja nie podaje rozróżnienia, czego dokładnie dotyczyło niezawiadomienie o przestępstwie.

To jednak jedna strona medalu. Bo stwierdzone przestępstwo to jeszcze nie ukarany winny. Decyzję o tym podejmują sądy. Tu statystyki są bezlitosne.

Zgodnie z danymi Ministerstwa Sprawiedliwości, prawomocne wyroki z art. 240 kk w 2017 roku zapadły dwa, w 2016 roku - trzy, w 2015 roku było ich sześć, w 2014 roku - dwa.

- Ten przepis w gruncie rzeczy pozostaje martwy - uważa dr Maciej Bocheński, prawnik z Uniwersytetu Jagiellońskiego specjalizujący się w problematyce przestępczości seksualnej.

Zacytowane dane dotyczą okresu sprzed nowelizacji omawianego przepisu. Czy po zmianach ruszyła lawina?

Jak wynika z danych przekazanych Interii przez policję, w 2017 roku stwierdzono pięć przestępstw dotyczących niezawiadomienia o czynie zabronionym. W 2018 roku - 15. W tym samym roku przestępstw seksualnych dotyczących małoletnich poniżej 15 roku życia (z art. 200 § 1 kk) stwierdzono 1048.

Problematyczny artykuł

Zdaniem dra Bocheńskiego, w przypadku art. 240 kk piętrzy się szereg problemów związanych z prowadzeniem postępowania karnego.

- Przepis mówi o sytuacji, gdy ktoś ma wiedzę o przestępstwie, a nie zawiadamia o tym organów ścigania. Taka osoba sama się nie zadenuncjuje, a to oznacza, że musi donieść na nią ktoś, kto doskonale wie, jaki jest stan wiedzy tej osoby, albo okoliczności są na tyle jaskrawe, że nie zostawiają miejsca na wątpliwości - mówi ekspert. - To trochę tak, jakbyśmy wiedzieli, co kto ma w głowie - dodaje.

Ponadto trzeba pamiętać, że gdy mamy świadomość, iż ktoś inny wie o określonym przestępstwie i nie zgłosił go, wynika z tego, że my sami o tym przestępstwie mamy wiedzę. Czyli ze zgłoszeniem z art. 240 kk powinno iść samo zgłoszenie przestępstwa, o którym nie powiadomiła osoba, którą denuncjujemy.

Jak wskazuje prawnik, w przypadku niezgłaszania przestępstw seksualnych najczęściej mówimy o długotrwałej patologii - wielokrotnych zgwałceniach czy molestowaniu trwającym przez lata.

- Nie budzi mojego zdziwienia, że często w związku z tym na myśl przychodzi tzw. pedofilia w Kościele - mówi dr Bocheński.

Albo sytuacje podobne do tej, jaka miała miejsce w przypadku poznańskiego chłopięcego chóru "Polskie Słowiki", gdzie dyrygent Wojciech Krolopp przez długi czas wykorzystywał seksualnie chórzystów. Obowiązek zgłaszania przypadków molestowania dzieci najszersze zastosowanie może bowiem mieć w przypadku instytucji. Z osób bliskich sprawcy zdjęto nakaz denuncjowania.

I tak na przykład matka wiedząca o tym, że ojciec krzywdzi dziecko, w przypadku niezawiadomienia służb, jest zwolniona z odpowiedzialności karnej. Mówi o tym paragraf 3 art. 240 kk: "Nie podlega karze, kto zaniechał zawiadomienia z obawy przed odpowiedzialnością karną grożącą jemu samemu lub jego najbliższym". Obowiązku zawiadamiania o przestępstwie nie ma też ofiara.

Zgłoszenie a dobro ofiary

Z niezawiadomieniem o przestępstwie wiążą się też pewne wątpliwości. Dotyczą one m.in. środowiska psychoterapeutów i psychiatrów i ich tajemnicy zawodowej, którym prawo mimo wszystko nakazuje pod groźbą kary zgłaszanie przypadków molestowania. - Zdarza się, że pacjent wyzna, że był krzywdzony wiele lat temu, jednak nie chce sprawy nikomu zgłaszać. Mówi o niej, bo to pomaga w terapii - zauważa dr Bocheński.

Sprawa podobnie wygląda, jeśli chodzi o księży - kierowników duchowych, którzy pracują np. z klerykami w seminariach. Zwracał na to uwagę w analizie dla KAI ks. prof. Piotr Majer, ekspert prawa kanonicznego z UPJPII w Krakowie. "Wytyczne dotyczące wstępnego dochodzenia kanonicznego w przypadku oskarżeń duchownych o czyny przeciwko szóstemu przykazaniu Dekalogu z osobą niepełnoletnią poniżej osiemnastego roku życia" mówią, by wiedzę uzyskaną w ramach kierownictwa duchowego traktować analogicznie do tajemnicy spowiedzi. Tymczasem kodeks karny nakazuje zgłaszanie takich przypadków.

A plusy?

Justyna Podlewska z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę zauważa, że zmiana w przepisie zwiększyła zainteresowanie problemem wykorzystywania seksualnego małoletnich.

Także dr Maciej Bocheński zwraca uwagę na ten aspekt. - Nowelizacja wywołała dyskusję o tym, jakie są nasze obowiązki i jak powinniśmy reagować na przestępstwa - mówi. Jak przyznaje, "prawo bywa kulawe, kulawe bywają także procedury". - Ale to uwrażliwienie społeczeństwa powinno być największym plusem zmian w tym artykule. Niestety, w praktyce tego pozytywu nie dostrzegam - konkluduje dr Bocheński.

Z badania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wynika, że 72 proc. dzieci w Polsce doznało jakiejś formy krzywdzenia. Siedem procent doświadczyło wykorzystywania seksualnego.

Justyna Kaczmarczyk

Czytaj też w serwisie Mam Dziecko: Jak poznać, że dziecko jest krzywdzone?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje