Reklama

Reklama

Spory w Porozumieniu. Gowin "wycina" partyjnych przeciwników, a Bielan martwi się o finanse

Jarosław Gowin odzyskał fotel wicepremiera, został też ministrem rozwoju, pracy i technologii, a w sobotę przeprowadził porządki we własnej partii. – Jesteśmy zadowoleni z przebiegu zarządu Porozumienia – komentuje Magdalena Sroka, rzeczniczka ugrupowania. Adam Bielan zwraca jednak uwagę, że partia może stracić miliony złotych.

Podczas posiedzenia władz Porozumienia dyskusja była gorąca i trwała cztery godziny. Przede wszystkim zmienił się skład prezydium oraz zarządu partii. Trafili do nich politycy z terenu, którzy są w stu procentach wierni szefowi ugrupowania, m.in. wojewodowie, a nawet jeden burmistrz. Skąd ta zmiana? Jak ustaliła Interia, chodzi o niedawny wybór Michała Cieślaka na ministra-członka Rady Ministrów, który po rekonstrukcji rządu ma zajmować się kontaktem z samorządami.

Reklama

Jeden z wiernych ludzi Jarosława Gowina: - To trochę nominacja wbrew szefowi, chociaż prezes oficjalnie się w nią nie włączał. Pozostawił decyzję prezydium - mówi nasz rozmówca. Nie kryje też uszczypliwości: - Dotychczas połowę stanowili tam mało znaczący politycznie działacze tacy jak Arkadiusz Urban, Karol Rabenda albo Zbigniew Gryglas. Po wiosennym sporze o wybory prezydenckie, liderem tej grupy został Adam Bielan.

Zdaniem przeciwników Bielana, po ostatnim posiedzeniu zarządu, frakcja związana z byłym wicemarszałkiem Senatu ma na dobre utracić wpływy. Nie bez powodu, bo szefa Porozumienia najwyraźniej zabolała jedna z ostatnich decyzji prezydium. - Przegrał dość prestiżowe głosowanie. Było 15 do 13 przy tajnych wyborach. Wygrał Michał Cieślak, a nie kandydat Gowina, czyli Stanisław Bukowiec - zdradza źródło Interii z władz partii.

Adam Bielan nie uważa jednak, że jego pozycja miałaby słabnąć. - Zaproponowałem (podczas zarządu - red.) poprawkę zobowiązującą prezesa do zwoływania prezydium raz w miesiącu. Był opór, więc ją wycofałem - zapewnia nas europoseł. - Przyjęto natomiast poprawkę o wydłużeniu kadencji oraz możliwości organizowania posiedzeń w sposób zdalny. Bo statut tego dotychczas nie przewidywał. Teraz możemy zacząć obradować przez internet - dodał.

Wbrew statutowi

Nie ulega wątpliwości, że dla Porozumienia ważny jest wybór nowych władz krajowych. Obecna kadencja kierownictwa partii upływa bowiem 7 listopada. A nowe władze można wybrać tylko na Kongresie Krajowym ugrupowania. Tego nikt nie chce organizować ze względu na pandemię. Co ciekawe, w połowie września wybrano jednak delegatów na to spotkanie. I to również stało się przedmiotem sporu podczas zarządu.

- Statut Porozumienia mówi jednoznacznie, że najpierw zwołuje się Kongres Krajowy. W uchwale zwołującej kongres określa się sposób wyboru delegatów poprzez zjazdy okręgowe. Taki zapis jest logiczny i służy temu, żeby ktoś najpierw nie wykonał doboru delegatów - uważa Bielan.

Jak mówi nasz rozmówca, wybieranie delegatów przed ogłoszeniem daty kongresu powoduje, że aktualnie urzędujące władze mogą ocenić, czy dysponują większością. - Jako Porozumienie postąpiliśmy wbrew własnemu statutowi. Dopiero wczoraj Jarosław Gowin przyznał, że tak zwołany kongres może zostać podważony - słyszymy od europosła.

Stanęło na tym, że Kongres Krajowy Porozumienia ma odbyć się 17 kwietnia, zaś nowi delegaci zostaną wyłonieni do 28 lutego. - Zakładając jeden z najgorszych scenariuszy związanych z COVID-19, zmniejszyliśmy liczbę delegatów - precyzuje Sroka. A co, jeśli ze względu na koronawirusa znów nie uda się spotkać w szerszym gronie? Zapis przegłosowany podczas zarządu stanowi, że kadencja władz zostaje wydłużona do kolejnego kongresu. Taka sytuacja nie może jednak trwać dłużej, niż przez kolejny rok.

W praktyce zmiany musi potwierdzić sąd. Gowinowcy zapewniają jednak, że nie ma mowy o bezkrólewiu w ich partii. - Zmiany w statucie wchodzą w życie w momencie ich przyjęcia. Partie polityczne są samorządne. Sąd nie zatwierdza zatem statutu, ma ewentualnie możliwość uchylenia jakichś przepisów - tłumaczy Interii Marcin Ociepa, wiceprezes Porozumienia.

Gowinowcy chcą głów

Nie jest już tajemnicą, że w ramach nowej umowy koalicyjnej PiS zadeklarowało swoim partnerom podział środków z subwencji. W przeszłości Państwowa Komisja Wyborcza zakwestionowała kwotę 233,18 zł, co może stanowić teraz bardzo poważny problem.

- PKW odrzuciła nasze sprawozdanie finansowe za 2018 rok, co uniemożliwia nam przyjęcie subwencji. Jeśli odwołanie Porozumienia nie zostanie uwzględnione, będziemy mieli problem z przyjmowaniem środków budżetowych, które udało się wynegocjować - wyjaśnia Bielan.

Z naszych informacji wynika, że problem podziału środków z budżetu został poruszony, niemniej ścisłe kierownictwo partii nie przywiązuję do niego dużej wagi i jest pewne swego. - Ze spokojem czekamy na wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Te przepisy są zwyczajnie nieracjonalne - komentuje Magdalena Sroka.

Jedno jest pewne: stronnicy Jarosława Gowina, którzy podczas sporu o termin wyborów prezydenckich stanęli po stronie lidera Porozumienia nie chcą już dłużej czekać na odwet. Domagają się premii za wierność i konsekwencji dla polityków, którzy podczas wiosennego sporu w Zjednoczonej Prawicy poparli PiS.  

- Czas, żeby zapłonęły stosy. Jarosław Gowin zrozumiał, że część polityków chce rozwalić jego partię od środka. Zmiany w prezydium i zarządzie pokazują jednak, że to wszystko nie potrwa już długo, a cały ten bunt skończy się szybciej niż zaczął - deklaruje jeden z bliskich współpracowników prezesa Porozumienia.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje