Reklama

Reklama

W świetle przepisów te ciąże nie istnieją. "Ogromna niesprawiedliwość"

- Obecnie w tak dramatycznych sytuacjach jak strata dziecka część rodzin jest wykluczona z otrzymania należnych świadczeń - mówi Interii Paulina Matysiak z Partii Razem, alarmując o konieczności zmian. - Dzieje się ogromna niesprawiedliwość w tym kraju i to od wielu lat - wtóruje prawniczka Katarzyna Łodygowska. Jak przekonuje, choć kobiety rodzą martwe dzieci, to bez ustalenia płci, w świetle przepisów, ich ciąże nie istnieją. W Sejmie pojawiła się nadzieja na procedowanie zmian, ale ostatecznie kolejny projekt w tej sprawie trafił do sejmowej zamrażarki.

Urodzenie martwego dziecka to dla wielu rodziców ogromna tragedia. Kiedy pojawiają się trudności w stwierdzeniu płci, dodatkowe problemy generuje aktualny system prawny.

- W efekcie kobieta po wczesnym poronieniu, tj. nawet do końca czwartego miesiąca ciąży, jest - zupełnie bezzasadnie - pozbawiana prawa do zasiłku macierzyńskiego i zasiłku pogrzebowego - choć fizjologicznie i psychicznie tak samo, jak kobieta po utracie ciąży na późniejszym etapie, potrzebuje czasu na rekonwalescencję - mówi Interii Joanna Pietrusiewicz, prezeska zarządu fundacji Rodzić po Ludzku.

Reklama

Dlaczego? Żeby rodzic miał prawo do otrzymania świadczeń, konieczne jest uzyskanie aktu urodzenia martwego dziecka w Urzędzie Stanu Cywilnego. Podstawę do wystawienia tego aktu stanowi Karta martwego urodzenia wypełniona przez lekarza, w której musi zostać określona płeć dziecka.

Brak wskazania płci oznacza brak prawa do świadczeń.

Problem w tym, że w przypadku, kiedy poronienie nastąpiło na wczesnym etapie ciąży, ustalenie płci jest często niemożliwe bez przeprowadzenia badań genetycznych. Bywa, że i te zawodzą.

Czy Sejm zamrozi oba projekty?

Sejm w środę miał zająć się procedowaniem projektu zakładającym zmiany w ustawie Prawo o aktach stanu cywilnego, który może poprawić tę sytuację. Złożyła go posłanka Partii Razem Paulina Matysiak.

- Ten projekt wprowadzi niewielką zmianę, która może ułatwić przejście przez traumatyczne chwile tysiącom polskich rodzin - mówi w rozmowie z Interią. Chodzi o to, by świadczenie przysługiwało niezależnie od tego, czy możliwe jest ustalenie płci dziecka.

- Wystarczy, by lekarz wystawiający Kartę martwego urodzenia nie uzupełniał rubryki z płcią. Chyba że zażądają tego rodzice dziecka. Chcemy, żeby rodzice mieli wybór, a nie przymus - tłumaczy posłanka z klubu Lewicy. 

Do pierwszego czytania projektu jednak nie doszło, bo Koalicja Obywatelska poinformowała marszałek Sejmu, że ich projekt proponujący podobne zmiany, przygotowany przez posłankę Monikę Rosę, od dawna leży w sejmowej zamrażarce. Zgłoszono go już na początku kadencji Sejmu.

Jak mówi Interii Katarzyna Lubnauer, Koalicja Obywatelska zwróciła się o to, by oba projekty były procedowane razem. Do wniosku przychyliła się marszałek Sejmu Elżbieta Witek. Politycy KO zapewniają, że chodzi o to, by wypracować "wspólny, dobry projekt".

Nie wyznaczono jednak terminu, w którym zmiany proponowane przez Lewicę i Koalicję Obywatelską miałyby być procedowane. - Obawiam się, że teraz oba projekty utkną w sejmowej zamrażarce - przyznaje Paulina Matysiak. 

Posłanka walczy jednak o sprawę. Z jej inicjatywy zawiązał się Parlamentarny Zespół ds. Równości Rodziców w Dostępie do Świadczeń po Stracie Ciąży. W jego skład weszły posłanki od prawej do lewej strony. Jego przewodniczącą została Paulina Matysiak, a wiceprzewodniczącymi: Monika Rosa (KO) oraz Anna Maria Siarkowska (PiS).

Eksperci i rodzice alarmują, że zmiany potrzebne są jak najszybciej.

Prawniczka: Stwierdzenie płci dziecka bywa niemożliwe

- Dzieje się ogromna niesprawiedliwość w tym kraju i to od wielu lat - mówi Interii Katarzyna Łodygowska, znana w sieci jako Matka Prawnik. Od pięciu lat pomaga kobietom w przypadku martwych urodzeń.

- Mamy wyraźny podział na rodziców, którzy poznali płeć dziecka i im przysługuje wszystko, co zapewniają przepisy i na tych rodziców, którzy nie znają płci, albo w ogóle nie mieli możliwości uchwycić materiału - jak to się profesjonalnie i bezosobowo nazywa - dodaje.

Jak wyjaśnia, stwierdzenie płci czasami z wielu przyczyn jest po prostu niemożliwe. - Do straty dochodzi np. w domu. Kobieta nie wie, że trzeba zabezpieczyć materiał, albo robi to niewłaściwie. Poza tym podczas badań genetycznych określenie płci nie zawsze jest możliwe. Czasami z laboratorium przychodzi informacja, że w materiale nie ma tkanek dziecka, tylko matki - wylicza Łodygowska.

To był chłopiec czy dziewczynka? Chcesz wiedzieć - płać

Dodatkową przeszkodową w wykonaniu badań genetycznych określających płeć bywa trudna sytuacja finansowa rodziców. Badania nie są refundowane, a ich koszt waha się w okolicach 400 zł. Nie wszystkich na to stać.

Jak mówi Interii Katarzyna Łodygowska, kłopotliwy jest także długi czas oczekiwania na wyniki. - Kilka lat temu osoby, którym pomagałam, czekały na rezultat badania do tygodnia. Teraz czeka się nawet trzy - przyznaje.

Co ma więc zrobić kobieta, która przez trzy godnie oczekuje na wynik i nie może udowodnić, że straciła ciążę? - Ten okres pogłębia traumę i stres - mówi prawniczka. Od kobiet otrzymuje wiele pytań: co robić w takiej sytuacji i co z ich pracą.

- Możliwości jest kilka. Pierwsza - informujemy pracodawcę, że do straty doszło konkretnego dnia i czekamy na wynik badania. Wówczas teoretycznie można być już na skróconym urlopie macierzyńskim. Natomiast problem się pojawia, kiedy przychodzi wynik badania, że płci nie da się określić, bo wtedy urlop macierzyński nie przysługuje. Najlepiej poprosić o zwolnienie lekarskie od razu, kiedy dochodzi do stwierdzenia utraty ciąży. Zwykle przysługuje ono dwa tygodnie, a jeśli to nie starcza, trzeba udać się do lekarza rodzinnego albo psychiatry, by wypisał kolejne zwolnienie - wyjaśnia Katarzyna Łodygowska.

- Jeśli przyjdzie wynik badania i mamy określoną płeć, wracamy do szpitala po wypisanie Karty martwego urodzenia. Z tą kartą idziemy do Urzędu Stanu Cywilnego. Po wystawieniu aktu urodzenia z adnotacją o martwym urodzeniu kadrowa w naszym miejscu pracy sama zamienia kod w ZUS-ie odnoszący się do urlopu macierzyńskiego - wyjaśnia.


Płeć serca, czyli jak niektórzy lekarze idą na rękę rodzicom

Prawniczka przyznaje, że aktualnie wzrosła świadomość rodziców na temat martwych urodzeń. Coraz więcej z nich wie, że może liczyć na świadczenia, jeśli ustalą płeć dziecka.

O konieczności wykonania badań powinien informować szpital bądź lekarz ginekolog. W praktyce bywa różnie.

- Dostaję wiele listów od kobiet. Okazuje się, że w takim samym przypadku postępowanie ze strony szpitali jest bardzo różne. Jeśli do straty ciąży nie doszło w szpitalu, kobiety bywają odsyłane do ginekologa. Ten z kolei nie może wypisać Karty martwego urodzenia, bo nie zna płci. Finalnie taka kobieta słyszy: nic pani nie przysługuje, bo nie uchwyciła pani materiału do badań w celu poznania płci. Była ciąża, ale nie w świetle przepisów - opowiada Łodygowska.

Są i lekarze, którzy decydują się na określenie tzw. płci serca i wypisują Kartę martwego urodzenia w oparciu o przekonanie rodziców co do płci dziecka. Wiele zależy od gestu dobrej woli. - Nie można jednak zarzucać lekarzom, że wymagają określenia płci, bo w ich przekonaniu działają po prostu w ramach obowiązującego prawa, a ono jest niejasne - mówi nam Łodygowska.

Fundacja Rodzić po Ludzku od lat postuluje zmiany

Zarówno prawniczka Katarzyna Łodygowska, jak i prezeska Rodzić po Ludzku Joanna Pietrusiewicz przyznają, że aktualne przepisy wymagają zmian. 

- Postulujemy objęcie opieką po utracie dziecka wszystkich pacjentek, w sposób niedyskryminujący ze względu na wiek ciąży, kiedy doszło do poronienia. Fundacja Rodzić po Ludzku od dawna zabiega o zmianę art. 54 ustawy Prawo o aktach stanu cywilnego, ostatni raz w piśmie do Ministerstwa Zdrowia latem bieżącego roku - mówi Interii Pietrusiewicz.

- Skoro już konstytucja obejmuje ochroną życie od jego poczęcia, a kobiety są w pracy chronione co do zasady przed wypowiedzeniem od momentu, w którym zajdą w ciążę, to dlaczego dochodzi do sytuacji, w których wartościuje się ciążę ze względu na jej wiek - pyta retorycznie Katarzyna Łodygowska.

To nie pierwszy raz, kiedy w Polce podejmowana jest próba zmian przepisów w tym zakresie. - Czy tym razem politykom nie zabraknie wrażliwości, by pochylić się nad tak ważnym dla tysięcy rodzin problemem? Chciałabym wierzyć, że nie - konkluduje prawniczka.

15 października na całym świecie obchodzony jest Dzień Dziecka Utraconego. 

Jolanta Kamińska 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje