Reklama

Reklama

Kryzys wokół wyroku TK. Twarde stanowisko Jarosława Kaczyńskiego i co dalej?

- PiS straci poparcie umiarkowanego centrum, które nie będzie akceptować takich wystąpień Kaczyńskiego, jak to wczorajsze – uważa prof. Antoni Dudek. Ewentualnego spadku notowań nie wyklucza także prof. Jarosław Flis. - Mamy do czynienia z potężnym wstrząsem. Natomiast jestem ostrożny z mówieniem o równi pochyłej, bo już nie raz o niej słyszałem i nic takiego nie następowało - stwierdza. Jak dodaje, "nigdy sytuacja rządzących nie jest tak zła, by opozycja nie była w stanie ich uratować".

"Obronimy Polskę" - stwierdził we wtorek (27 października) w specjalnym oświadczeniu Jarosław Kaczyński, w reakcji na trwający kryzys po wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Przypomnijmy, że TK uznał za niezgodną z ustawą zasadniczą dopuszczalność aborcji w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. 

Reklama

Prezes PiS wyraźnie podkreślił, że innego wyroku być nie mogło. Potępił też protesty, stwierdzając, że ci, którzy do nich wzywają i w nich uczestniczą "sprowadzają niebezpieczeństwo powszechne, dopuszczają się poważnego przestępstwa". Zwolenników PiS wezwał do obrony kościołów, stwierdzając, "atak na Kościół jest atakiem, który ma zniszczyć Polskę".

Jak tak twarda postawa szefa partii rządzącej może wpłynąć na dalszy rozwój wydarzeń?

Dudek: Myślę, że protesty zostaną spacyfikowane

- Spodziewam się, że zwolennicy PiS-u odpowiedzą na apel prezesa i od dziś zaczną się gromadzić przed kościołami, gdzie spotkają się z uczestnikami protestów. Nie trudno sobie wyobrazić, że te dwie grupy okażą wobec siebie skrajną wrogość. Będzie zapewne dochodziło do szarpanin, czy bijatyk. Na pewnym etapie policja, która dotychczas była dość bierna, na polecenie władz przystąpi do rozdzielania walczących stron. Podejrzewam, że nie będzie bezstronna, bo przecież zarządza nią minister Mariusz Kamiński - uważa prof. Antoni Dudek politolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

W jego opinii atmosfera będzie podgrzewana, by cześć społeczeństwa, która nie bierze udziału w protestach "była na tyle przestraszona anarchią i chaosem, by zaakceptowała pewne działania znane z realiów stanu wyjątkowego". - Myślę, że te protesty zostaną po prostu spacyfikowane i będą przedstawiane jako nieodpowiedzialne zachowanie potęgujące pandemię - dodaje. 

- Sądzę, że prezes PiS zakłada, że po tej akcji pacyfikacyjnej nastroje się uspokoją - ocenia Dudek.

Flis: Nie powinien wzywać do obrony obiektów chronionych prawem

- Sytuacja jest kompletnie nieporównywalna do żadnego z wcześniejszych wydarzeń - mówi z kolei prof. Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Zauważa, że Kaczyński postawił sprawę twardo, nie zostawiając cienia złudzeń co do woli porozumienia się z drugą stroną.

- Wystąpienie prezesa PiS pokazało, że żyje w swojej wersji rzeczywistości. To wystąpienie z pozycji lidera partii, a nie wicepremiera odpowiedzialnego za bezpieczeństwo. Jarosław Kaczyński jako wicepremier nie powinien wzywać do obrony obiektów, które są chronione przez prawo, lecz zmierzać do łagodzenia napięć - stwierdza.

Jarosław Flis dostrzega też znaczącą niespójność w przekazie prezesa PiS. - Albo się uważa, że ktoś łamie prawo i ma jako wicepremier środki, by takie zachowania pacyfikować, albo uważa, że nie ma takich środków, bo bunt jest zbyt duży i szuka się politycznych rozwiązań poprzez negocjacje - zauważa.

Ekspert uważa również, że wystawianie wart przed kościołami jest "absurdem", bo skala incydentów ich dotycząca była stosunkowo niewielka.

Prezes PiS poczuł się zagrożony?

- Jarosław Kaczyński najwyraźniej uwierzył we własną propagandę, że Kościół w Polsce jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie i mobilizuje swoich ludzi, co ma także przekreślić dotychczasowe spory w Zjednoczonej Prawicy, które się nasilały, bo teraz wszyscy powinni się zjednoczyć wokół Kościoła - ocenia z kolei prof. Antoni Dudek.

Jak dodaje, przez lata rządów PiS Jarosław Kaczyński nigdy nie wygłosił takiego oświadczenia. - To oznacza, że pierwszy raz od pięciu lat poczuł się naprawdę zagrożony. I dał wyraz temu, jak rozumie odpowiedzialność za Polskę - stwierdza politolog.

Dudek: Idą bardzo ciężkie dni dla PiS-u

Obaj eksperci uważają, że kryzys wywołany wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego odbije się w poparciu społecznym dla partii rządzącej.

- Dla PiS-u idą teraz ciężkie dni, bardzo ciężkie - uważa prof. Antoni Dudek, dodając, że partia rządząca jest w tej chwili na "równi pochyłej".

- Ostatnim politycznym sukcesem było zwycięstwo Andrzeja Dudy. Nie mam wątpliwości, że najdalej za trzy lata PiS straci władzę, dlatego, że to, co się zarysowało w wyborach prezydenckich - czyli odwrót młodego pokolenia, bo oni nie głosowali na Dudę, będzie się tylko pogłębiać - stwierdza.

Jak wskazuje, PiS nadal będzie notowało stosunkowo wysokie poparcie, ale straci umiarkowane centrum, dzięki któremu mogło zyskać minimalną większość i rządzić.

- To już się dzieje - mówi Dudek. - To centrum nie będzie akceptować takich wystąpień Kaczyńskiego, jak to wczorajsze. Choć uważam porównywanie go z gen. Jaruzelskim za zbyt daleko idące, to jest ono rzeczywiście z minionej epoki. To właśnie ci wyborcy zaczną szukać alternatywy wśród innych ugrupowań - stwierdza.

Flis: Radykalizacja jest antyskuteczna 

Jarosław Flis zauważa z kolei, że PiS-owi brakuje odniesienia się do faktu, że tylko niespełna 1/3 Polaków jest za zaostrzaniem ustawy aborcyjnej. - Nawet nie wszyscy zwolennicy PiS-u oczekują zmiany. W dalszej perspektywie stanowi to potężne zagrożenie dla możliwości utrzymania władzy. Nie przez przypadek PiS w okresie wyborów, trzymało się od tego sporu z daleka. Wtedy było oczywiste, że jego podniesienie może się skończyć katastrofą wyborczą - mówi.

  - Wywołanie tematu aborcji podczas pandemii jest wielkim samookaleczeniem się obozu rządzącego. Przede wszystkim to zdrada własnych idei, bo konserwatyści podczas kryzysu raczej troszczą się o ład społeczny, a nie o jego podważanie. Przecież tydzień temu nikt nie wchodził do kościołów, obecna sytuacja była zupełnie niewyobrażalna. Gdyby wtedy ogłoszono tak radykalne hasła, jakie przedstawił Strajk Kobiet, to przecież nikt by na takie protesty nie poszedł - zauważa.

- Mamy do czynienia z potężnym wstrząsem. Natomiast jestem ostrożny z mówieniem o równi pochyłej, bo już nie raz o niej słyszałem i nic takiego nie następowało - dodaje. Bo jak podkreśla, choć obóz rządzący popełnił błąd, wciąż ma mocne podstawy.

W jego ocenie, wszystko zależy od postępów drugiej strony. - Przeciwnicy rządu powinni zrozumieć, że radykalizacja jest antyskuteczna. Podobnie eksponowanie wulgaryzmów czy obscenicznych gestów. Warto przypomnieć, co się działo, jak posłanka Joanna Lichocka pokazała środkowy palec. Teraz się uważa, że to jest super i że się należy. Posłanka Lichocka też uważała, że się należy. To jest słaby argument - zauważa Flis.

- Nigdy sytuacja rządzących nie jest tak zła, by opozycja nie była w stanie ich uratować - dodaje. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje