Reklama

Reklama

Dr Sylwia Spurek: Ofiary przestępstw z nienawiści są pozostawione bez wsparcia

Dr Sylwia Spurek - radczyni prawna, legislatorka, od 1999 r. obrończyni praw człowieka. Obecnie Zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich /Fot. Karolina Harz /

​Od 2015 r. w przekazach medialnych i debacie publicznej nie brakuje języka strachu i opowieści o kolejnych "falach uchodźców zagrażających Europie". O tym, jak "wyłączyć" nienawiść i zahamować powstawanie fałszywych skojarzeń związanych z migrantami i uchodźcami rozmawiamy z dr Sylwią Spurek, Zastępczynią Rzecznika Praw Obywatelskich.

Interia.pl: Czy w Polsce problem z mową nienawiści wobec uchodźców narasta?

Dr Sylwia Spurek, Zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich: - Polski Kodeks karny zakłada, że przestępstwa z nienawiści, w tym mowa nienawiści, mogą być popełnione wobec osób lub grup o różnym pochodzeniu etnicznym lub narodowym, rasie, czy wyznawców różnych religii. Nie ma zatem wyróżnionej w Kodeksie karnym grupy określanej jako uchodźcy i trudno w sposób oparty na statystykach przestępstw ustalić, czy mowa nienawiści wobec uchodźców narasta. Od lat obserwujemy jednak ogólny wzrost liczby przestępstw z nienawiści, w tym mowy nienawiści.

Reklama

Jakie grupy są więc w Polsce najbardziej narażone na mowę nienawiści?

- Najbardziej zagrożonymi grupami pozostają w Polsce muzułmanie, Żydzi, osoby atakowane ze względu na rasę, Ukraińcy i Romowie. Oczywiście, mówię o oficjalnych danych Prokuratury Krajowej.

Rzeczywista skala przestępstw może być znacznie większa, niż wynika to z danych prokuratury. Badania RPO pokazują, że na policję zgłaszanych jest tylko 5 proc. takich przestępstw.

- Tak, wiele spraw nie jest zgłaszanych, według naszych badań - znacząca większość, a to powoduje, że ofiary przestępstw z nienawiści pozostawione są bez żadnego wsparcia i pomocy.

Dlaczego ofiary ataków na tle rasistowskim, ksenofobicznym czy religijnym milczą i nie zgłaszają się na policję?

- Nie zgłaszają się, bo nie wierzą w sprawiedliwość, boją się zemsty sprawcy albo tego, co je czeka podczas procesu...

"Studnią bez dna" dla publikowania wrogich treści wobec uchodźców wciąż pozostaje internet?

- Internet to medium, przekaźnik informacji i z równym powodzeniem służyć może szerzeniu uprzedzeń, stereotypów i nienawiści, jak i przeciwdziałaniu takim zjawiskom, np. poprzez dobre praktyki. Może być także - na co wskazują statystyki prokuratorskie - narzędziem przestępstwa. Duża część przestępstw z nienawiści jest popełniana właśnie z użyciem internetu. W 2017 r. ok. 35 proc. takich przestępstw dotyczyło czynów popełnionych w sieci, w tym publicznego nawoływania do nienawiści na tle przynależności narodowej, etnicznej czy wyznaniowej (czyli przestępstwa z art. 256 § 1 Kodeksu karnego) bądź publicznego znieważania osoby lub grupy osób ze względu na wspomnianą przynależność (przestępstwo z art. 257 Kodeksu karnego)

Jesteśmy w Polsce bezradni czy udaje się nam skutecznie walczyć z mową nienawiści?

- Jeśli chodzi o internet, to anonimowość w sieci jest coraz bardziej iluzoryczna, ale nadal ograniczona jest np. możliwość dochodzenia ochrony dóbr osobistych, naruszonych przez wpis w internecie. W skierowanym do sądu pozwie należy bowiem oznaczyć strony postępowania, w przeciwnym razie pozew zostanie zwrócony. Rzecznik Praw Obywatelskich, dr Adam Bodnar, proponował wprowadzenie instytucji tzw. ślepego pozwu, która od wielu lat funkcjonuje np. w prawodawstwie amerykańskim.

Na czym ta instytucja polega?

- Instytucja tzw. ślepego pozwu (John Doe lawsuit) pozwala na dochodzenie roszczeń od osoby o nieznanej - we wstępnej fazie procesu - tożsamości. To w trakcie postępowania sąd ustala wszelkie potrzebne dane osoby pozwanej. Powód powinien przy tym wykazać m.in., że podjął próbę powiadomienia anonimowego autora wypowiedzi o ewentualnym procesie oraz zapewnił mu możliwość udzielenia odpowiedzi.

Co wymaga jeszcze poprawy ze strony państwa?

- W przypadku przestępstw popełnionych w internecie, jak i poza nim, gdy chodzi o przemoc werbalną czy fizyczną, np. na ulicy, potrzebujemy konsekwentnego ścigania i karania sprawców. W ten sposób aparat państwa daje wyraźny komunikat o braku akceptacji dla tego rodzaju zachowań. Więcej oczekiwałabym także ze strony osób pełniących funkcje publiczne. Tu ten komunikat jest kluczowy. Tego rodzaju zachowania - przestępstwa motywowane uprzedzeniami - są niedopuszczalne i my, jako państwo, powinniśmy podejmować wszelkie konieczne działania, żeby takim zachowaniom przeciwdziałać, żeby ścigać i karać sprawców, a ofiarom zapewnić pełne wsparcie i pomoc. W końcu, choć to może rzecz najważniejsza, istotna jest edukacja, podnoszenie świadomości, przedstawianie prawdziwych informacji i merytoryczne argumentowanie w przypadku powielenia krzywdzących stereotypów i uprzedzeń.

Czy Polacy są wrażliwi na mowę nienawiści wobec uchodźców i reagują, jeśli się z nią spotykają?

- Coraz więcej osób reaguje na mowę nienawiści. Tym bardziej powinniśmy dawać do tego narzędzia. Warto wspomnieć w tym kontekście o Europejskim kodeksie postępowania w sprawie nielegalnego nawoływania do nienawiści w internecie, opracowanym w 2016 r. przez Komisję Europejską. Kodeks stanowi dobrowolne zobowiązanie operatorów internetowych do przestrzegania określonych i jednolitych reguł postępowania w przypadkach szerzących nienawiść wypowiedzi na portalach internetowych, np. obowiązku usuwania lub blokowania takich wpisów, tworzenia procedur zgłoszeniowych i upowszechniania wśród internautów wiedzy o tym, jakie treści są niedozwolone i jak należy na nie reagować. Rzecznik Praw Obywatelskich postulował także doprecyzowanie zasad współpracy dostawców usług internetowych z organami ścigania oraz udoskonalenie tzw. procedury notice and takedown ("zawiadomienia i zdjęcia"), czyli wprowadzenie formularza umożliwiającego zgłoszenie on-line bezprawnych treści czy określenie terminu, w którym dostawca usług zobowiązany byłby do usunięcia zgłoszonej mu uprzednio bezprawnej treści.

Jakie konotacje mają dziś w debacie publicznej słowa "uchodźca" czy "migrant"?

- Niestety, nadal obserwujemy radykalizację języka debaty publicznej. Początki tej radykalizacji sięgają co najmniej 2015 r. i czasów kryzysu migracyjnego, który był szeroko komentowany w mediach. Określenia "migranci" i "uchodźcy" używane są często zamiennie, choć przecież znaczą co innego. Co więcej, wciąż używane są w zbieżności z pojęciami takimi, jak "terrorysta", "fundamentalista"; wiązane z zamachami, zabójstwami i gwałtami.

Jak więc zahamować powstawanie takich fałszywych skojarzeń i walczyć z mową nienawiści?

- Do ich powstawania prowadzi z pewnością brak rzetelnych informacji oraz konsekwentnego reagowania. Tak, jak powiedziałam, niepokojące jest także używanie krzywdzącego języka przez samych decydentów, polityków i polityczki, a także wykorzystywanie antyuchodźczych nastrojów w kampaniach politycznych. Ważna jest nasza solidarność z ofiarami i uważność - na co dzień. Wiele organizacji pozarządowych prowadzi kampanie społeczne, w sposób bardzo praktyczny pokazując, jak reagować na mowę nienawiści - na ulicy, w autobusie, w internecie. Każdy z nas, będąc świadkiem, może i powinien zareagować.

Rozmawiała Justyna Mastalerz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje