Reklama

Reklama

Ruda Śląska: Koniec ze strukturami PO. Poszło o stanowiska

Działacze Platformy Obywatelskiej z Rudy Śląskiej odchodzą na potęgę. – Do tej pory nie było jeszcze takiego exodusu – mówi Danuta Pietraszewska, była posłanka, która kilka dni temu rzuciła legitymacją partyjną. Kością niezgody okazała się bezpartyjna prezydent miasta Grażyna Dziedzic. – Nie wiem, czy można pałać do kogoś sympatią, jeśli przez niego straciło się pracę – ujawnia Pietraszewska.

W Rudzie Śląskiej to żadna tajemnica, że Pietraszewska nie darzy sympatią urzędującej prezydent, Grażyny Dziedzic. I odwrotnie. Jednak nie zawsze tak było. - Grażyna Dziedzic to pani prezydent, którą wykreowałam w mieście. To ja dałam jej stanowisko dyrektora MOPS-u. Bardzo ją wspomagałam, robiłyśmy świetne programy społeczne. Zapraszałam ją nawet do Sejmu, żeby je tam pokazywać - zdradza Interii była posłanka PO.

Reklama

Zdaniem prezydent Rudy Śląskiej to Pietraszewska sporo jej zawdzięcza: - Kiedy pierwszy raz została posłem do Sejmu RP, stało się to dzięki mnie - uważa Grażyna Dziedzic. - Jako dyrektor MOPS-u mocno ją wspierałam, bo myślałam, że będziemy mieć naszą posłankę. Odpłaca mi tak, jak odpłaca. Nie chcę komentować jej zachowania. Pani poseł kłamie w żywe oczy, nie wstydzi się, nie boi - dodaje.

Jedno jest pewne: jak poinformował "Dziennik Zachodni", szef rady regionalnej PO i czynny poseł Wojciech Saługa rozwiązał koła partii w Rudzie Śląskiej. Odsunął od władzy Aleksandrę Skowronek, która przewodniczyła Radzie Miasta. Za dwiema ważnymi figurami w lokalnej Platformie zaczęli odchodzić szeregowi działacze. Oficjalnym powodem konfliktu z władzami partii jest współpraca z PiS. Jak mówią Interii politycy, chodzi o animozję na linii Pietraszewska-Dziedzic. Ale po kolei.

Wyrzuciła z pracy działaczy PO

W rozmowie z Interią zarówno urzędująca prezydent jak i doświadczona posłanka podkreślają, że początkowo dobrze im się współpracowało. Kryzys przyszedł, gdy Dziedzic objęła fotel prezydenta Rudy Śląskiej w 2010 r. - Zadeklarowaliśmy współpracę. Postawiliśmy jeden jedyny warunek: żeby nie zwalniała z pracy ludzi związanych z PO. Chodzi o specjalistów, ekspertów, którzy pracowali od lat - argumentuje Pietraszewska.

Jak mówi była posłanka PO, Dziedzic nie dotrzymała słowa. - Po dwóch miesiącach poleciało bardzo dużo osób z pracy. Trzeba też powiedzieć, że to ludzie z naszego koła. Nie wiem, czy można pałać do kogoś sympatią, jeśli przez niego straciło się pracę - twierdzi.

To nie koniec zarzutów, które przekazała Interii Pietraszewska. Kolejny, z perspektywy partyjnej znacznie poważniejszy, dotyczy prezydenckiej kampanii wyborczej z 2020 r. Chodzi o banery Rafała Trzaskowskiego, które rozwiesili działacze Platformy. Zdaniem byłej posłanki Straż Miejską nasłała Grażyna Dziedzic albo któryś z jej współpracowników.

- Wlepili nam mandat, trwa postępowanie administracyjne. Pytaliśmy, kto kazał zdjąć banery. Usłyszeliśmy, że dyspozycję wydała "góra". Na tych samych miejscach wisiały obok banery Andrzeja Dudy, mamy zdjęcia. Na pewno były tam do końca kampanii - nie ukrywa rozżalenia Danuta Pietraszewska. Jak mówi, sygnalizowała problemy zarządowi krajowemu PO, ale nikt jej nie odpowiedział.

Rozwiązanie struktur? "Zwykła procedura"

O rozwiązanie struktur Platformy w Rudzie Śląskiej zapytaliśmy Wojciecha Saługę. Poseł mówi, że to "zwykła procedura". - W takich miastach jak Będzin czy Mysłowice także rozwiązano struktury. Efekty na koniec są dość dobre, bo stabilizują sytuację, normują pewne zachowania - stwierdził polityk. Jak mówi, Danuta Pietraszewska "nie potrafi przyznać się do winy". Skąd decyzja o pozbyciu się struktur?

- Działaczki nie zauważały tego, że działają wbrew interesom partii politycznej, ale i społeczeństwa. Istnieje cicha współpraca z PiS w radzie miejskiej. Dogadali się co do obsady stanowisk. Podzielili między PiS a PO - mówi Saługa. - Pani prezydent Dziedzic nas popiera czy to w wyborach parlamentarnych, czy prezydenckich. Staje po naszej stronie, a struktury i tak swoje - dodaje.

Lider regionu zaprzecza odejściom, o których alarmuje jego koleżanka. A tylko do środy partyjną legitymacją Platformy miało rzucić nawet 30 osób. - Widziałem dwie rezygnacje, póki co nie było więcej - oświadczył Saługa. Jak dodaje, w rudzkich strukturach "nie było nawet 30 aktywnych osób". - Widzę, jak wszystko buduje się na nowo. Mamy zgłoszenia chętnych spoza partii, którzy chcą działać - zapewnia.

Budka wie o kłopocie

Kiedy pytamy, czy przewodniczący Borys Budka włączy się do akcji, Wojciech Saługa mówi pewnie: - Jest członkiem zarządu regionu, jest obecny. Zna sytuację, wielokrotnie i do niego docierały informacje o zachowaniu się w radzie miasta wbrew interesom PO, jej radnych. Wie o kłopocie. Z przewodniczącym PO jestem w codziennych relacjach - usłyszeliśmy.

W podobnym tonie wypowiada się Marcin Kierwiński, sekretarz generalny Platformy, który odpowiada za struktury partyjne: - Nie rozumiem decyzji pani poseł Pietraszewskiej. Wszystkie problemy powinny być dokładnie przedyskutowane na poziomie regionalnym jak i krajowym - przekazał Interii polityk.

Konflikt pomiędzy rudzkimi działaczkami a prezydent przybrał na sile pod koniec sierpnia. To wtedy Rada Miasta Ruda Śląska, przy zaangażowaniu PiS, nie udzieliła wotum zaufania Grażynie Dziedzic. Sęk w tym, że z powodu błędów formalnych decyzję podważył wojewoda i jest ona nieważna. - Sprawa wotum zaufania znajdzie się w sądzie. Decyzja wojewody jest jasna, wykazał złamanie prawa - twierdzi prezydent Rudy Śląskiej.

Jakub Szczepański 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje