Reklama

Reklama

Tak Katarzyna Łażewska-Hrycko naprawia PIP. Ludzie Wiesława Łyszczka jak pączki w maśle

Główna Inspektor Pracy Katarzyna Łażewska-Hrycko obiecywała zrobić porządki po swoim poprzedniku, Wiesławie Łyszczku. Nominaci byłego szefa PIP żyją jednak jak pączki w maśle. Pensje najbliższych współpracowników szefowej instytucji też znacząco odstają od średniej. Juliusz Głuski, świeżo upieczony rzecznik PIP, zarabia blisko 12 tys. zł brutto. To więcej niż zastępca głównego inspektora pracy.

O tym, co dzieje się w Państwowej Inspekcji Pracy Interia pisze od dawna. Po tym, jak poinformowaliśmy, że Wiesław Łyszczak sam sobie przyznał 20 tys. zł nagrody, główny inspektor pracy musiał ustąpić ze stanowiska. W instytucji przygotowano też specjalny raport, który miał wykazać nieprawidłowości byłego szefa.

- Trwa jeszcze analiza ujawnionego stanu faktycznego pod kątem prawnym, również w celu podjęcia decyzji mających na celu zniwelowanie negatywnych skutków finansowych oraz prawnych dla Urzędu - w październiku 2020 r. powiedziała nam Danuta Rutkowska, ówczesna rzecznik PIP. W grę wchodziło nawet zawiadomienie do CBA.

Reklama

Po wymianie kierownictwa opinia publiczna miała się czegoś dowiedzieć, a nowa szefowa obiecywała naprawić urząd: - Po objęciu funkcji Głównego Inspektora Pracy pani Katarzyna Łażewska-Hrycko podjęła szereg działań o charakterze kadrowym i organizacyjnym, w celu eliminacji mogących pojawić się nieprawidłowości i uchybień w działaniach Państwowej Inspekcji Pracy - tłumaczył nam niedawno Juliusz Głuski, rzecznik głównej inspektor pracy.

Nowe kierownictwo Głównego Inspektoratu Pracy nie zamierza jednak ujawniać dokumentów zawierających informacje o uchybieniach. A nasi informatorzy z PIP twierdzą, że ludzie z nadania Wiesława Łyszczka mają się doskonale. Z kolei Łażewska-Hrycko też hojnie wynagradza swoich najbliższych współpracowników. Interii udało się dotrzeć do siatki płac. 

"Szarpał za klamkę, robił zdjęcia okien"

Jednym z najbardziej znanych współpracowników Wiesława Łyszczka jest Dariusz Mińkowski. Po tym jak jego pryncypał odszedł z urzędu, wciąż piastuje stanowisko zastępcy głównego inspektora pracy. W ostatnim czasie wsławił się podczas interwencji u jednej z pracownic, którą chciał odwołać. Chodzi o Jolantę Koszałkę, szefową Okręgowego Inspektoratu w Pracy w Warszawie.

Koszałka zaczęła kierować okręgiem w listopadzie 2017 r. Wcześniej była nadinspektorem w Radomiu. O nominacji zdecydował Wiesław Łyszczek, więc w Głównym Inspektoracie Pracy była postrzegana jako jedna z jego bliskich współpracownic. Zresztą, nie jest tajemnicą, że doskonale znała m.in. Dariusza Mińkowskiego.

Współpraca skończyła się jednak w połowie tego roku. Nasze źródła mówią, że wiceszef GIP zmienił wówczas front i zaczął rozliczać byłych kolegów z pracy. W stołecznym okręgu przeprowadzono kontrolę, zaś pracownicy skarżyli się na Koszałkę. Dlatego kierownictwo zdecydowało się odwołać okręgową inspektor, która poszła na zwolnienie lekarskie. To jednak nie koniec konfliktu.

Doświadczeni inspektorzy pracy mówią nam, że Dariusz Mińkowski postanowił osobiście zadbać o usunięcie Koszałki. Dlatego aż czterokrotnie jeździł z Warszawy do jej mieszkania w Radomiu, żeby skutecznie wręczyć pani inspektor odwołanie ze stanowiska. - To nie do uwierzenia, bo był u niej cztery razy jednego dnia. Szarpał za klamkę, robił telefonem zdjęcia jej okien - mówi nam osoba zorientowana w sprawie.

Chcieliśmy porozmawiać o zajściu z Dariuszem Mińkowskim, ale przebywa obecnie na urlopie i odmówił komentarza. Jolanta Koszałka nie chciała rozmawiać z Interią ze względu na swój stan zdrowia. Formalnie wciąż jest okręgowym inspektorem pracy w Warszawie.

Jak pączki w maśle

W odpowiedziach przygotowanych dla Interii Juliusz Głuski podkreślał, że Katarzyna Łażewska-Hrycko poradziła sobie z nieprawidłowościami czy naruszaniem regulacji wewnętrznych przez faworyzowanie pracowników. - Działania zarządcze podjęte przez nowe kierownictwo GIP skutecznie wyeliminowały tego typu praktyki - zapewniał nas rzecznik.

Żeby przekonać się o tym, jak jest naprawdę, przyjrzeliśmy się strukturze urzędu. Dość powiedzieć, że Dariusz Mińkowski wciąż pozostaje zastępcą Głównego Inspektora Pracy i zarabia ok. 11 tys. zł. To i tak mniej niż pobiera rzecznik instytucji, chociaż najbliżsi współpracownicy kierownictwa - starego i nowego, nie mogą narzekać. 

Do "starej gwardii" Wiesława Łyszczka zalicza się Grzegorz Nieradka. Ma obecnie 31 lat, zaś w inspektoracie zrobił zawrotną karierę. Były asystent Marka Kuchcińskiego i radny PiS był już doradcą głównego inspektora pracy, zajmował się obsługą mediów, a teraz został głównym specjalistą w Departamencie Nadzoru i Kontroli. Pensja? Ponad 8,5 tys. zł.

Do najlepiej wynagradzanych ludzi Wiesława Łyszczka należy Robert Pietrzak. To kierownik Sekcji Kontroli Wewnętrznej, który po ujawnieniu przez nas grzechów szefa PIP, przygotowywał raport związany z działalnością Łyszczka. Zarabia 12,5 tys. zł, a z naszych informacji wynika, że wciąż ma ogromny wpływ na to, co dzieje się w urzędzie.

- Proszę zwrócić uwagę, że kierownik jest o wiele niżej w hierarchii niż dyrektor czy nawet wicedyrektor. A wicedyrektorzy zarabiają 10,5 tys. zł - mówi jeden z naszych informatorów. - Kierownik zarządza małą komórką, ledwie czterema czy pięcioma osobami. Dla porównania, dyrektor ma pod sobą dwadzieścia, a nawet dwadzieścia pięć osób - dodaje.

Do grona bliskich współpracowników byłego szefa PIP zalicza się też wicedyrektor Departamentu Prawnego Bartosz Kopeć. Inspektorzy mówią nam, że obejmując stanowisko nie spełniał wymogów regulaminu wynagradzania w PIP. Zarabia jednak 10,5 tys. zł miesięcznie. Powodów do narzekań nie ma też Dorota Jaworska. Za Łyszczka była wicedyrektorem Departamentu Organizacyjnego. Po zmianach jest głównym specjalistą w Departamencie Nadzoru i Kontroli. Inkasuje ponad 8,5 tys. zł.

Szefowa dba o swoich ludzi

Nie tylko faworyci byłego szefa PIP mogą się cieszyć dobrymi zarobkami. Katarzyna Łazewsko-Hrycko również dba o swoich ludzi. Do tych najlepiej wynagradzanych należy jej rzecznik Juliusz Głuski - zarabia blisko 12 tys. zł, chociaż do firmy trafił kilka miesięcy temu. Jego poprzedniczka to Danuta Rutkowska. Przepracowała 40 lat, stanowisko rzecznika PIP piastowała przez dwie dekady. Jej wynagrodzenie oscylowało na poziomie 10,5 tys. zł. Przed odejściem na emeryturę zarabiała 11 tys. zł.

Zarobkami na poziomie Głuskiego może się pochwalić Artur Stankiewicz. Z pewnością można go zakwalifikować do kadry oddanej Katarzynie Łażewskiej-Hrycko. Jest doradcą ds. informatyki, który współpracuje też z SGH. W PIP zarabia ponad 12 tys. zł. Od 1 października, grono zewnętrznych specjalistów zatrudnionych w Głównym Inspektoracie Pracy zasiliła też Anita Gwarek. Jeszcze do niedawna urzędniczka była dyrektorem Departamentu Prawa Pracy w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej. 

Łażewska-Hrycko zaoferowała Gwarek wynagrodzenie sięgające ponad 10,5 tys. zł. Na uwagę zasługuje też Ewa Ziemnik, kolejny specjalista z Sekcji Kontroli Wewnętrznej. Średnio specjaliści w GIP zarabiają o 2 tys. zł mniej niż ona. - Przyszła do nas z Okręgowego Inspektoratu Pracy w Łodzi. Ze względu na prywatne koneksje, zna się z Robertem Pietrzakiem - mówi informator Interii z PIP. Wynagrodzenie łodzianki sięga kwoty 10,5 tys. zł.

Średnie wynagrodzenie inspektora pracy wynosi obecnie 6 tys. zł, zaś główny specjalista w GIP inkasuje ok. 8,5 tys. zł. Nadinspektor pobiera wynagrodzenie w kwocie 8,7 tys. zł. Dane dotyczące płac, które publikujemy, przekazał Interii wieloletni pracownik komórki finansowej w GIP. Wszystkie pensje to stawki brutto.  

Zdania są podzielone

Kiedy o ocenę pracy Katarzyny Łażewskiej-Hrycko pytamy bezpośrednio w Radzie Ochrony Pracy, która nadzoruje PIP, zdania są podzielone. - Oceniam ją bardzo pozytywnie. Niebawem będziemy omawiać budżet, który przygotowała. Wygląda na to, że wywiązuje się z zadań przyjętych w planie pracy - powiedział nam Janusz Śniadek z PiS, szef ROP. - Podczas Komisji Kontroli Państwowej wszystkie opcje przyjęły pozytywnie jej informację o działalności inspekcji pracy w okresie pandemii. Zmiana służy inspekcji - dodał.

Zupełnie odmiennego zdania jest zastępczyni Śniadka z PO. - Nie ukrywam, że po objęciu urzędu przez Katarzynę Łażewską-Hrycko liczyłam na pozytywne zmiany. Jednak z upływem kolejnych miesięcy ulegam coraz większemu rozczarowaniu - mówi Interii Izabela Katarzyna Mrzygłocka z PO. - Po trzech latach sprawowania funkcji głównego inspektora pracy przez Wiesława Łyszczka PIP potrzebuje wielu zmian. Zarówno kadrowych jak i w sposobie zarządzania - dodaje.

Parlamentarzystka podkreśla, że nie ma mowy o poprawie zrujnowanego wizerunku PIP. Jak mówi, skarżą się jej pracownicy z okręgowych inspektoratów pracy rozsianych po całej Polsce. Co więcej, wiceszefowa ROP zamierza zwrócić się do sądu, żeby Łażewska-Hrycko udostępniła jej w końcu raport dotyczący nieprawidłowości z czasów byłego szefa PIP.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy