Reklama

Reklama

Wydatki Kancelarii Sejmu na walkę z koronawirusem. Ujawniamy kwoty

Od początku pandemii do 31 grudnia 2020 r. Kancelaria Sejmu wydała 1 445 101 zł z powodu pandemii koronawirusa – ustaliła Interia. Tę kwotę przeznaczono m.in. zakup środków do dezynfekcji czy refundację testów na COVID-19 dla posłów. Odkażaniem pomieszczeń parlamentu zajmują się Wojsko Polskie i Straż Marszałkowska.

Pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce oficjalnie odnotowano 4 marca 2020 r. Niecałe dwa tygodnie później Sejm RP zdecydował się wprowadzić obostrzenia, które obowiązują do tej pory.

Reklama

"Ograniczona została możliwość wejścia do budynków sejmowych. Wstęp do nich mają tylko osoby, których obecność w Sejmie uzasadniona jest zapewnieniem ciągłości prac parlamentarnych oraz sprawnego funkcjonowania Kancelarii Sejmu" - można wyczytać w oświadczeniu publikowanym przez władze parlamentu.

Większość wycieczek, które zazwyczaj jeździły na Wiejską, zostało odwołanych. Pracownicy Kancelarii Sejmu i goście muszą wypełniać specjalne oświadczenia, a Straż Marszałkowska mierzy temperaturę ciała odwiedzających gmach. Na terenie kompleksu pojawiły się dozowniki na żel dezynfekujący, zaś w łazienkach mydła bakteriobójcze. Restauracja sejmowa wydaje posiłki tylko na wynos.    

Jak ustaliła Interia, miesiąc walki z koronawirusem w polskim parlamencie kosztuje średnio 144 510 zł. W niewiele ponad pół roku wydano na ten cel blisko 1,5 mln zł.

Jednym z droższych wydatków jest dezynfekcja pomieszczeń sejmowych, którą Kancelaria Sejmu wycenia na 203 750 zł. Do tego należy doliczyć refundację testów na COVID-19 dla posłów za niewiele ponad 31 tys. zł. Resztę pochłania zakup środków ochrony indywidualnej jak maseczki czy rękawice, nabycie termometrów, mydeł, przesłon pleksi czy dozowników płynu do dezynfekcji.  

Odkażanie w mundurach

Maska przeciwgazowa, charakterystyczne białe stroje, spryskiwacze, a do tego wojskowe pojazdy na terenie Sejmu. To nie kadr z filmu science-fiction, ale zdjęcia z parlamentu, które w kwietniu ubiegłego roku obiegły Polskę. I chociaż na co dzień nie widzimy takich obrazków, to wcale nierzadki widok przy Wiejskiej.

Odkąd wybuchła epidemia, wojskowi regularnie pojawiają się w parlamencie. Z COVID-19 walczą na pierwszym froncie. To na ich barkach spoczywa przygotowanie gmachu do kolejnego posiedzenia, w którym wezmą udział politycy.

- Odkażanie pomieszczeń przeprowadzane jest standardowo w przededniu posiedzeń Sejmu i obejmuje sale, w których odbywają się obrady Sejmu i komisji sejmowych oraz w ciągi komunikacyjne - tłumaczy Interii Centrum Informacyjne Sejmu. - Trwa ono od 4 do 6 godzin i przeprowadzają je żołnierze Wojska Polskiego przy zastosowaniu metody dyspersyjnej - usłyszeliśmy.

Kancelaria Sejmu podkreśla, że ponosi jedynie koszt użytych środków dezynfekujących. Jednorazowo to ok. 7 tys. zł. Zdarza się jednak, że odkażaniem zajmują się nie tylko zawodowi żołnierze. Czasem rękawy muszą zakasać również funkcjonariusze Straży Marszałkowskiej. Jak przekazały nam służby prasowe Sejmu, chodzi o "odkażanie incydentalne" w mniejszych pomieszczeniach.

Statystyk brak

Chociaż Kancelaria Sejmu refunduje posłom testy na COVID-19, brakuje statystyki dotyczącej liczby zakażeń wśród parlamentarzystów. Nie uzyskaliśmy odpowiedzi na pytania, ile osób skorzystało z testów oraz ile testów wykorzystano do tej pory. - Kwestie te znajdują się w kompetencji Państwowej Inspekcji Sanitarnej - usłyszeliśmy.

Centrum Informacyjne Sejmu zapewnia jednak, że w razie potrzeby reagują na bieżąco. Podobnie było, gdy w drugiej połowie stycznia gruchnęła wieść o zakażeniach w klubie parlamentarnym Lewicy. - W przypadku powzięcia informacji o zakażeniu osób pracujących na terenie Kancelarii Sejmu, pomieszczenia w których przebywały są niezwłocznie odkażane. Taka sytuacja miała miejsce również w przypadku posłów jednego z klubów - deklaruje CIS.

Małgorzata Gosiewska z PiS: - Trzymamy się, Sejm stale pracuje i to jest najlepsza rekomendacja, jeśli chodzi o zabezpieczenia - mówi Interii wicemarszałek Sejmu. - Obostrzenia utrudniają pracę, ale wymogów trzeba przestrzegać. Każdy musi być odpowiedzialny za innych - dodaje.

Politycy opozycji, z którymi rozmawiamy rozumieją obostrzenia i nie mają zastrzeżeń. - Jeżeli mógłbym mieć uwagi to raczej do indywidualnych zachowań ludzi. To dotyczy nie tylko Sejmu, bo po listopadzie, odkąd zaraza zelżała, często zapominamy o dezynfekcji rąk - mówi Jarosław Urbaniak z PO.

Część parlamentarzystów przeszła już przez COVID-19. Należą do nich m.in. Włodzimierz Czarzasty, Michał Woś, Małgorzata Wassermann, Artur Dziambor czy Jan Filip Libicki.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama