Reklama

Reklama

Ekspertka o zaostrzeniu kar za wykorzystywanie seksualne dzieci: Nie tędy droga

Rządowy projekt zaostrzający kary za wykorzystywanie seksualne małoletnich trafił dziś do Sejmu /Piotr Nowak /PAP

Kolejny raz mówi się o zaostrzeniu kar dla sprawców, a my wiemy - bazując na naszym doświadczeniu i doświadczeniach innych krajów - że nie tędy droga. Procedowane zmiany zupełnie pomijają meritum - mówi w rozmowie z Interią Marta Skierkowska z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, która od lat zajmuje się problemem krzywdzenia dzieci. Zdaniem ekspertki, rządzący koncentrują się na rozwiązaniu, które wydaje się być oczekiwane przez społeczeństwo.

Reklama

Justyna Kaczmarczyk, Interia: Czy zaostrzanie kar dla sprawców wykorzystywania seksualnego dzieci to dobra droga?

Reklama

Marta Skierkowska, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę: - Niewystarczająca, choć od razu zaznaczam, że nie chodzi nam o to, żeby łagodnie traktować sprawców.

Dlaczego to nie jest dobre rozwiązanie?

- Bo nie jest skuteczne. Prawo zmienia się regularnie. W tej chwili maksymalna kara za wykorzystywanie seksualne dziecka to 12 lat pozbawienia wolności. Z naszego doświadczenia wynika jednak, że ten najwyższy wymiar kary zasądzany jest rzadko. Dużo bardziej od zaostrzenia kar potrzebna jest ich nieuchronność i wymiar sprawiedliwości nie tyle surowy, co skuteczny. Taki, który - po pierwsze, działa szybko. Po drugie - w którym, od momentu ujawnienia do zakończenia postępowania ofiara jest objęta ochroną i nie boi się mówić o tym, co ją spotkało.

Jak to teraz wygląda?

- Dziecko ma zagwarantowaną specjalną ochronę prawną, jeśli doświadczyło np. wykorzystywania seksualnego. Powinno wtedy zeznawać w przyjaznych warunkach. Natomiast praktyka i nasza praca pokazują, że to nie jest w pełni realizowane, miejscami wcale. Na pewno potrzeba dużego wzmocnienia w tym zakresie. Kolejny raz mówi się o zaostrzeniu kar dla sprawców, a my wiemy - bazując na naszym doświadczeniu i doświadczeniach innych krajów - że nie tędy droga. Procedowane zmiany zupełnie pomijają meritum.

Jakich rozwiązań zatem potrzeba?

- Po pierwsze, wprowadzenia lokalnych strategii przeciwdziałania wykorzystywaniu seksualnemu dzieci i młodzieży na poziomie gmin, które zintegrują pracę różnych służb. Po drugie, jest potrzeba systematycznej, sprawdzonej i powszechnej edukacji profilaktycznej - dla dzieci, rodziców i profesjonalistów. Dla dzieci - żeby wiedziały, jak być bardziej bezpieczne, rodziców - żeby byli świadomi zagrożeń i potrafili o nich rozmawiać i w końcu profesjonalistów, żeby potrafili rozpoznawać niepokojące sygnały i podejmować interwencję. Po trzecie, potrzebna jest polityka ochrony dzieci we wszystkich instytucjach i organizacjach, które mają z nimi kontakt. W tej chwili jest to fakultatywne, a dobrze wprowadzone mogłoby regulować kwestie związane z profilaktyką, identyfikacją i reagowaniem w przypadku wykrycia przestępstw seksualnych wobec dzieci.

- Potrzebujemy również rozszerzenia dostępu do pomocy w sytuacjach, gdy dojdzie do skrzywdzenia dziecka. Rekomendujemy realizowany przez nas model Centrum Pomocy Dzieciom, gdzie pod jednym dachem dziecko i opiekunowie mogą znaleźć pomoc prawną, psychologiczną i medyczną. Zgodnie z tym modelem skrzywdzone dziecko opowiada o tym, co je spotkało, tylko raz, nie musi tego powtarzać różnym profesjonalistom w różnych miejscach. W ramach koordynowanej przez nas sieci działają cztery takie miejsca (Warszawa, Białystok, Głogów, Starogard Gdański), a lada dzień powstanie kolejne.

- Brakuje też wyspecjalizowanych programów korekcyjnych dla sprawców. W tej chwili w Polsce jest to realizowane w bardzo szczątkowej postaci.

- Do skutecznego reagowania na problem krzywdzenia dzieci, w tym wykorzystywania seksualnego, potrzeba też badań społecznych nad skalą i uwarunkowaniem problemu. Obecnie w naszym kraju takie badania przeprowadzają tylko organizacje pozarządowe. Bardzo ważne jest też to, by przeprowadzić ewaluację rozwiązań, które zostaną wprowadzone.

Dlaczego rządzący nie słuchają doświadczonych ekspertów?

- Nie wiem. Myślę, że koncentrują się na rozwiązaniu, które wydaje się być oczekiwane przez społeczeństwo. Może nie mają dostępu do wiedzy, jaką my mamy? Choć przecież chcemy się dzielić i wiedzą, i doświadczeniami, i sygnalizujemy to. Zaznaczmy, że do części rozwiązań, o których mówiłam, nasz rząd jest zobligowany konwencją z Lanzarote, którą ratyfikował w 2014 roku.

Do których dokładnie?

- Do wprowadzenia rozwiązań na poziomie gmin, prowadzenia polityki ochrony dzieci, czy powszechnej edukacji profilaktycznej w przedszkolach i szkołach na wszystkich poziomach edukacyjnych. Na mocy wspomnianej konwencji powinniśmy już takie rozwiązania mieć wprowadzone. To są właśnie skuteczne formy przeciwdziałania i zmniejszania skali wykorzystywania seksualnego. Tak, jak często wraca się do tematu prawa, tak nie mówi się o spojrzeniu systemowym i strategicznym na profilaktykę wykorzystywania dzieci.

O jakiej skali zjawiska w Polsce mówimy?

- Wykorzystywanie seksualne przybiera różne formy. W naszych badaniach z końca 2018 r. 7 proc. respondentów wieku 13-18 lat doświadczyło wykorzystywania seksualnego. Natomiast obciążające doświadczenia seksualne dotyczą już co piątego badanego. To bliskie wynikom metaanaliz przeprowadzonych kilka lat temu przez Radę Europy, z których wynika właśnie, że co piąte dziecko ma doświadczenia związane z jakąś formą wykorzystywania seksualnego.

Skala jest ogromna. Jakich grup ten problem najczęściej dotyczy?

- Wszystkich dzieci. Chłopców, dziewczynek, biednych, bogatych. Częściej ofiarami wykorzystywania seksualnego padają dziewczynki, niż chłopcy. Ale tym drugim jest dużo trudniej ujawnić swoją krzywdę, dlatego istotne, by podkreślać, że problem dotyczy obu płci. Badania pokazują, że najwięcej ofiar jest między 8. a 10. rokiem życia i potem tuż przed okresem dojrzewania. Nie jest jednak tak, że te różnice są bardzo dynamiczne i inne grupy mogą być bardziej bezpieczne.

Co może zrobić rodzic, żeby zwiększyć ochronę dziecka?

- Każdy może coś zrobić, przekazując dzieciom informacje o kilku prostym zasadach bezpieczeństwa. To nie jest problem, który możemy tylko biernie obserwować. Działajmy - choćby w swojej rodzinie czy na "swoim podwórku". Polecamy przekazywanie dzieciom "zasad GADKI".

Co to znaczy?

- To zbiór prostych wytycznych. GADKI, czyli "G" - gdy mówisz ‘nie’, znaczy to ‘nie’. "A" - alarmuj, gdy potrzebujesz pomocy. Czyli gdy coś się dzieje, albo już się stało - powiedz o tym. Badania pokazują, że dzieci, które szybciej ujawniły swoją historię, szybciej dochodziły do równowagi po tak trudnych zdarzeniach. "D" - dobrze jest mówić o tajemnicach, które cię niepokoją, czyli przeciwdziałamy manipulacjom ze strony sprawców. "K" - koniecznie pamiętaj, że twoje ciało należy tylko do ciebie. Wreszcie "I" - intymne części ciała są szczególnie chronione. (Więcej na ten temat TUTAJ). Wiele dzieci nie rozmawiało nigdy o tym ze swoimi rodzicami, a nazwanie i wskazanie intymnych części ciała dziecka jest bardzo ważne. Chciałabym, żeby rodzice po przeczytaniu tego wywiadu porozmawiali ze swoim dzieckiem, jak być bardziej bezpiecznym i co robić w sytuacji zagrożenia. I potem, żeby porozmawiali jeszcze raz, i jeszcze raz. Żeby dla rodziców to było naturalne, bo to jest bardzo potrzebne.

Jak z perspektywy Fundacji ocenia pani film braci Sekielskich pt. "Tylko nie mów nikomu", pokazujący przypadki wykorzystywania seksualnego dzieci przez duchownych?

- Każde takie świadectwo daje ofiarom możliwość zobaczenia, że nie są same. To otwiera drogę do ujawnienia swojej historii i początku uwolnienia się od niej. Ponadto film uruchomił potrzebną dyskusję społeczną na temat problemu. Zdaje się, że dotarł do wielu takich, którzy do tej pory zamykali oczy na problem. Uważamy, że to cenny materiał.

Rozmawiała Justyna Kaczmarczyk

***

Polecamy też w serwisie MAM DZIECKO: "Po czym poznać, że dziecko jest wykorzystywane"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama