Reklama

Reklama

Prawybory w PO. Gra na czas Schetyny zaszkodzi partii?

Na pierwszym planie planie Małgorzata Kidawa-Błońska w trakcie prawyborczej debaty z Jackiem Jaśkowiakiem /Paweł Supernak /PAP

W sobotę Platforma Obywatelska wybierze swojego kandydata na prezydenta. Kto nim będzie? - Prawda jest taka, że wszyscy poza panem Jaśkowiakiem wiedzieli, że wybory są ustawione i wygra je pani Kidawa-Błońska, a pan Jaśkowiak, z sobie znanych powodów, zdecydował się odegrać rolę zająca - mówi prof. Antoni Dudek. Z kolei dr Olgierd Annusewicz uważa, że działania największej opozycyjnej partii są spóźnione.

Wybory prezydenckie odbędą się za pół roku. Jak wynika z kalendarza wyborczego, Polacy pójdą do urn w jeden z majowych weekendów. W szeregach obozu rządzącego sprawa jest jasna. O reelekcję będzie ubiegać się Andrzej Duda. Urzędujący prezydent nie traci czasu. Odwiedzając kolejne miasta i miasteczka, ściska dłonie Polaków.

Reklama

Tymczasem główny konkurent PiS, Platforma Obywatelska swojego kandydata wybierze w sobotę. W partii urządzono prawybory, choć tuż po wyborach parlamentarnych wydawało się, że kandydatką na prezydenta będzie Małgorzata Kidawa-Błońska. W ostatniej chwili do gry wszedł obecny prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, czym zaskoczył przede wszystkim swoją kontrkandydatkę. 

Tajemnicą poliszynela jest, że to Grzegorz Schetyna miał namawiać Jaśkowiaka do startu. Jak informował "Newsweek", przed przystąpieniem prezydenta Poznania do partyjnych prawyborów, PO miała zamówić wewnętrzny sondaż, z którego wynikało, że niepisowscy wyborcy najchętniej zagłosowaliby na kogoś nowego. Z badań wyszło również, że wystawienie kobiety ogranicza szanse na zwycięstwo. "Jest 8-10 proc. wyborców po stronie niepisowskiej, dla których prezydent to jest mężczyzna. A to jest kluczowe 8-10 proc., które może rozstrzygnąć o wyniku wyborów" - cytował anonimowego polityka z zarządu PO "Newsweek".

Jednak wygrana Małgorzaty Kidawy-Błońskiej w sobotnich wyborach wydaje się być niemal pewna.

- Nie potrafię wskazać jednego znaczącego polityka PO, który by otwarcie powiedział, że popiera Jaśkowiaka. Za to wielu otwarcie wspiera wicemarszałek - mówi Interii prof. Antoni Dudek.

"Pan Jaśkowiak odgrywa rolę zająca"

70 proc. do 30 proc. - tak według zwolenników obecnej wicemarszałek mogą się rozłożyć głosy delegatów sobotniej konwencji PO. W czwartek Jacek Jaśkowiak zaapelował nawet do swoich kolegów i koleżanek z partii o "zachowanie zwykłej przyzwoitości" w popieraniu kandydatury Kidawy-Błońskiej. Odniósł się także do doniesień Wirtualnej Polski, twierdząc, że nie mają one nic wspólnego z prawdą. "Deal był taki: start w 'prawyborach' i stanięcie do rywalizacji z Małgorzatą Kidawą-Błońską (by nie ośmieszyć pomysłu 'prawyborów' ogłoszonego przez lidera), poparcie dla Schetyny w wyborach na przewodniczącego PO (te odbędą się już pod koniec stycznia), a jeśli Schetyna wygra - to gwarancja miejsca dla Jaśkowiaka w zarządzie" - napisał portal. 

Podobnie rolę Jacka Jaśkowiaka widzi prof. Antoni Dudek, uważając aktualne prawybory w PO za "dziwaczne".  - Z dwóch kandydatów jeden był szukany na siłę. Wielka partia, pierwsza siła opozycyjna i nie było chętnych? Wolne żarty - mówi w rozmowie z Interią  politolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

- Prawda jest taka, że wszyscy poza panem Jaśkowiakiem wiedzieli, że wybory są ustawione i wygra je pani Kidawa-Błońska, a pan Jaśkowiak, z sobie znanych powodów, zdecydował się odegrać rolę zająca. Tak jak niegdyś Radosław Sikorski, który później opowiadał, że tamte prawybory z Bronisławem Komorowskim były ustawione. Myślę, że prezydent Poznania powie to samo. Nawet w trakcie prawyborczej debaty, było wyraźnie widać, że znaczna część obecnych na sali jest właśnie za wicemarszałek - stwierdza.

Schetyna walcząc o przetrwanie szkodzi partii?

Nieoficjalnie mówi się, że lider PO oferował kandydowanie w prawyborach także innym prezydentom miast, m.in. Krzysztofowi Truskolaskiemu i Hannie Zdanowskiej. Prof. Dudek nie ma wątpliwości, że prawybory to gra na czas, "wymuszona przez lidera PO, który walczy o przetrwanie".

- Logika nakazywałaby najpierw przeprowadzić wybory lidera. Skoro miały być one w styczniu, to należało je przyspieszyć o dwa-trzy miesiące. I to nowy lider powinien podjąć już decyzję o sposobie kreowania kandydata na prezydenta. Ta nielogiczna kolejność może pani Kidawie-Błońskiej i całej partii zaszkodzić. Wybór lidera powoduje podziały, więc lepiej byłoby to mieć za sobą - stwierdza.

Kłopot ze zbudowaniem lojalnego wyborcy? 

Wyraźne błędy w działaniach PO dostrzega także dr Olgierd Annusewicz, politolog i specjalista w zakresie komunikacji politycznej z Uniwersytetu Warszawskiego. 

- Gdyby ich strategia była sensowna, następnego dnia po wyborach parlamentarnych Małgorzata Kidawa-Błońska zostałaby ogłoszona kandydatką Koalicji Obywatelskiej na prezydenta i kampania trwałaby już przez cały listopad oraz grudzień - uważa.

Ekspert patrzy jednak na kandydaturę Jaśkowiaka z większym optymizmem. - Większe szanse ma oczywiście Małgorzata Kidawa-Błońska. Ma już dużą rozpoznawalność, a w kampanii parlamentarnej sporo zainwestowano w jej wizerunek. Jednak historia Andrzeja Dudy pokazuje, że jeśli ktoś jest kandydatem głównej partii opozycyjnej, to jego rozpoznawalność rośnie z dnia na dzień - przekonuje politolog, co jego zdaniem, wcale nie przekreśla szans Jaśkowiaka w ewentualnym starciu z Dudą. 

- W każdym procesie marketingowym, najpierw zaczyna się od budowania rozpoznawalności. Potem następuje impuls sprzedażowy i budowanie lojalności konsumenta. Jeżeli kampania będzie trwała zbyt krótko, to PO zdąży zbudować rozpoznawalność choćby Jackowi Jaśkowiakowi, ale może mieć kłopot ze zbudowaniem lojalnego wyborcy, takiego, który w ostatniej chwili nie powie: to może jednak wybiorę Szymona Hołownię lub Władysława Kosiniaka-Kamysza - wskazuje dr Olgierd Annusewicz. 

Święta ważne w politycznym kalendarzu? 

Czy PO zdąży do maja wykreować silnego kandydata, który będzie w stanie zmierzyć się z Andrzejem Dudą?

- Im później pojawiają się konkurenci, tym lepiej dla głównego pretendenta czyli dotychczasowego prezydenta - mówi prof. Antoni Dudek. Jednak w jego opinii, kluczowe znaczenie mają święta. - Polacy niestety kłócą się o politykę przy świątecznych stołach. Ale dobrze jest, żeby dyskutowali o już zgłoszonych kandydatach. Każdy, kto zna kuchnię polityczną wie, że lepiej ogłosić kandydata przed świętami - ocenia prof. Antoni Dudek. 

Dr Olgierd Annusewicz uważa jednak, że kiedy główny konkurent Andrzej Duda od miesięcy jeździ po najmniejszych miasteczkach, Platforma jest w swoich działaniach spóźniona. 

- Być może w partii liczą na to, i być może się nie przeliczą, że powtórzy się rozwiązanie senackie, czyli w liczbach bezwzględnych opozycja dostanie więcej głosów niż PiS, co w praktyce mogłoby oznaczać, że w drugiej turze, ktokolwiek będzie kandydatem opozycji, to i tak zbierze głosy wszystkich przeciwników Andrzeja Dudy - wskazuje.

A jak zgodnie twierdzą obaj eksperci, wszystko wskazuje na to, że bez drugiej tury się nie obejdzie.  

Na razie na pewno wiadomo, że przeciwnikiem Andrzeja Dudy będzie lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. Konfederacja stawia na Krzysztofa Bosaka. Nie dawno do gry wszedł także Szymon Hołownia.

W grudniu swojego kandydata ma także przedstawić Lewica. Również Inicjatywa Polska i Nowoczesna - koalicjanci PO rozważają wysunięcie własnego człowieka.

Kandydat PO, czy zostanie nim Małgorzata Kidawa-Błońska, czy też Jacek Jaśkowiak będzie miał niełatwe zadanie. Niewykluczone, że trudnością może okazać się wejście do II tury.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje