Reklama

Reklama

Ryszard Czarnecki jest przekonany, że padł ofiarą "brudnej kampanii"

Jak twierdzi Ryszard Czarnecki, to nieprawda, że stracił miejsce w Komitecie Politycznym PiS ze względu na sprawę kilometrówek w europarlamencie albo działalność w Polskim Związku Piłki Siatkowej. - Być może był na cenzurowanym, ale nie było żadnego "lex Czarnecki" - powiedział Interii Radosław Fogiel z PiS. - Spekulacje traktuję jako element brudnej kampanii wyborczej - twierdzi sam europoseł.

Największa partia w Zjednoczonej Prawicy przeprowadziła zmiany strukturalne na początku lipca. Jedną z głośniejszych była ta dotycząca Ryszarda Czarneckiego, europosła i byłego wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Polityk wraz z grupą pięciu innych eurodeputowanych pożegnał się z Komitetem Politycznym PiS. Zdaniem dziennikarzy, nie bez powodu.

Według informatorów wp.pl, kierownictwu partii rządzącej miało nie podobać się, że Ryszard Czarnecki - wbrew swoim wcześniejszym deklaracjom - dorabia do pensji europosła jako wiceprezes PZPS (stanowisko piastuje od 2018 r. - red.). I to nawet 10 tys. zł brutto miesięcznie. Co więcej, Onet podawał też, że związek wydał na jego podróże ok. 75 tys. zł. 

Reklama

Nie jest również tajemnicą, że Ryszard Czarnecki miał problem z kilometrówkami w Parlamencie Europejskim. Na skutek działań Europejskiego Urzędu ds. Nadużyć Finansowych OLAF, europoseł PiS został zobligowany do zwrotu pieniędzy na paliwo, które miał pobrać bezprawnie. Chodzi nawet o kwotę 100 tys. euro. W kwietniu polityk informował, że złożył wyjaśnienia, ale nie zamierza ich upubliczniać.

Czarnecki: Brudna kampania wyborcza

Wybory w PZPS zaplanowano na wrzesień tego roku. Jak podał portal sport.pl, poza Ryszardem Czarneckim o tę funkcję ubiegają się jeszcze Tomasz Paluch oraz Jacek Kasprzyk, czyli obecny szef związku. Zdaniem polityka, spekulacje o tym, że miał stracić miejsce w Komitecie Politycznym PiS ze względu na działalność w związku albo nieprawidłowości to żaden przypadek. Jak tłumaczy zmiany?

Europoseł powiedział nam, że w komitecie była nadreprezentacja eurodeputowanych. - Nie było żadnych podtekstów. Spekulacje traktuję jako element brudnej kampanii wyborczej moich oponentów w walce o fotel prezesa PZPS. Jeśli chodzi o kilometrówki w Parlamencie Europejskim, powiedziałem już wszystko, co miałem do powiedzenia - usłyszeliśmy od Czarneckiego.

Słowa polityka potwierdza Radosław Fogiel, wicerzecznik PiS, który na początku lipca sam zajął miejsce w Komitecie Politycznym PiS. - Pojawiły się różne spekulacje, ale nie ma tu drugiego dna. Być może Ryszard Czarnecki był na cenzurowanym, ale nie było żadnego "lex Czarnecki". Nie było pomysłu, żeby wyrzucać wszystkich europosłów, byle się nikt nie dopatrzył, że o niego chodzi - powiedział nam polityk.  

Zbigniew Kuźmiuk, europoseł PiS: - Wcześniej było nas dziewięcioro z dwudziestu siedmiu (eurodeputowanych - red.). To nadwymiarowa liczba. Dlatego rozumiem, że taki ruch był potrzebny. Polscy parlamentarzyści byli niedoreprezentowani, więc proporcje uległy poprawie. W tej chwili w komitecie pozostało czworo europosłów PiS, piątka odeszła.

Poza Ryszardem Czarneckim, miejsca w Komitecie Politycznym PiS stracili Zbigniew Kuźmiuk, Elżbieta Rafalska, Beata Mazurek oraz Krzysztof Jurgiel. 

Jakub Szczepański    

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje