Reklama

Reklama

Rząd wydaje miliony na walkę z bezpłodnością. Efekty? Nieznane

Od 2016 do 2020 roku polski rząd wydał blisko 37,5 mln zł na "Program kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego w Polsce". Skuteczność? Nieznana. - Pary biorące udział w programie nie zostały zobowiązane do informowania, czy proces diagnostyki zakończył się ciążą - przyznaje Waldemar Kraska, wiceminister zdrowia.

Program działa od 1 września 2016 r. Jego celem jest zwiększenie dostępności do "wysokiej jakości świadczeń z zakresu diagnostyki". Teoretycznie rząd chce znaleźć przyczynę niepłodności i wskazać uczestnikom, co robić dalej. Kluczowe jest tu 16 ośrodków referencyjnych, które mają pomóc zainteresowanym parom.

Senator Krzysztof Brejza z PO zwrócił się do Ministerstwa Zdrowia, żeby dowiedzieć się, ile dzieci urodziło się dzięki programowi i jakie środki pochłonęła walka z bezpłodnością. Jak mówi nam polityk, zainteresował się sprawą, bo rozwiązanie przyjęte przez PiS zastąpiło rządowy program leczenia niepłodności metodą in vitro, który wprowadził rząd PO-PSL.

Reklama

- Nasze rozwiązanie było skuteczne, a eksperci chwalili efekty. Trzyletni program zaowocował urodzeniem 21 666 dzieci - argumentuje Brejza. Jak na tym tle wypada PiS? Tego, niestety, nie wiadomo. - Nie ma głównego miernika (skuteczności - red.). Nie starają się dotrzeć do tych par, nie pytają o efekty technik prokreacyjnych. A program in vitro był bardzo prosty i skuteczny. Tysiące par z niego korzystało, niezależnie od poglądów politycznych - mówi senator PO.

Jego słowa potwierdza wiceminister Kraska: - Z uwagi na fakt, iż w początkowych latach funkcjonowania programu finansowana była jedynie diagnostyka niepłodności, pary biorące udział w programie nie zostały zobowiązane do informowania, czy proces diagnostyki zakończył się ciążą, w związku z tym Ministerstwo Zdrowia nie posiada informacji o ciążach - stwierdził.

Wiceminister zdrowia zastrzegł jednak, że "rozważane jest" wprowadzenie takiego wskaźnika w kolejnej edycji programu. - Na bieżąco podejmowane są działania mające na celu monitorowanie realizacji programu oraz analizowanie jego efektywności i skuteczności - tłumaczy Waldemar Kraska. Co na to Brejza? - To nowomowa partyjna. W latach 70. Edward Gierek mówił w ten sposób o programach, miernikach, działalności - odpowiada senator.

Jak dotąd program pochłonął największe środki w 2017 r. "Wydatki majątkowe" i bieżące wynosiły wówczas ponad 21 mln zł. W sumie w latach 2016-2020 "Program kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego w Polsce" kosztował 37 490 693,57 zł.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama