Reklama

Reklama

Wraca sprawa gestu posłanki PiS. Lichocka oskarża Budkę o mowę nienawiści

Joanna Lichocka domaga się uchylenia immunitetu Borysa Budki. Chodzi o głośną sprawę z lutego 2020 r. Posłanka PiS wyciągnęła środkowy palec w kierunku ław sejmowych, chociaż tłumaczyła później, że jedynie "dwukrotnie przesuwała palcem pod okiem". Według prawnika parlamentarzystki po całym incydencie ówczesny lider PO "namawiał innych członków partii do stosowania wobec Joanny Lichockiej mowy nienawiści". - Została kozłem ofiarnym jako winna całemu złu tego świata - mówi Interii mec. Andrzej Lew-Mirski, pełnomocnik posłanki PiS. - To ona powinna przeprosić, robi z siebie ofiarę - stwierdził z kolei w Polsat News Budka.

Wniosek o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej byłego lidera Platformy trafił do Kancelarii Sejmu i biura poselskiego głównego zainteresowanego jeszcze w listopadzie 2020 r. Naszej redakcji udało się z nim zapoznać.

"Akt oskarżenia stawia Borysowi Budce zarzut, iż stosował i namawiał innych członków Platformy Obywatelskiej do stosowania wobec Joanny Lichockiej mowy nienawiści" - czytamy. Według pełnomocnika parlamentarzystki polityk PO miał poniżać posłankę przez "fałszywe oskarżenie jej o odmówienie pomocy osobom chorym na nowotwory i przyczynienie się do śmierci osób zmagających się z tą chorobą".

Reklama

W dokumencie możemy czytać również o konferencji prasowej Rafała Grupińskiego i Marzeny Okły-Drewnowicz, a także spocie, który w połowie lutego wyemitowano na Rondzie Dmowskiego w Warszawie. Mowa o materiale "oskarżającym partię PiS o odmówienie pomocy osobom chorym na nowotwory, który został opatrzony wizerunkiem Joanny Lichockiej".

Borys Budka się nie boi

Szef klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej nie przejmuje się oskarżeniami drugiej strony. W "Gościu Wydarzeń" Polsatu zapowiedział nawet, że dobrowolnie zrzeknie się immunitetu i "chętnie spotka się z Lichocką w sądzie", ale chce najpierw przypomnieć opinii publicznej o zajściu sprzed dwóch lat.

- Przypomnijmy słynny gest Lichockiej, pokazanie, w jaki sposób PiS wolał wydać 2 mld złotych: na reżimową telewizję czy na onkologię - mówił Budka. - PiS wygrał to głosowanie, a pani Lichocka pokazała słynny gest. Dzisiaj to ona, która powinna przeprosić, robi z siebie ofiarę. Na Boga, są pewne granice, których nie powinniśmy przekraczać - stwierdził.

Były lider PO przypomniał, że posłanka w przeszłości pracowała jako dziennikarka. - Korzysta z artykułu 212 Kodeksu karnego (kara za zniesławienie - przyp. red.). Jako była dziennikarka bardzo protestowała. Nie znam dziennikarza, który nie protestowałby przeciwko temu artykułowi - zauważył Budka. - To jest próba zamknięcia ust posłom opozycji. Nie damy sobie ich zamknąć. Zawsze będziemy piętnować, jeśli ktoś jest takim hipokrytą jak oni - podkreślał.

Lichocka: Budka nie jest dziennikarzem

W sprawie odebrania immunitetu Borysowi Budce skontaktowaliśmy się bezpośrednio z posłanką PiS. Zapytaliśmy, dlaczego zdecydowała się skorzystać z archaicznego przepisu Kodeksu karnego, który dotyczy zniesławienia i jest straszakiem na dziennikarzy.

- Nie wytoczyłam procesu fotografom i agencjom fotograficznym, które manipulowały zdjęciami. A jest ich mnóstwo. Zwłaszcza odnośnie do zdjęć kiedy pokazuję, że mój gest wcale nie był wulgarny - powiedziała Interii parlamentarzystka. - Nigdy nie wystąpiłam przeciwko żadnemu z dziennikarzy z art. 212 Kodeksu karnego, chociaż mogłabym. Nie robię tego, bo nie walczę w ten sposób z mediami, to niedopuszczalne - podkreśla.

Joanna Lichocka argumentuje jednak, że Borys Budka nie jest dziennikarzem: - Mówimy natomiast o polityku, który stojąc na czele partii, rozpętał cały przemysł pogardy, a teraz boi się odpowiedzialności - uważa posłanka. - Oburzające, że stawia się na równi z pozycją dziennikarzy, którzy mają patrzeć na ręce takim jak on. Nie należy mu się żadna ochrona - twierdzi. 

Lew-Mirski: Zrobili z Lichockiej kozła ofiarnego

Mec. Andrzej Lew-Mirski zaznacza, że jego klientka chce dochodzić swoich praw zarówno na drodze cywilnej jak i karnej. A środkowy palec posłanki PiS nie ma znaczenia. - Problem nie ma żadnego związku z domniemanym, prawdziwym czy nieprawdziwym gestem pani Joanny Lichockiej. Chodziło o przekazanie 2 mld zł dla mediów publicznych - tłumaczy adwokat. - Głosowania związane z przekazywaniem środków odbywały się co roku, ale akurat w 2020 r., w czasie prezydenckiej kampanii wyborczej, zrobiono z tego leitmotiv - dodaje pełnomocnik Lichockiej.

Parlamentarzystka PiS nie zgadza się z twierdzeniem, że stała za odebraniem pieniędzy dzieciom chorym na raka. - To kłamstwo, że straciły 2 mld zł, bo środki były celowe. Gdyby nawet nie przegłosowano przekazania środków na TVP, trzeba by zmienić ustawę budżetową - mówi Lew-Mirski. - Robienie ofiary z Budki, że on był taki dobry, bo ujął się za chorymi dziećmi to zdecydowane mijanie się z prawdą - uważa znany mecenas.

W rozmowie z Interią pełnomocnik Joanny Lichockiej nie gryzie się w język. Jak mówi, w akcie oskarżenia napisał, że Borys Budka był "przywódcą swoistej grupy przestępczej". - Jako lider Platformy Obywatelskiej był głównym rozgrywającym w sprawie rozpoczętej na potrzeby ówczesnej kampanii wyborczej - usłyszeliśmy od prawnika, który w przeszłości reprezentował m.in. Antoniego Macierewicza. - Oglądaliśmy billboardy, konferencje prasowe zakłamujące rzeczywistość. Zgodnie ze statutem PO takie działanie jest determinowane poleceniami szefa partii. Lichocka została kozłem ofiarnym jako winna całemu złu tego świata - uważa adwokat.

Cała sprawa sięga głosowania z 13 lutego 2020 r. Sejm decydował wówczas o przekazaniu 2 mld zł na rzecz mediów publicznych. W trakcie obrad parlamentarzyści odrzucili poprawkę Senatu, który proponował przeznaczenie środków na pacjentów onkologicznych. Posłanka PiS pokazała wówczas środkowy palec w kierunku ław sejmowych. "Przesuwałam dwukrotnie palcem pod okiem, energicznie, bo byłam zdenerwowana. Nic więcej, a politycy PO sądzą po sobie" - napisała później na Twitterze Lichocka. 

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy