Reklama

Reklama

"Dlaczego odbieram sobie życie?"

zdj. ilustracyjne /John Moore /Getty Images

Cierpienie pacjenta musi mieć charakter ekstremalny, "nie do zniesienia"; ból jest nieodwracalny, nie rokuje nadziei na ulgę, ani poprawę, a prośba o nią musi być świadoma, powtórzona wielokrotnie. Czynną eutanazję dopuszcza w Unii Europejskiej Holandia, Belgia i Luksemburg. W niektórych przypadkach zgodę na śmierć można wyrazić także w przypadku dzieci i noworodków.

Pierwszy taki kraj na świecie

Pierwszym krajem świata, który zalegalizował eutanazję, była Holandia. W 2001 r., po latach debaty publicznej na ten temat, wprowadzono możliwość "śmierci na życzenie". Eutanazja została obwarowana szeregiem warunków.

Prawne regulacje "śmierci na życzenie"

Reklama

- Eutanazja to nie jest kwestia pozwolenia lub niepozwolenia - przypomina dr hab. Teresa Gardocka, specjalistka prawa i postępowania karnego oraz prawa karnego międzynarodowego z Uniwersytetu SWPS. - To kwestia regulacji prawnych, których w Europie mamy teraz cztery typy - dodaje.

- Pierwszy typ określa eutanazję jako przestępstwo uprzywilejowane w stosunku do zabójstwa - mówi dr hab. Gardocka. Co to oznacza? - Jeżeli pozbawienie człowieka życia przez innego człowieka zostało dokonane pod wpływem współczucia i na żądanie tego, kogo się zabiło, to zagrożenie karą jest wyraźnie niższe niż w przypadku zabójstwa - podkreśla prawniczka. - W Polsce przy zabójstwie to kara dożywocia włącznie, a przy eutanazji do 5 lat pozbawienia wolności - dodaje.

- Drugi model to ten, który mówi, że eutanazja jest traktowana jako zwykłe zabójstwo, natomiast nie jest karalna pomoc w samobójstwie - mówi dr hab. Gardocka, dodając, że chodzi m.in. o model szwajcarski. - To dlatego właśnie tam działa dużo tzw. klinik pozbawienia życia, klinik eutanatycznych. Lekarze wprost nie pozbawiają życia, ale udzielają pomocy przy samobójstwie, bo tam nie jest to karalne. W Polsce i w większości krajów Unii Europejskiej takie działanie jest przestępstwem - zauważa dr hab. Gardocka.

Przepisy zezwalające na wspomagane samobójstwo, czyli takie, w którym lekarz może w bezpośredni sposób wspomóc eutanazję śmiertelnie chorego pacjenta, oprócz Szwajcarii, obowiązują obecnie m.in. w Holandii, Albanii, Japonii, Kolumbii i Kanadzie. W Stanach Zjednoczonych zezwala na to pięć stanów: Kalifornia, Waszyngton, Montana, Vermont i Oregon. W tym ostatnim trzeba być mieszkańcem stanu, inaczej eutanazja jest przestępstwem.

- Coraz więcej osób, które są terminalnie chore i bardzo cierpią, albo te, które rodzą dzieci o tak wysokich uszkodzeniach, że ich szanse przeżycia są żadne, zaczynają mówić o tym, że powinno być jakieś moralne prawo do eutanazji również w Polsce. Żebyśmy jednak zaczęli mówić o prawnej regulacji tego procesu w naszym kraju, to - moim zdaniem - miną jeszcze lata świetlne - dodaje dr hab. Gardocka.

Komisje ekspertów i łaska brytyjskiej królowej

Trzeci model prawny dotyczący legalności eutanazji, o którym wspomina prawniczka z Uniwersytetu SWPS, obowiązuje w Belgii i Holandii. Holenderskie prawo mówi m.in. o tym, że pacjent musi doznawać cierpień nie do zniesienia, a jego choroba musi być nieuleczalna. Musi być świadom swojego stanu i samodzielnie złożyć dobrowolny wniosek o przedterminową śmierć. By doszło do eutanazji, zarówno lekarz, jak i chory muszą mieć przekonanie, że nie ma żadnego innego rozwiązania ani nadziei na polepszenia stanu zdrowia.

- W Belgii i Holandii istnieje specjalna ustawa, która dopuszcza eutanazję pod pewnymi warunkami. Belgijskie i holenderskie przepisy różnią się między sobą, ale każde wymaga wszczęcia medycznej procedury, która na wniosek terminalnie chorego może doprowadzić do tego, że lekarz pozbawi go życia. Ta procedura jest trudna dla lekarzy - przyznaje dr hab. Gardocka. - Istnieją komisje eksperckie, które oceniają to z punktu widzenia moralnego, ale ocena dokonywana jest ex post - mówi prawniczka.

Specjalnie powoływana komisja składa się z lekarza, prawnika i etyka.

- Czwarty, ostatni model, jest typowy dla Wielkiej Brytanii - mówi ekspert. - Tam pojęcie eutanazji nie istnieje w przepisach prawnych. Dokonanie zabójstwa pod wpływem współczucia i na żądanie chorego jest traktowane jak zwykłe zabójstwo, ale w każdym takim przypadku królowa brytyjska może ułaskawić dokonującego eutanazji lekarza - dodaje dr hab. Gardocka.

Tiopental i pankuronium

Eutanazji dokonuje się poprzez dożylne podanie tiopentalu, który wprowadza pacjenta w stan śpiączki. Następnie pacjentowi podaje się środek o nazwie pankuronium, który powoduje zwiotczenie mięśni oddechowych, a w konsekwencji śmierć.

"Śmierć na życzenie" już dawno przestała być tabu, stając się tematem gorącej debaty publicznej. Pomimo tak licznych obwarowań, jej liczba m.in. w Holandii z roku na rok wzrasta. Dziś, po 15 latach od legalizacji, coraz częściej dochodzi do przypadków eutanazji, które wstrząsają opinią publiczną.

Federalna komisja ds. kontroli i oceny eutanazji podała, że w samej Belgii w 2015 roku poddano eutanazji rekordową liczbę osób - 2021. Od czasu wprowadzenia w Belgii wspomaganego samobójstwa to najwyższa liczba osób poddanych eutanazji. W 2002 było ich 24, w 2007 niecałe 500. W 2011 roku ich liczba pierwszy raz przekroczyła tysiąc (1133 przypadki). W 2014 roku zgłoszono 1924 przypadki eutanazji.

Od kilku lat szczególne kontrowersje wzbudza holenderska placówka o nazwie "Klinika końca życia" (hol. levenseindekliniek). Bardzo często trafiają tam osoby, którym lekarze odmówili wykonania eutanazji.

Jak zaznacza dr hab. Gardocka, każdy lekarz w Holandii podejmuje świadome ryzyko. - Ma obowiązek zasięgnąć opinii innego lekarza. Jeżeli jednak komisja ekspercka nie oceni jego działania w kategorii dopuszczalnej eutanazji, to będzie odpowiadał za zabójstwo - dodaje.

Potrójna eutanazja na wizji

Głośnym echem w ostatnich miesiącach odbiła się emisja filmu dokumentalnego pod tym samym tytułem - "Levenseindekliniek", czyli "Klinika końca życia" - na kanale drugim holenderskiej telewizji publicznej NPO 2. W lutym widzowie stali się świadkami eutanazji trzech osób z problemami psychicznymi, o czym informował m.in. dziennikarz Łukasz Koterba w "Pressie".

W przypadku pierwszej osoby - starszej kobiety chorej na demencję - widzowie widzieli niemalże wszystko - wbijana w jej rękę strzykawkę, jej ostatnie słowa, a następnie płacz bodących przy niej najbliższych osób.

Po emisji programu w Holandii doszło do publicznej, burzliwej dyskusji na temat godności i intymności umierania.

W lutowym wydaniu "Press" przypominał, że nie był to pierwszy film dokumentalny na temat eutanazji wyemitowany przez holenderską telewizję. W 1994 roku widzowie mieli okazje zobaczyć "Dood op verzoek", czyli "Śmierć na życzenie". Podobnie jak w przypadku "Kliniki końca życia" Holendrzy widzieli cały proces eutanazji, ale w chwili śmierci nie pokazano twarzy umierającej osoby.

Dr hab. Teresa Gardocka uważa, że nie stanowi to jednak przekroczenia granic moralnych. - Oczywiście, pod warunkiem, że ci ludzie przed rozpoczęciem eutanazji wyrazili na to zgodę - ocenia prawnik z Uniwersytetu SWPS. - Ludzie nie muszą tego oglądać. Gdyby pokazywano taki film dzieciom w szkole, to byłoby absolutnym przekroczeniem granic moralnych. Dorosły człowiek ma jednak wybór - dodaje.

Zmianiające się standardy moralne

- Kiedyś pojęcie eutanazji wiązało się z żądaniem pod wpływem wielkiego cierpienia lub terminalnej choroby. Tego wszystkiego nie ma w prawie. W prawie jest napisane: "kto zabija człowieka na jego żądanie pod wpływem współczucia". Wydawałoby się, że jeżeli ktoś cierpi moralnie, bo np. rzucił ją narzeczony, to według prawa to też mogłaby być eutanazja. Ale to nigdy nie było w ten sposób rozumiane - tłumaczy dr hab. Gardocka.

Czy zatem standardy moralne się zmieniają?

- Gdy obserwuje się działanie tych ustaw w Belgii i Holandii, to widzi się wyraźną prawidłowość: w tych regionach, które są zamieszkałe przez osoby należące do wyznań protestanckich, jest więcej osób, które proszą o eutanazję, niż w regionach zamieszkałych przez rzymskich katolików. To nie jest przypadek. Mentalność rzymskokatolicka i wychowanie w tej wierze wyraźnie bardziej powstrzymuje człowieka przed wnioskiem o eutanazję - twierdzi dr hab. Gardocka.

Eutanazja dzieci

Jedynym krajem, który dopuszcza eutanazję niezależnie od wieku, jest Belgia, gdzie zalegalizowano ją w 2002 r. W 2014 r. rozszerzono możliwość dokonania "śmierci na życzenie" w przypadku dzieci nieuleczalnie chorych, które są zdolne do samodzielnego podjęcia decyzji. O gotowości małego pacjenta do dobrowolnego poddania się eutanazji decyduje psycholog. Zgodę muszą wyrazić również rodzice lub opiekunowie dziecka. 

Eutanazję dzieci dopuszcza też Holandia. Pacjent musi mieć przynajmniej 12 lat. Do 16. roku życia wymagana jest jednak zgoda rodziców. W 2006 r. prawo do eutanazji w Holandii uległo rozszerzeniu. Dopuszczono wówczas eutanazję noworodków, które przyszły na świat z poważnymi, wrodzonymi wadami. Dokonywana jest ona na żądanie rodziców.

Wraz z rozszerzeniem prawa dopuszczającego eutanazję nieletnich w Belgii oraz Holandii, dyskusja na temat przesuwania granic rozgorzała na nowo. Z roku na rok rozbudowywana jest bowiem definicja cierpienia, która pozwala skorzystać ze "śmierci na życzenie".

Prawnik z Uniwersytetu SWPW nie ma wątpliwości, że przepisy eutanatyczne ulegają coraz większemu rozluźnieniu. - Dopuszcza się w tej chwili eutanazję na żądanie osób niepełnoletnich, a kiedyś było to nie do wyobrażenia. To wszystko się przesuwa. Ludzie są coraz bardziej są skłonni uważać, że mają prawo do samodzielnej decyzji o zakończeniu życia. To kiedyś było pojmowane jako wielki grzech - uważa dr hab. Gardocka.

Strach belgijskich bliźniaków

Wśród kontrowersyjnych przypadków dokonania eutanazji znana jest między innymi historia 45-letnich, głuchoniemych bliźniaków - Marca i Eddy'ego Verbessemów z Belgii. Zdecydowali się na jednoczesną eutanazję po tym, gdy zaczęli ślepnąć.

"Ogarnął ich wielki strach. Bali się, że już nigdy nie będą mogli siebie zobaczyć. To było dla moich braci nie do zniesienia" - powiedział w rozmowie z "The Telegraph" w 2013 r. brat bliźniaków, Dirk Verbessem. Jak wyjaśnił, bliźniacy byli głuchoniemi i spędzili całe swoje życie razem. Wspólnie dzielili mieszkanie, pracowali jako szewcy i mogli komunikować się ze sobą i najbliższymi tylko za pomocą języka migowego. "Ślepota uczyniłaby ich całkowicie zależnymi od innych. Nie chcieli tego" - podkreślił brat bliźniaków.

Sprawa braci Verbessemów była niespotykana i kontrowersyjna, ponieważ żaden z nich nie był śmiertelnie chory. Nie odczuwali także fizycznego bólu.

"Było to dla nich z pewnością nieznośne cierpienie psychiczne. Oczywiście, w takim przypadku zawsze można rozciągnąć interpretację. Jeden lekarz oceni inaczej niż pozostali" - powiedział "The Telegraph" profesor Wim Distelmans, lekarz, który podjął decyzję o eutanazji 45-letnich bliźniaków, dziś przewodniczący komisji ds. eutanazji.

"Nie chcę być potworem"

W 2013 roku w Belgii głośnym echem odbiła się także historia 44-letniego Nathana Verhelsta, który zdecydował się na eutanazję po nieudanej operacji zmiany płci. Jak pisał "The Independent", kierowało nim "nieznośne cierpienie psychiczne". Zgodę na eutanazję wyraził ten sam lekarz, co w przypadku głuchoniemych bliźniaków.

Nathan argumentował, że "nie chciał być potworem". Urodził się jako jedyna córka w rodzinie, miał trzech braci. Na początku 2009 roku przeszedł terapię hormonalną, w 2012 r. poddał się mastektomii. Na końcu przeszedł zabieg uformowania penisa.

"Byłem gotowy świętować swoje nowe narodziny, ale kiedy spojrzałem w lustro, poczułem obrzydzenie" - powiedział Nathan po operacji w rozmowie z belgijskim dziennikiem "Het Laatse Nieuws".

Śmierć 20-latki z zespołem stresu pourazowego

Opinią publiczną wstrząsnęła także sprawa z maja 2016 r., kiedy holenderska komisja ds. eutanazji poinformowała o "śmierci na życzenie" 20-letniej, anonimowej kobiety, która od 5. do 15. roku życia była wykorzystywana seksualnie. Cierpiała na zespół stresu pourazowego, omamy, anoreksję oraz głęboką depresję.

Pomimo poprawy jej stanu psychicznego po "intensywnej terapii", lekarze twierdzili, że wiele warunków czyni jej stan "nieuleczalnym". W 2014 r. wyrazili zgodę na jej życzenie, by zakończyć swoje życie, o czym pisał m.in. "The Independent".

Lekarze ocenili również, że jej przypadek jest "całkowicie właściwy" i to "nie depresja, ani inne zaburzenia nastroju wpłynęły na jej myślenie".

Przypadek 20-latki był szeroko komentowany w mediach. Wypowiedziało się w tej sprawie także wielu psychologów, nie szczędzących krytyki wobec lekarza, który wyraził zgodę na eutanazję kobiety. Przyczyna społecznego oburzenia  był przede wszystkim młody wiek dziewczyny. Liczne grono psychologów i specjalistów podkreślało, że nie ma przypadków "nieuleczalnych". Istniało bowiem prawdopodobieństwo, że dziewczyna poradzi sobie z traumą w późniejszym okresie życia. Inni psychiatrzy bronili jednak decyzji lekarza, tłumacząc, że młody wiek, w którym została skrzywdzona, uniemożliwił jej prawidłowy rozwój osobowy oraz psychiczny.

"Dlaczego odbieram sobie własne życie?"

Tak zatytułowany artykuł ukazał się w 2014 roku w "USA Today". Opowiadał historię młodej i silnej kobiety, która wielokrotnie w swoim życiu startowała w pół-maratonach, wspięła się na Kilimandżaro, uczyła w domach dziecka w Nepalu, podróżowała po Wietnamie, Kambodży, Laosie i Kostaryce. W 2014 roku musiała zmierzyć się - jak pisał Neal Colgrass - z najtrudniejszym zadaniem: odebraniem sobie życia.

29-letnia Brittany Maynard miała złośliwego glejaka mózgu. Lekarze dali jej sześć miesięcy życia. Powiedzieli, że nie ma dla niej ratunku. Kiedy tylko go zdiagnozowano, Brittany przeniosła się wraz z rodziną do stanu Oregon, w którym prawo pozwala na proces eutanazji. Pacjent musi udowodnić lekarzowi, że mieszka w Oregonie. Niektóre przykłady dokumentacji zawierają m.in. umowy najmu mieszkania, kartę rejestracyjną samochodu lub prawo jazdy.

"Nie ma we mnie ani jednej komórki, która chciałaby samobójstwa. Chcę żyć. Bardzo bym chciała, żeby można było mnie wyleczyć, ale po prostu się nie da" - mówiła przed dokonaniem eutanazji w rozmowie z magazynem "People".

8 października 2014 roku Brittany Maynard powiedziała w rozmowie z dziennikarzem agencji Associated Press, że jej mąż i bliscy najpierw chcieli "cudu". Pragnęli znaleźć lekarstwo na złośliwego raka, który chciał odebrać jej życie. Kiedy jednak po czasie przemyśleli wszystkie fakty, zaakceptowali jej decyzję. Kochali ją tak bardzo, że chcieli oszczędzić jej bólu i cierpienia - pisał brytyjski "Guardian".

Brittany Maynard zaplanowała swoją śmierć na 1 listopada 2014 roku. Dotrzymała słowa.

"Żegnajcie moi drodzy przyjaciele, moja rodzino. Bardzo was kocham. Dzisiaj jest dzień, w którym odchodzę z godnością w obliczu mojej śmiertelnej choroby, tego strasznego raka mózgu" - napisała w swoim ostatnim liście, który cytowało m.in. "The Independent".

"Świat jest pięknym miejscem. Podróż była moim największym nauczycielem, a moi bliscy są najlepszymi darami. Mam nawet krąg wsparcia wokół mojego łóżka teraz, gdy to piszę. Żegnaj świecie. Nieś dobrą energię. Podaj dalej".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje