Reklama

Reklama

To Monika Pawłowska zadzwoniła do Jarosława Gowina

Jak udało nam się ustalić, to Monika Pawłowska, do niedawna wiceszefowa klubu parlamentarnego Lewicy, jako pierwsza zwróciła się do Jarosława Gowina i zainicjowała swój transfer do Porozumienia. – Nie komentuję politycznej kuchni, to byłoby nieprofesjonalne – powiedziała Interii posłanka. Rozmowy miały się zacząć pod koniec ubiegłego roku.

"Dziękuję za wspólną pracę i działania w ramach Lewicy. Dzisiaj zaczynamy iść inną drogą, ale mam nadzieję, że wciąż w przyjaźni będziemy pracować na rzecz lepszej Polski dla każdej i każdego. Dziś rozpoczynam współpracę z premierem Jarosławem Gowinem" - w niedzielę wieczorem w mediach społecznościowych ogłosiła Pawłowska. Niedługo później wybuchła polityczna burza.

Reklama

Trudno dziwić się kontrowersjom, bo jeszcze do niedawna była już parlamentarzystka Wiosny mocno akcentowała swoje poglądy związane z zaostrzeniem prawa aborcyjnego. - Będąc w szeregach Lewicy broniła prawa do aborcji, prawa osób LGBT, czy wypowiadała się w obronie wolnych sądów. A teraz co? Będzie mówić, że aborcja to morderstwo, geje to nie ludzie, a sędziowie to kasta? - mówi nam Robert Biedroń, lider Wiosny.  

Ludzie Gowina stanęli murem za swoją nową koleżanką. Nie ukrywają, że różnią się w sprawie aborcji, ale partię wicepremiera i Monikę Pawłowską ma łączyć spojrzenie na gospodarkę. - Jako Porozumienie nie chcemy się bawić w polityczne gierki, tylko skutecznie działać na rzecz dobra wspólnego. Pani poseł Monika Pawłowska, tak jak my, chce wspierać samorządy i rozwijać gospodarczo Polskę. Jestem przekonany, że razem zdziałamy wiele dobrego - przekazał nam wicerzecznik Porozumienia Jan Strzeżek.  

Z Chełma do Porozumienia

W wyborach z 2019 r. Monika Pawłowska startowała z okręgu wyborczego nr 7, który obejmuje lubelski Chełm. Formalnie ubiegała się o mandat z list Sojuszu Lewicy Demokratycznej, a zagłosowało na nią 12 916 osób. W wywiadzie, w którym tłumaczyła swoją niedzielną decyzję, powoływała się na "ponadpartyjną współpracę dla dobra wspólnego".

- Najlepszym przykładem jest samorząd. Współpracuję m.in. z prezydentem Chełma Jakubem Banaszkiem, z którym wspólnie podejmujemy szereg inicjatyw w mieście - w rozmowie z "Rzeczpospolitą" przyznała Pawłowska. Do tej informacji odniosła się europosłanka Beata Mazurek z PiS: - Ściema i tyle - skwitowała.

Jak dowiaduje się Interia, włodarz należący do Porozumienia nie do końca chce się obnosić współpracą z byłą posłanką Lewicy. Nie chciał z nami rozmawiać na ten temat. - Współpraca, owszem jest. Ale to nie działa tak jak w przypadku Anny Dąbrowskiej-Banaszek (prywatnie jest mamą prezydenta Chełma - red.) - tłumaczy jeden z naszych informatorów z Porozumienia.

Z naszych informacji wynika, że Monika Pawłowska poznała Jarosława Gowina podczas jednej z uroczystości w Chełmie. Wtedy uzyskała namiar na wicepremiera. Pod koniec grudnia postanowiła zainicjować kontakt, co zaowocowało serią rozmów, a w końcu transferem do partii wicepremiera.

Biedroń wieszczy rychły koniec

O powody decyzji, którą podjęła Monika Pawłowska próbowaliśmy dopytać lidera Wiosny. - Są dwie możliwości. Albo jest absolutnie pozbawiona kręgosłupa, albo obóz rządzący coś na nią ma - twierdzi Biedroń. - Potrzeba sławy skłania ludzi do robienia dziwnych rzeczy. Taka sława trwa jednak tylko kilka dni. A plama na honorze zostanie do końca jej kariery - dodaje europoseł.

Zdaniem polityka Wiosny należy się spodziewać "rychłego końca" politycznej drogi byłej wiceszefowej parlamentarnego klubu Lewicy. - Posłanka Pawłowska boleśnie się o tym przekona. Musiała aż przejść na ciemną stronę, by media zauważyły jej obecność w Sejmie. Niech przeprosi wyborców - apeluje Biedroń.

- Aż takiego hejtu się nie spodziewałam. Bardzo dziwne jest to, że w jeden dzień człowiek staje się dla kogoś obcy, nie bacząc na to, co się wcześniej wspólnie zrobiło - przyznała Pawłowska. W rozmowie z PAP ujawniła, że od jakiegoś czasu nie mogła się dogadać z Lewicą. Za przykład podała sprawę aktywistki "Margot" czy żołnierzy wyklętych.

Gowin łowi

I chociaż sama Pawłowska mówi o hejcie, zdaje się, że w jej ślady pójdą też inni. Jan Strzeżek zapowiedział, że jego ugrupowanie nie powiedziało jeszcze "ostatniego słowa". Jak dowiedziała się Interia, chodzi o to, żeby w partii Jarosława Gowina załatać dziurę po słynnych już buntownikach, którzy w wewnętrznych rozgrywkach wsparli Adama Bielana.

W trakcie obecnej kadencji szeregi partii opuścili, poza Jadwigą Emilewicz, Jacek Żalek, Włodzimierz Tomaszewski, Michał Cieślak i Kamil Bortniczuk. Z informacji Interii wynika, że Jarosław Gowin liczy na zyskanie przynajmniej trzech szabel.   

- Nie będzie więcej transferów z Lewicy, ale nie ma co ukrywać, że w Platformie są pewne pęknięcia - mówi informator Interii. Na giełdzie nazwisk pojawiają się również posłowie niezrzeszeni, jak Agnieszka Ścigaj czy świeżo upieczony parlamentarzysta, Łukasz Mejza. - Mejza zaczął z wysokiego "c", bo od razu chce zostać wiceministrem. Nikt mu na to nie pozwoli - zdradza jeden z naszych rozmówców.

Jeśli Porozumienie zyska nowych posłów, opinia publiczna ma się o tym dowiedzieć jeszcze w tym tygodniu. Nie da się wykluczyć, że nowi ludzie Jarosława Gowina, ze względu na poglądy, nie zasilą formalnie klubu parlamentarnego Zjednoczonej Prawicy.

Jakub Szczepański

Darmowy program - rozlicz PIT 2020

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje