Reklama

Reklama

Szef senackiego klubu PiS o wyborze RPO: Lidia Staroń nie dała sobie szans

- Lidia Staroń się wstrzymała, a senator Krzysztof Kwiatkowski był przeciwny. Wyszło na to, że kandydatka nie dała sobie żadnych szans. Przez takie głosowanie trudno wyciągać konsekwencje w stosunku do innych senatorów - powiedział Interii Marek Martynowski, szef senackiego klubu PiS, komentując głosowanie nad wyborem rzecznika praw obywatelskich. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że niezależnie od dyscypliny narzuconej przez władze ugrupowania, politycy partii rządzącej mogą spać spokojnie.

Od ostatniego piątku wiadomo, że Lidia Staroń nie zostanie rzecznikiem praw obywatelskich. Za wyborem niezależnej senator głosowało 45 z 48 polityków klubu PiS. Andrzej Pająk i Dorota Czudowska wstrzymali się od głosu. Z kolei Janina Sagatowska w ogóle nie wzięła udziału w wyborze dokonywanym przez izbę wyższą parlamentu.

- Na razie to pani Staroń jest naszym kandydatem i będziemy to głosować - kilka dni przed decyzją Senatu zapewniał dziennikarzy Ryszard Terlecki, szef klubu parlamentarnego PiS. Zapowiedział także dyscyplinę, która miała dotyczyć wszystkich członków rządzącego sojuszu, czyli Solidarnej Polski i Porozumienia. W piątek okazało się jednak, że senatorowie PiS nie zastosowali się do zaleceń wicemarszałka Sejmu.

Reklama

- Nie wiem, dlaczego senatorowie głosowali inaczej niż było ustalone. Nie ma to już jednak większego znaczenia, bo opozycja zdecydowała. Nie było szans na zwycięstwo pani Staroń, o czym chyba ona sama wiedziała, skoro wstrzymała się od głosu - mówi Interii senator Stanisław Karczewski z PiS.

"Trudno winić senatorów PiS"

Dorota Czudowska nie chciała komentować swojej decyzji. Andrzej Pająk powiedział nam, że w jego opinii lepszym kandydatem był Bartłomiej Wróblewski (poseł PiS również odrzucony przez Senat - red.). - Czy ona (Staroń - red.) rzeczywiście nadawała się na tę funkcję po chorobie, wylewie? To, co robiła do tej pory, robiła bardzo dobrze. Powinno tak zostać - mówi nam Pająk.

Władze klubu PiS, z którymi rozmawiamy, stawiają sprawę jasno: trudno karać własnych senatorów za udział w głosowaniu nie do wygrania.

- Lidia Staroń się wstrzymała, a senator Krzysztof Kwiatkowski był przeciwny. Wyszło na to, że kandydatka nie dała sobie żadnych szans. Przez takie głosowanie trudno wyciągać konsekwencje w stosunku do senatorów PiS - tłumaczy Martynowski. - Dwóch się wstrzymało, jedna osoba nie głosowała. Na sprawę można by patrzeć inaczej, gdyby nie uzyskała stanowiska przez naszych senatorów - dodaje.

Jak powiedział nam szef senackiego klubu PiS, z rozmów z poszczególnymi senatorami klubu dowiedział się, że byli "zawiedzeni postawą Lidii Staroń". - Senatorowie Pająk i Czudowska podjęli takie decyzje właściwe podczas ostatniej debaty. Nie pomogła ona Lidii Staroń. Niektóre kwestie, które podnosiła, były sprzeczne z wartościami poszczególnych senatorów. Chodziło chociażby o podejście do in vitro - przekazał Interii Marek Martynowski.

Decyduje Ryszard Terlecki

Senator Martynowski podkreśla, że to szef klubu parlamentarnego PiS zdecyduje o ewentualnych konsekwencjach. Z rozmów z politykami partii rządzącej, które odbyła Interia, wynika jednak, że przedstawiciele partii rządzącej z Sejmu są tego samego zdania, co ich koledzy w Senacie.

- Problemem jest to, że koalicjanci pani Staroń nie zagłosowali. Ona sama też nie (wstrzymała się od głosu - red.). Dlatego głosy PiS były bez większego znaczenia i nie ma teraz, o co kruszyć kopii. Jeżeli coś miałoby się wydarzyć to jutro. Klub będzie rozmawiał rano, o godz. 9, jednak temat jest raczej zamknięty - powiedział jeden z rozmówców Interii z klubu parlamentarnego PiS.

O kary dla senatorów partii rządzącej zapytaliśmy Waldemara Andzela, który odpowiada za dyscyplinę wśród członków klubu parlamentarnego PiS. Przekazał nam, że żadna decyzja jeszcze nie zapadła, ale decydować ma prezydium klubu. 

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy