Reklama

Reklama

W PO żal do Donalda Tuska. Chodzi o karanie posłów

Borys Budka i Tomasz Siemoniak to najbardziej prominentni politycy Platformy Obywatelskiej, których spotkały konsekwencje po urodzinach Roberta Mazurka. W partii słychać jednak, że działaczy biesiadujących z politykami PiS było więcej. "Bezkarni" pozostają też posłowie, którzy nie należą do ugrupowania, ale są członkami Koalicji Obywatelskiej. - Na pewno jest poczucie niesprawiedliwości - mówi nam jeden z posłów PO. W Platformie usłyszeliśmy również, że zaproszenie od dziennikarza dostali m.in. Grzegorz Schetyna i Rafał Trzaskowski. Żaden z nich z niego nie skorzystał.

Po biesiadzie w godzinach pracy i z politykami PiS, wiceprzewodniczący PO Borys Budka i Tomasz Siemoniak oddali się do dyspozycji szefa partii. Pojawiły się także plotki dotyczące Sławomira Neumanna, którego sfotografowano m.in. w towarzystwie byłego ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego z PiS. Choć nie wszyscy w to wierzą, pomorski polityk ma stracić miejsce na liście wyborczej PO.


Nie jest jednak tajemnicą, że na imprezie pojawiła się większa liczba polityków kojarzonych z Platformą. Byli m.in. Paweł Poncyljusz należący do klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej, czy Paweł Zalewski, który za czasów Borysa Budki został usunięty z partii za krytykę przewodniczącego.

Reklama


- To robota dla dziennikarzy, żeby zainteresować się tym, kto był na tej imprezie. Na pewno jest poczucie niesprawiedliwości, bo na miejscu było więcej posłów Platformy (nie tylko ci, o których piszą media - red.) - mówi nam jeden z polityków, który nie chce ujawniać swojego nazwiska. - Ludzie rozmawiają u nas tylko o tym, są oburzeni i chcą rozliczenia - zapewnia.

Z informacji Interii wynika, że jeszcze w ubiegłym tygodniu ścisłe kierownictwo PO nie miało pojęcia, ilu polityków formacji zawitało na imprezę. W partii mówi się przynajmniej o dwóch kolejnych osobach z legitymacją poselską, których obecności szerzej nie odnotowano. Na dłuższą metę ich zidentyfikowanie zapewne nie będzie większym problemem, bo na miejscu bawiło się ponad sto osób.  

"Dać w mordę"

- Ręka sprawiedliwości ich dosięgnie i to zachowanie będzie miało wpływ na miejsce na listach - w rozmowie z Interią stwierdza jeden z bliskich współpracowników Donalda Tuska. Takie wypowiedzi to nie przypadek, bo od upublicznienia imprezy przez "Fakt" atmosfera w PO wciąż jest gorąca. 

Podgrzał ją zresztą sam szef PO, który podczas internetowego chatu odczytał wiadomość od swojej teściowej. Ta miała namawiać go, by nie wyrzucał z PO Budki i Siemoniaka. - To była pewnie chęć lekkiego ukarania kolegów także przez lekkie ich obśmianie, no ale wyszło śmiesznie dla całości środowiska, także dla przewodniczącego - na antenie Radia Zet ocenił były prezydent Bronisław Komorowski.

Mówi jeden z posłów Koalicji Obywatelskiej obecnych na imprezie z m.in. politykami PiS: - Tusk trochę przestraszył się gawiedzi z Twittera. Zwyczajnie uległ histerii wyborców PO, którzy się obruszyli. Im się wydaje, że kiedy człowiek spotyka posła PiS, powinien dać mu w mordę. Inne formy kontaktu nie są tolerowane - twierdzi nasz rozmówca.

Kolejny z naszych informatorów: - Dla naszych wyborców wszystko jest jasne. Impreza z pisowcami to zdrada. Tusk ma genialny instynkt, jeśli chodzi o takie rzeczy - mówi nam jeden z ważnych polityków PO. - Jeśli przy okazji załatwił jakieś sprawy wewnętrzne, to inna historia. Brak reakcji spowodowałby gigantyczne konsekwencje. Zrobił to, co musiał - uważa.

Tusk wychodzi poza PO

Chociaż politycy Platformy, w obawie przed ewentualnymi reperkusjami ze strony kierownictwa, nie chcą ujawniać swoich nazwisk, to mają poczucie nierównego traktowania. Nie chodzi już nawet o stosunek do polityków należących do ugrupowania, ale i tych, którzy są w klubie parlamentarnym.

Przykłady? Po głośnych wizytach polityków opozycji na granicy polsko-białoruskiej Tusk przeprowadził rozmowę z Dariuszem Jońskim i Michałem Szczerbą, zaś najbardziej kontrowersyjni politycy jak Klaudia Jachira czy Franek Sterczewski usłyszeli reprymendę jedynie za pośrednictwem mediów.  

Dlaczego tak mocno oberwało się Siemoniakowi i Budce, podczas gdy inni politycy PO również obecni na imprezie, mogą spać spokojnie? Zapytaliśmy bezpośrednio w PO. - Wiceprzewodniczący partii są odpowiedzialni również za dyscyplinę w całej strukturze i muszą dawać przykład. Decyzje zapadną na jednym z najbliższych posiedzeń zarządu krajowego - przekazał nam rzecznik prasowy partii Jan Grabiec.

W Platformie usłyszeliśmy, że zaproszenie od dziennikarza RMF FM dostali m.in. Grzegorz Schetyna i Rafał Trzaskowski. Żaden z nich z niego nie skorzystał.

Jakub Szczepański
Współpraca: Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje