Reklama

Reklama

PiS ma problem. "Buntownicy" nie boją się prezesa

Jan Krzysztof Ardanowski z PiS, który w wyborach parlamentarnych zdobył blisko 80 tys. głosów, nie wyklucza założenia koła poselskiego w opozycji do własnej partii. – To nie jest sposób zachowania, który byłby właściwy. Powoduje, że wracają wspomnienia z różnych niedobrych wydarzeń i inicjatyw na polskiej prawicy. Wszyscy wiemy, jak to się kończyło – komentuje Radosław Fogiel, wicerzecznik partii rządzącej.

Zjednoczona Prawica boryka się nie tylko z szalejącą pandemią koronawirusa, ale i problemami wewnętrznymi. Wszystko przez "piątkę dla zwierząt". Siedmioro senatorów PiS głosowało za odrzuceniem ustawy, nie zważając na konsekwencje zapowiadane przez kierownictwo partii. W Sejmie wyszło jeszcze gorzej, bo przeciwko uchwaleniu nowego prawa było 38 polityków należących do klubu parlamentarnego partii rządzącej. Po powrocie ustawy z Senatu te proporcje pewnie się zmienią, ale jedno jest pewne: PiS ma spory problem.

Reklama

Posłowie nie zasypiają gruszek w popiele, a może nawet idą o krok dalej niż senatorowie. Teresa Hałas nie bała się pokazać u boku m.in. Krzysztofa Bosaka z Konfederacji podczas rolniczej demonstracji antyrządowej. Lech Kołakowski, wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego PiS, też specjalnie nie kryje się z krytyką dla ustawy futerkowej. A to tylko część działaczy. Z pewnością najcięższe działa wytoczył jednak były już minister rolnictwa.

"Jedyne wyjście, to jest stworzenie jakiejś struktury w Sejmie, która sprawi, że wtedy trzeba będzie - biorąc pod uwagę arytmetykę sejmową - przyjść i zacząć rozmawiać. Oby do tego nie doszło" - zakomunikował na swoim Facebooku Jan Krzysztof Ardanowski. Zbuntowani posłowie i senatorowie PiS, z którymi rozmawiała Interia, nie wykluczają obecnie żadnych rozwiązań.  - Trzeba pamiętać, że przewaga jest niewielka - zauważa Teresa Hałas, która jest szefową Solidarności wśród rolników indywidualnych.

Swoich pretensji nie kryje Lech Kołakowski. - Czy mam być karany za reprezentowanie swoich wyborców? A może powinienem być pokazywany jako wzór postawy posła? - dopytuje. - Odwołano mnie ze stanowiska szefa lokalnych struktur. Nie wykluczam obecnie żadnego rozwiązania. Poza założeniem koła poselskiego są inne procedury - dodaje.

W podobnym tonie wypowiada się senator Zdzisław Pupa: - Na razie jestem członkiem PiS. Jak zostanę zawieszony, zastanowię się, co zrobić. Czy dalej być członkiem partii. Myślę, że mogę się jeszcze przydać PiS-owi. Jednak trudno mi być w organizacji, która mnie nie chce. Nie zrobiłem niczego, za co miałbym się wstydzić - usłyszeliśmy.

Skruchy brak

Rozmówcy Interii, którzy sprzeciwiają się ustawie futerkowej, nie przejmują się stanowczymi słowami płynącymi z ust Ryszarda Terleckiego czy innych prominentnych polityków PiS. - Czego mam żałować? Żałuję jedynie, że tak mało nas było. Zawsze stawałem, staję i będę stawał za słuszną sprawą. Cieszy mnie, że ciśnienie, parcie, spowodowało ustąpienie rządu - mówi Interii senator Józef Łyczak.

Zdzisław Pupa: - Widać, żeśmy dobrze zagłosowali. Notowania (w sondażach - red.), które obserwujemy, pokazują, że PiS traci, bo wieś stanęła z boku. Została odepchnięta. Pretensjami się nie przejmujemy, podjąłem decyzję z pełną odpowiedzialnością - przekazał senator. Jak mówi, w sprawie głosowań "nikt go nie naciskał". - Byłem pytany przez Stanisława Karczewskiego, jak będę głosował. Odpowiedziałem mu i to wszystko - powiedział nam polityk PiS.

Zdaje się też, że zaciekli przeciwnicy ustawy futerkowej z Sejmu także nie zamierzają karnie stanąć w szeregu. - Jeśli chodzi o przyszłość rolnictwa, jestem zdesperowana. Jako szefowa struktur Solidarności Rolników Indywidualnych, będę konsekwentna - zarzeka się Teresa Hałas. - Sprawę stawiam jasno: "piątka", w tym kształcie, nie powinna zostać przyjęta - dodała.

Chociaż przeciwnicy ustawy futerkowej wydają się dość konkretni, brak informacji o ewentualnych konsekwencjach, które mają ponieść.

Postępowanie trwa

- Nie sposób dowiedzieć się czegokolwiek o konsekwencjach w sprawie posłów i senatorów, którzy sprzeciwili się "piątce dla zwierząt", bo postępowanie trwa - zapewnia Radosław Fogiel. - Nie robimy z tego wydmuszki. Sprawą zajmuje się rzecznik dyscypliny partyjnej. Będzie udzielał rekomendacji Komitetowi Politycznemu PiS - precyzuje wicerzecznik partii rządzącej.

Karol Karski, europoseł, od lat rzecznik dyscypliny partyjnej, nie jest zbyt rozmowny. - Wypowiedzi rzecznika prasowego to jedyne wiadomości przekazywane opinii publicznej. Rzecznik dyscyplinarny to organ wewnętrzny partii. Informuje jedynie o rozpoczęciu i sposobie zakończenia postępowania - przekazał.

Wiadomo, że PiS dysponuje w Sejmie większością dzięki pięciu mandatom. A o tym, jak łatwo zachwiać porządkiem panującym w parlamencie Jarosław Kaczyński przekonał się na wiosnę, kiedy Porozumienie Jarosława Gowina skutecznie domagało się przesunięcia wyborów prezydenckich ze względu na pandemię. Zadra pozostała do dziś, a politycy PiS stali się ostrożniejsi.

Z rozmowy z Waldemarem Andzlem, który zajmuje się dyscypliną w klubie parlamentarnym, wynika, że wykluczenie z partii wydaje się mało realne. - Żeby kogoś wyrzucić, musiałby się zebrać Komitet Polityczny. To także kompetencja prezesa PiS. Na pewno podejmiemy rozsądne decyzje, tak aby zachować większość w parlamencie - precyzuje.

Dlatego prezes PiS jest trochę między młotem a kowadłem. Zdaje się więc, że ze względu na polityczną arytmetykę czynni politycy partii rządzącej mogą spać spokojnie. Przynajmniej na razie.

Jak wyrzucają to od razu

- Jeśli ktoś ma z PiS-u wylecieć, wylatuje pierwszego albo drugiego dnia po wpadce. Później wszystko zależy od jego postępowania - tłumaczy nam osoba z kierownictwa partii rządzącej. - Bardzo ciężko nam się rozstawać, wszyscy się znamy i jesteśmy po imieniu - dodaje.

Rozmówcy Interii z PiS podkreślają jednak, że "piątka dla zwierząt" to nie jest jedna z wielu spraw. To ustawa szczególnie bliska Jarosławowi Kaczyńskiemu. Dlatego prezes na pewno zapamięta kto i jak się zachowywał.

- Działacze mieli na koncie różne wyskoki, a dalej funkcjonowali w partii. Niektórzy potem musieli się cierpko uśmiechać, kiedy układano następne listy. Innym uszło płazem. Postępowanie rzecznika dyscyplinarnego to pewien sygnał: na zewnątrz i do wewnątrz - mówi Interii jeden z ważnych polityków PiS.  

Zdaje się jednak, że partyjni buntownicy doskonale rozumieją tę sytuację. Jak mówią, wcale się nie boją. - Mam świadomość konsekwencji. Obecnie jestem posłem, na kolejnej liście może mnie nie być. Trudno, takie jest życie. Nie zamierzam się umartwiać - zapewnia Teresa Hałas.

Sprawa ewentualnego skreślenia senatorów PiS jest o wiele trudniejsza niż w przypadku posłów. Do izby wyższej wybiera się w okręgach jednomandatowych, więc politycy mają tu mocniejsze mandaty. Przykładowo: Zdzisława Pupę poparło ponad 155 tys. Polaków. Mandatu dla senatora Jerzego Chróścikowskiego, który jest kolejnym z buntowników, chciało blisko 113 tys. wyborców. W kuluarach mówi się, że gdyby senatorów wyrzucono, mogliby założyć własne komitety i w swoich okręgach pobić kandydatów PiS. A to byłby już poważny blamaż. 

Jak usłyszeliśmy nieoficjalnie, Sejm ponownie pochyli się nad "piątka dla zwierząt" najprawdopodobniej podczas posiedzenia zaplanowanego na 27 i 28 października.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje