Reklama

Reklama

"Stop Aborcji" w komisjach. Ordo Iuris chce liberalizować prawo

W piątek w Sejmie odbyło się głosowanie nad projektami dotyczącymi aborcji. Ten zakładający liberalizację dotychczasowego prawa, zgłoszony przez Komitet "Ratujmy kobiety" został odrzucony. "Stop Aborcji" - zaostrzający przepisy - skierowano do prac w komisjach. Jaki będzie jego los i dlaczego zdaniem autorów projektu, konieczna jest zmiana aktualnie obowiązującego prawa?

- Inaczej patrzymy na aktualny kompromis. Uważamy, że obecne prawo jest niesprawiedliwie ostre i chcemy je zliberalizować wobec dzieci. Chodzi nam o to, by życie dzieci w fazie prenatalnej było chronione na tych samych zasadach, co życie dorosłych. Nie mniej, nie więcej. Równo. Chcemy inicjatywą "Stop Aborcji" przywrócić pełną i równą ochronę życia ludzkiego, zarówno przed jak i po urodzeniu, chcemy realizować postulat równości wszystkich wobec prawa oraz przeciwdziałać dyskryminacji ludzi w prenatalnej fazie rozwoju, zwłaszcza niepełnosprawnych dzieci"  - wskazuje Karina Walinowicz, analityk instytutu Ordo Iuris, będącego współautorem  projektu dot. zmiany prawa aborcyjnego.

Reklama

Obywatelski projekt "Stop Aborcji" przewiduje  wprowadzenie całkowitego zakazu przerywania ciąży, zachowując możliwość ratowania kobiety, kiedy jej życie będzie bezpośrednio zagrożone. Nakłada na organy państwa obowiązek zapewnienia pomocy materialnej i opieki dla rodzin wychowujących dzieci dotknięte ciężkim upośledzeniem lub chorobą oraz w sytuacji uzasadnionego podejrzenia, że poczęcie nastąpiło wskutek czynu zabronionego np. gwałtu.

Dla kogo kara?

Projekt zakłada karanie wszystkich, którzy nakłaniali do aborcji np. ojca dziecka nakłaniającego matkę czy osobę, która dostarcza tabletki wczesnoporonne. Karze więzienia podlega też lekarz usuwający ciążę.  - Ustawa wprowadzająca pełną prawno-karną ochronę dziecka już w prenatalnej fazie, musi przewidywać karalność sprawców za popełnienie czynu, a matki jako jedyna grupa sprawców, jest na mocy tego projektu uprzywilejowana. Projekt "Stop Aborcji" w pełni realizuje postulat niekaralności kobiet - wskazuje nasza rozmówczyni.

"Kto powoduje śmierć dziecka poczętego podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5" - czytamy w projekcie. Jedyną osobą, która może nie być ukarana jest sama kobieta.

- Nawet jeśli kobieta z zimną krwią zabije swoje dziecko. Sąd ma pełne prawo całkowitego odstąpienia od wymierzenia kary  - mówi.

Dokładnie w projekcie zapisano, że w tym przypadku sąd "może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia". Może jednak podjąć odmienną decyzję i wymierzyć karę także kobiecie.

Niejasna sytuacja lekarzy

Lekarze, jak przekonują autorzy projektu, nie będą mieli obowiązku zgłaszania organom ścigania podejrzeń, że ich pacjentka dokonała aborcji.

- Obowiązek prawny zawiadomienia o przestępstwie objęty sankcją dotyczy tylko przestępstw określonych w art. 240 par. 1 kodeksu karnego, który przewiduje ich zamknięty katalog (m.in. usiłowanie morderstwa, lub przygotowanie do niego). Projekt obywatelski "Stop Aborcji" nie zmienia tego przepisu i nie nakłada prawnego obowiązku zawiadamiania o przestępstwie aborcyjnego zabicia dziecka. Na lekarzu nie będzie ciążył obowiązek zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa, o którym dowiedział się w ramach wykonywania swojego zawodu. Lekarz może jednak zostać zwolniony z obowiązku zachowania tajemnicy przez sąd, prokuratora bądź też samego pacjenta, tak jak w przypadku innych przestępstw ściganych prawem - zapewnia.  

"To teraz kobiety nie mają wyboru"

Ten projekt odbiera kobietom wybór w najtrudniejszych życiowych sytuacjach: jak stwierdzenie u dziecka ciężkich i nieodwracalnych wad, które nierzadko powodują jego śmierć tuż po narodzeniu, czy przypadki gwałtu - wskazują jego przeciwnicy.

Jak przekonuje w rozmowie z Interią przedstawicielka Ordo Iuris, to w obecnym systemie prawnym kobiety nie mają wyboru. - Postulujemy, żeby państwo nie wychodziło, jak obecnie, z ofertą aborcyjną. W ten sposób pośrednio zmusza kobietę, do takiego kroku pozostawiając ją samą sobie bez opieki, ani wsparcia. Aborcja nie jest wyborem - przekonuje.

Co teraz?

Większość  posłów jest przekonana o konieczności dalszych prac nad projektem, który 267 głosami został skierowany do komisji. Jaki będzie jego dalszy los? Czy możemy spodziewać się zmian w prawie?

Zdaniem specjalisty ds. marketingu politycznego prof. UKSW Norberta Maliszewskiego ścieżka, którą prawdopodobnie wybierze PiS, będzie przechowanie ustawy w komisjach, by formalnie nie opowiadać się po żadnej ze stron, a w przypadku nacisków, obrać drogę kompromisową. - Byłoby nią przesunięcie na prawo aktualnego kompromisu i pewne zaostrzenie ustawy np. wyłączając tzw. aborcję eugeniczną - wskazuje.

Podobną prognozę stawia politolog UW, prof. Rafał Chwedoruk. W jego ocenie projekt trafi do tzw. sejmowej zamrażarki. - Być może zostaną wprowadzone drobne zmiany w aktualnej ustawie jak np. zmiana frazeologii, czy minimalne zaostrzenie jednego z wybranych paragrafów - stwierdza. Większych szans na powodzenie sprawy "Stop Aborcji" eksperci nie przewidują.

- Bez względu na to jakie mogą być prognozy, mamy nadzieję, że posłowie jak najszybciej przyjmą nasz projekt w całości, by pełna ochrona życia w Polsce zarówno przed jak i po urodzeniu została przywrócona, by żadne dziecko nie mogło być już w świetle prawa zabijane - stwierdza w rozmowie z Interią przedstawicielka Ordo Iuris. 


Zobacz, co organizacje walczące o prawa kobiet sądzą, o tym projekcie. Czytaj także: "Stop Aborcji": Co by było, gdyby... 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy