Reklama

Reklama

Angela Merkel. Menadżerka unijnych kryzysów odchodzi. Macron może zacierać ręce

Angela Merkel i Emmanuel Macron /AFP

Niemcy od lat dominują w Unii Europejskiej. Liczne zasługi ma w tym Angela Merkel. Ustępując po 16 latach, wciąż cieszy się dużym zaufaniem europejczyków. Czy zmiana na stanowisku kanclerza zmieni układ sił we Wspólnocie? Niemcy głosują, a Emmanuel Macron może zacierać ręce.

Berlin bywa nazywany drugą, nieformalną stolicą Unii Europejskiej. Niemcy są największym pod względem ludności krajem Wspólnoty, przodującym gospodarczo. Ich wpływ na losy całej Unii jest ogromy.

- Swoją pozycję zawdzięczają także Angeli Merkel - mówi dr Agnieszka Łada-Konefał, politolożka, wicedyrektorka Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich w Darmstadt.

- Merkel ma dużo politycznej cierpliwości, a jednocześnie nie jest osobą, której zależy na demonstrowaniu swojej siły. Politykę prowadzi w sposób wyważony i pragmatyczny. To niejednokrotnie przysłużyło się Niemcom i Europie - dodaje.

Reklama



Angela Merkel: Menadżerka unijnych kryzysów

Głównym celem Niemiec pod przywództwem aktualnej kanclerz było utrzymanie jedności Europy w obliczu wielu kryzysów jak: brexit, wzrost rywalizacji pomiędzy światowymi mocarstwami, zmiany klimatyczne, spory o przyszłość i kształt Wspólnoty oraz podejście jej członków do kluczowych wartości jak choćby praworządność.

 - Angela Merkel starała się unikać wizerunku Niemiec jako hegemona, który jednostronnie rozdaje karty, nie bacząc na interesy innych państw. To się udawało, raz w większym raz w mniejszym stopniu - mówi Lidia Gibadło, analityczka ds. Niemiec, Program Trójkąt Weimarski z PISM. 

Dodając, że forsowanie najważniejszych kwestii zwykle odbywało się w porozumieniu z Francją, albo w ramach większych koalicji wewnątrz UE.

Kiedy przeważają narodowe interesy

- Niemcom zależy na silnej i zjednoczonej Europie z prężną gospodarką. Bo silna Unia, to silne Niemcy - podkreśla dr Agnieszka Łada-Konefał.

Na tym wizerunku Niemiec dążących do solidarnej i zjednoczonej Europy są jednak wyraźne rysy. Powstają, kiedy w grę wchodzą partykularne interesy narodowe.

Tak było w przypadku Nord Stream 2, którego budowę oprotestowała część członków UE, na czele z Polską. Choć kraje przekonywały, że projekt godzi w ich bezpieczeństwo energetyczne, budowa została ukończona.

- Liczne kontrowersje wzbudziło też zawarcie porozumienia inwestycyjnego z Chinami, które Niemcy dopychali kolanem podczas prezydencji. Umowa ułatwi unijnym, w tym oczywiście niemieckim firmom inwestowanie na rynkach chińskich, co z perspektywy ChRL nie było dużym ustępstwem, a wręcz przeciwnie: pomoże w rozwoju samowystarczalności technologicznej Chin. Negatywny kontekst tej sytuacji dodaje fakt, że porozumienie zawarto tuż po tym, jak Europa musiała się mierzyć z kłopotliwymi przerwami w dostawach z Chin w związku z pandemią, polityką dezinformacyjną tamtejszych władz, a także napięciami w relacjach Chin z poszczególnymi członkami UE np. Szwecją czy Czechami - ocenia Lidia Gibadło.

Po Angeli Merkel reflektor na Emmanuela Macrona

Czas Merkel dobiega końca. Idzie nowe. Komentatorzy zwracają uwagę, że zbudowanie przez nowego kanclerza swojej pozycji na arenie Unii będzie wymagało czasu. To powoduje, że przynajmniej w najbliższej przyszłości, znacznie wzrośnie rola prezydenta Emmanuela Macrona, który w pierwszej połowie 2022 r. zostanie rotacyjnie przewodniczącym Rady UE.

- Punkt ciężkości z pewnością przesunie się w kierunku Francji. Poza tym w decydujących momentach Berlin zawsze poszukuje porozumienia z Paryżem. Tak było w przypadku Ukrainy, kryzysu finansowego, czy Funduszu Odbudowy - mówi ekspertka z PiSM, Lidia Gibadło.

- Pozostaje jednak pytanie, czy w dłuższej perspektywie nowy niemiecki rząd poprze francuski pomysł na Unię. Wszystko będzie zależało od koalicji, która powstanie po wyborach i nowego kanclerza - dodaje.

Olaf Scholz czy Armin Laschet?

Opierając się na sondażach, faworytów do objęcia tego urzędu jest dwóch: dotychczasowy minister finansów, wicekanclerz, członek Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) Olaf Scholz oraz Armin Laschet lider Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU/CSU), nazywany przez media ulubieńcem Angeli Merkel.

Jak pisze w "Deutsche Welle" Bernd Riegert, obu kandydatom jest raczej po drodze z Paryżem.

"Z Olafem Scholzem wydawanie pieniędzy może być nieco łatwiejsze. W końcu Scholz jest faktycznym wynalazcą opartego na długu Funduszu Odbudowy. Scholz podziela także pogląd Macrona o koniecznej europejskiej "suwerenności" w zakresie obrony, polityki przemysłowej czy ochrony klimatu" - czytamy.

- Armin Laschet pochodzi z Akwizgranu, znajdującego się tuż przy zachodniej granicy Niemiec, od 2017 jest premierem Nadrenii Północnej-Westfalii. To polityk silnie zorientowanym na Francję - wyjaśnia dr Agnieszka Łada-Konofał.

Kurs: Silna Europa bez podziałów

Ekspertki, z którymi rozmawiamy, zgodnie przyznają, że niezależnie od tego, kto ostatecznie zostanie kanclerzem, Niemcy zachowają swoją niepodważalną pozycję w UE. Nie należy się też spodziewać znacznego zwrotu względem dotychczasowej polityki.

- Obaj kandydaci są za silną Europą bez podziałów - przekonuje dr Łada-Konofał.

"Wśród niemieckich urzędników w UE panuje pragmatyczne opanowanie. Praca idzie normalnie, niezależnie od tego, kto wygra wybory 26 września. Wielkie decyzje odłoży się do czasu, kiedy w pracy pojawią się nowi ludzie" - pisze "Deutsche Welle".

I tylko Europejczycy, przynajmniej na początku, będą tęsknić za Merkel. Jak wynika z sondażu think tanku European Council on Foreign Relations (ECFR), aż 41 proc. respondentów chciałoby dalej widzieć ją jako przywódcę UE. Emmanuel Macron w badaniu tym otrzymał jedynie 14 proc. głosów.

Czytaj także: Angela Merkel - kanclerz w ciągłym kryzysie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje