Reklama

Reklama

"Najważniejsze dla mnie było przeżyć'. Trudna Trafikoteka

"Do tej pory to, co się wydarzyło – z perspektywy ofiary - znikało"; zdj. ilustracyjne /123RF/PICSEL

Maria miała 24 lata, kiedy z małej ukraińskiej wioski przyjechała do Polski. W domu sytuacja finansowa była bardzo trudna, dlatego praca za granicą wydawała się szansą. Na wyjazd, organizowany przez agencję, dziewczyna wydała wszystkie oszczędności. Wyjechała razem z przyjaciółką. Miały zarabiać 700 dolarów miesięcznie i pracować tylko dwa dni w tygodniu. Roztoczona przez pośredników wizja okazała się jednak wielkim oszustwem.

Kiedy kobiety dotarły do Polski, zajął się nimi pan Jacek, który przekazał nową wersję warunków: będą pracować 6 dni w tygodniu, stawka 1800 zł. Wtedy jeszcze nie przypuszczały, że to zapewnienie również nie będzie miało nic wspólnego z rzeczywistością.

"Pracowałyśmy jako kucharki w restauracji. Praca była ciężka. Trzeba było rozładowywać duże dostawy(...). Nie było czasu nawet zjeść. Pieniędzy nie miałyśmy. Jedzenie kupowałyśmy z napiwków. Po przepracowaniu jednego miesiąca, dostałam nieco ponad 300 zł, a moja przyjaciółka nieco ponad 270 zł. On powiedział (pan Jacek - red.), że to staż i szefowi restauracji nie podoba się nasza praca, chociaż wcześniej nic nam o tym nie mówił (...)".

Reklama

"Najważniejsze wtedy dla mnie było przeżyć. Z restauracji, w której pracowałam, odchodzili nawet mężczyźni, bo było im za ciężko. A co powiedzieć o mnie? Pracowałam nieraz po 13 dni bez przerwy. Potem miałam jeden dzień wolny, żeby się wyspać i uprać sobie ubrania. W ciągu 2,5 roku dwa razy wylądowałam w szpitalu z przemęczenia (...)".

"Temu, kto nie pracował, pan Jacek kazał opuszczać mieszkanie i nie zajmować miejsca. Kiedy któraś kobieta nie poszła do pracy, kazał jej iść nocować na dworzec autobusowy. Prosiłyśmy, żeby nie wyganiał jej na noc, ale nie pomagało (...)".

To fragment  historii 28-letniej Marii, która padła ofiarą handlu ludźmi. Jej przypadek, choć dramatyczny, ma dobre zakończenie dzięki temu, że kobieta znalazła pomoc ze strony Fundacji La Strada. Aktorka Anna Cieślak - ambasadorka Fundacji - czytając świadectwo Ukrainki otwiera pierwszy rozdział nowego projektu o nazwie Trafikoteka. Artystyczną formę historia zyskała dzięki Maćkowi Puczyńskiemu (zdjęcia i reżyseria) i Filipowi Kuncewiczowi (dźwięk i muzyka).

Trafikoteka będzie cyklem filmów prezentujących historie ofiar handlu ludźmi, które trafiły do La Strady i zgodziły się na przedstawienie i upublicznienie swoich doświadczeń.

- Wszystko dzieje się na naszych oczach. Ci ludzie są z nami w kontakcie, potem ten kontakt tracimy. Po każdej historii pozostaje u nas ślad, ale to, co się wydarzyło z perspektywy ofiary -  znika - tłumaczy Interii prezes La Strady Irena Dawid-Olczyk.

Zobaczyć, żeby zrozumieć

Jak mówi Irena Dawid-Olczyk, chodzi o to, by udokumentować zjawisko i zwiększać społeczną świadomość, bo podobne tragedie dzieją się obok nas. Organizacja planuje w ten sposób prezentować kolejne świadectwa. Choć już samo pozyskiwanie zgód na ich upublicznianie bywa trudne.

- Ofiara handlu ludźmi często ma za sobą traumatyczne przeżycia. Wstydzi się tego, co się stało, ma poczucie winy i stygmatyzacji. Upublicznienie swojej historii traktuje jak przyznanie się, że stała się osobą słabą, która pozwoliła się skrzywdzić - wyjaśnia prezes La Strady.

Poza tym ujawnienie wizerunku może być ciężarem nie do udźwignięcia: - Znam historię chłopaka, którego tożsamość została ujawniona. Opowiadał jednemu z mediów o tym, jak wykorzystano go w męskiej prostytucji. Podczas nagrania jego twarz odbiła się w szybie okna. Skończyło się tym, że popełnił samobójstwo - mówi Irena Dawid-Olczyk.

Dlatego, by ułatwić przedstawianie tych historii, w bohaterów będą się wcielać aktorzy.

Wykorzystywane są także dzieci

La Strada planuje również dokumentować świadectwa osób, które zajmowały się pomocą ofiarom handlu ludźmi. Organizacja poszukuje sponsora, który wsparłby finansowanie akcji.

- Już pierwsza część Trafikoteki musiała dość długo czekać, zanim zrealizowaliśmy materiał. Zawsze są pilniejsze potrzeby, jak chociażby pomoc ofiarom handlu ludźmi - tłumaczy Dawid-Olczyk.

Kolejne części tego niezwykłego projektu powstaną, kiedy kolejne osoby zgodzą się na upublicznienia swoich historii, i kiedy kolejne ofiary współczesnego niewolnictwa trafią do La Strady. A trafiać będą. Jak wskazuje najnowszy raport MSWiA, w 2015 roku 115 osób, w tym 41 cudzoziemców, otrzymało status pokrzywdzonych w śledztwach dotyczących handlu ludźmi.

Najczęstszą formą wykorzystywania była praca przymusowa i seksbiznes. Wśród pokrzywdzonych odnotowano 10 dzieci.  

Eksperci zajmujący się zjawiskiem alarmują, że rządowe dane to jedynie wierzchołek góry lodowej, a potężna skala tego zjawiska jest wciąż nierozpoznana.  

*****

La Strada pomaga osobom, które padły ofiarami handlu ludźmi oraz udziela informacji na temat zagrożeń wynikających z decyzji podjęcia pracy za granicą. Wsparcie można znaleźć m.in. korzystając z telefonu zaufania (numer: +48 22 628 99 99).

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy