Reklama

Reklama

Koronawirus. Dlaczego Chiny nie mają takich problemów jak Europa?

- Na dane z Chin należy patrzeć ostrożnie, mając na względzie, że nie oddają one wiernie stanu rzeczywistego. Nie zmienia to jednak faktu, że trend rozwoju pandemii na tle innych państw jest pozytywny - mówi Interii dr Marcin Przychodniak z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Czy Chińska Republika Ludowa rzeczywiście okiełznała pandemię?

Koronawirus z Chin z początkiem roku w błyskawicznym tempie opanował świat. Po letnim okresie stabilizacji pandemia znów przybrała na sile. Druga fala zalała niemal wszystkie kontynenty. Tymczasem Chiny, najludniejsze państwo świata, którego populacja przekracza 1,4 mld osób, od kwietnia notują jedynie od kilku do kilkudziesięciu przypadków koronawirusa dziennie. Łącznie od początku pandemii, według oficjalnych statystyk, stwierdzono tam ponad 86 tys. zakażeń i nieco ponad 4,6 tys. zgonów. Dla porównania w niespełna 38-milionowej Polsce liczba zakażeń jest prawie 10-krotnie wyższa.

Reklama

Czy Chińska Republika Ludowa rzeczywiście opanowała pandemię?

- Statystyki z Chin w porównaniu do tych z Europy, czy USA są bardzo dobre - przyznaje analityk ds. Chin z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych dr Marcin Przychodniak, ale od razu zastrzega, że należy podejść do nich ze sporym dystansem.

- Po pierwsze tworzenie tych statystyk kontrolują urzędnicy odpowiedzialni za sytuacje w danych regionach. Niepokojące dane oznaczają dla nich kłopoty. Miesiąc temu, po tym jak w jednym z chińskich miast wykryto ognisko zakażeń, stanowiska straciło tam kilku wysokich rangą urzędników - mówi w rozmowie z Interią.

Statystyki nie uwzględniają przypadków bezobjawowych

Wiele wątpliwości i kontrowersji wzbudza także chiński sposób ewidencjonowania zakażeń.

Najwyższa dzienna liczba nowych przypadków koronawirusa została stwierdzona w Chinach 12 lutego i - jak wynika z danych serwisu wordometers.info - wynosiła 14 108.  Liczba ta była zaskoczeniem, ponieważ dzień wcześniej stwierdzono siedem razy mniej zakażeń - 2015, a dzień później, 13 lutego, dane były prawie trzykrotnie niższe - stwierdzono niewiele ponad 5 tys. nowych przypadków. "South China Morning Post" przypomina, że chińskie władze twierdziły wówczas, że nagły wzrost spowodowała zmiana sposobu diagnozowania i zgłaszania osób z covidem w prowincji Hubei. W statystykach miały być odnotowane przypadki, które nie zostały potwierdzone laboratoryjnie.

Aktualnie chińskie władze nie zaliczają także do potwierdzonych przypadków COVID-19 osób zakażonych, u których nie wystąpiły objawy.

- Na dane z Chin należy patrzeć ostrożnie, mając na względzie, że nie oddają one wiernie stanu rzeczywistego. Nie zmienia to jednak faktu, że trend rozwoju pandemii w Chinach na tle innych państw jest pozytywny. Jestem przekonany, że masowy i gwałtowny wzrost liczby zakażeń byłby nie do ukrycia, a niczego takiego nie obserwujmy - mówi dr Marcin Przychodniak.

- Co więcej, pozwolono Chińczykom na podróże po kraju - dodaje.

Każdego roku 1 października rozpoczyna się Święto Narodowe upamiętniające utworzenie Chińskiej Republiki Ludowej. Trwa ono tydzień i wiąże się z masowym przemieszczaniem się obywateli. Większość Chińczyków mających w tym czasie urlop podróżuje, odwiedzając swoje rodziny, czy korzystając z popularnych atrakcji turystycznych.

-  Był to pierwszy raz w tym roku, kiedy Chińczycy mogli swobodnie podróżować po kraju. Minęła połowa listopada i nie widać, by te migracje spowodowały jakiś gwałtowny wzrost zakażeń. Tak przynajmniej wynika z oficjalnych statystyk - mówi ekspert PISM-u.

- Dość regularnie pojawiają się lokalne, niewielkie ogniska - zauważa. 

Jeden przypadek, lockdown dla setek

"Surowe lockdowny i masowe testy to główna broń Chin w walce z pandemią" - donosi "South China Morning Post".

Na początku listopada "Global Times" opisał przypadek 51-latka z Szanghaju, u którego wykryto zakażenie koronawirusem. Władze miasta zareagowały natychmiast, kierując na kwarantannę ponad 100 osób i rozpoczynając dochodzenie epidemiologiczne. 

Kiedy w maju w Wuhanie władze wykryły sześć nowych przypadków COVID-19, szybko podjęto decyzję o przetestowaniu wszystkich mieszkańców miasta. W ciągu 10 dni przebadano 11 milionów osób. Tak przynajmniej wynika z oficjalnych informacji.

Dotychczas pojedyncze przypadki covidu powodowały, że władze decydowały o wprowadzaniu ścisłej kwarantanny dla całych miast i regionów. Bywała ona tak surowa, że mieszkańcy otrzymywali całkowity zakaz opuszczania domów i tylko jeden z członków rodziny mógł wychodzić po zaopatrzenie. By odizolować zakażonych lub potencjalnie zakażonych dochodziło nawet - jak informowały media - do przypadków zaspawania drzwi.

- Chińska metoda, która dobrze działa, polega na sprawnym izolowaniu zakażonych. Szybko bada się strukturę ich kontaktów i zamyka drogę do dalszego rozprzestrzeniania się wirusa. To jest rozwinięty system kwarantanny stosowany na masową skalę wobec osób, u których stwierdzono, że mogły mieć kontakt z osobą zakażoną - mówi ekspert..

W kraju, w którym komunistyczna partia ingeruje w życie obywateli na poziomie nieporównywalnie większym niż w przypadku państw demokratycznych, podejmowanie radykalnych kroków i narzucanie kolejnych restrykcji nie jest szczególnym zaskoczeniem. W działaniach tych władze Chin korzystają z nowych technologii.

Jak Chiny wykorzystują technologię

Wykorzystując system aplikacji - rozpoznawania twarzy, płatności elektronicznych, danych lokalizacyjnych i innych zbieranych przez smartfony stworzono mechanizm starannej inwigilacji. Dzięki niemu chińskie władze mogą wyłapywać tzw. osoby z kontaktu i kierować je na kwarantannę, ale nie tylko.

- Stworzono systemy, które blokują Chińczykom możliwość skorzystania z pociągu, metra, czy wejścia na teren danego obiektu, jeśli nie udowodnią za pomocą aplikacji, że nie mieli kontaktu z osobą zakażoną - mówi dr Marcin Przychodniak.

Wygenerowania w telefonie certyfikatu o stanie zdrowia wymaga także wiele hoteli czy restauracji.

Podróże i kwarantanna na własny koszt

Chińscy obywatele cały czas nie mogą swobodnie przemieszczać się za granicę. Powracających lub przybywających do kraju z zagranicy obowiązują także surowe reguły. Po przybyciu podróżni muszą z reguły na własny koszt odbyć 14-dniową kwarantannę w rządowym ośrodku izolacji i dwukrotnie przejść badania na COVID-19.

Na początku listopada chińskie władze ponownie zamknęły granice z powodu zagrożenia covidem. Ambasady Chińskiej Republiki Ludowej m.in. we Francji, Włoszech, Belgii i Wielkiej Brytanii ogłosiły wstrzymanie możliwości przyjazdu z tych państw do Chin dla cudzoziemców.

Nie wykluczają drugiej fali

8 września prezydent Xi Jinping ogłosił sukces Chin w stłumieniu pandemii COVID-19, który, jak powiedział, został osiągnięty dzięki przywództwu Partii Komunistycznej.

Jednak obecnie, jak wskazuje dr Marcin Przychodniak z PISM, w przestrzeni publicznej pojawiają się twierdzenia, że także Chiny czeka druga fala pandemii koronawirusa.

- Czołowi chińscy lekarze i urzędnicy mówią, że należy się jej spodziewać - mówi ekspert. Jednak jak podkreśla, ciężko zdefiniować, co w tym przypadku oznacza pojęcie "druga fala". 

- Wydaje mi się, że chodzi o ponowny wzrost zachorowań liczony w tysiącach i trudny do kontrolowania - mówi.

***

Chcesz wiedzieć więcej na temat pandemii koronawirusa? Sprawdź statystyki:

Polska na tle świata

Sytuacja w poszczególnych krajach

Wskaźniki w przeliczeniu na milion mieszkańców

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy