Reklama

Niemcy w Polsce skarżą się w Bundestagu na pomysł PiS

Nawet 158 mln zł, które do tej pory Ministerstwo Nauki i Edukacji przeznaczało na naukę języka niemieckiego dla mniejszości niemieckiej, może trafić do Polaków w Niemczech. - W kwestii relacji polsko-niemieckich nasz niepokój budzą nie tyle działania samego rządu, co działania poselskie - mówi Interii Bernard Gaida, szef Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce, który o pomyśle PiS rozmawiał z niemieckimi posłami w Bundestagu.

W ubiegłym tygodniu Gaida udał się do niemieckiego parlamentu, żeby rozmawiać o sprawach dotyczących mniejszości niemieckiej: - Jestem również przewodniczącym Grupy Roboczej Mniejszości Niemieckich (AGDM) z ponad 20 krajów Europy i byłego ZSRR. Moja wizyta była związana z naszym niepokojem, bo mamy pierwszą od lat umowę koalicyjną, która nie wymienia mniejszości niemieckich w programie swojego działania - tłumaczy Interii Gaida.

Chociaż, jak usłyszeliśmy, powód wizyty nie był "bezpośrednio związany" z relacjami Polski i Niemiec, na spotkaniach z niemieckimi parlamentarzystami Gaida poruszał ten problem. Zdjęcie ze spotkania z szefem Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych na swoim Facebooku opublikował Christoph de Vries. To przewodniczący Grupy Wypędzonych, Repatriantów i Mniejszości Niemieckiej w grupie parlamentarnej CDU/CSU.

Reklama

"Prawa i osiągnięcia mniejszości niemieckiej w Polsce znajdują się pod coraz większą presją, wywieraną w szczególności przez przedstawicieli prawicowo-konserwatywnej, eurosceptycznej partii rządowej Solidarna Polska" - pisze w swoich mediach społecznościowych de Vries.

A dalej: "Na przykład wsparcie finansowe na lekcje języka niemieckiego dla uczniów mniejszości niemieckiej w szkołach ma być kompleksowo i systematycznie ograniczane, a zwolnienie z 5-procentowego progu wyborczego jest również kwestionowane". W swoim wpisie poseł CDU alarmuje o wyjątkowym "ataku na prawa mniejszości narodowej". Zapewnia też o pełnym wsparciu dla Gaidy.

Mniejszość niemiecka mówi "nie" symetrii

Bernard Gaida przekonuje Interię, że poza spotkaniem z Christophem de Vriesem, rozmawiał również z Dietmarem Nietanem z SPD czy Knutem Abrahamem z CDU, który jeszcze do niedawna był zastępcą niemieckiego ambasadora w Warszawie.

- Niepokój budzą nie tyle działania samego rządu, co działania poselskie. Mówiliśmy o kilku kolejnych inicjatywach posła Janusza Kowalskiego, który w ciągu ostatnich tygodni wystąpił m.in. z propozycją likwidacji, a potem agresywnego obniżania środków na naukę języka niemieckiego jako języka mniejszości, otrzymywanych przez samorządy - tłumaczy Gaida.

Jak mówi nam przedstawiciel mniejszości niemieckiej w Polsce, rozwiązania proponowane przez Przemysława Czarnka i Janusza Kowalskiego "są skierowane przeciwko wszystkim mniejszościom w Polsce", bo obowiązujący stan prawny tak samo dotyczy Niemców jak Litwinów, Ukraińców czy Kaszubów.

- Fakty są takie, że milion Polaków, którzy mieszkają w Niemczech, nie dostaje od rządu federalnego nawet złotówki na naukę języka ojczystego. My przeznaczamy 236 mln zł na naukę mniejszości niemieckiej - kilka dni temu powiedział nam szef Ministerstwa Edukacji i Nauki, który podkreślał, że u naszego zachodniego sąsiada, Polacy nie są nawet formalnie uznawani za mniejszość.

- Przyjęliśmy zasadę, że przedstawiciele mniejszości niemieckiej nie wypowiadają się na temat stosunków panujących w Niemczech i odwrotnie. Uznajemy, że "zasada symetrii" jest szkodliwą zasadą, jeśli przyjąć ją do polityki mniejszościowej - tłumaczy Gaida. - Oznaczałoby to, że skoro w Polsce nie ma ani jednej szkoły z niemieckim językiem nauczania, to stosując tę zasadę, rząd litewski mógłby na przykład zlikwidować szkoły z językiem polskim na Litwie - uważa.

Decyzje przed nami

Polacy mieszkający w Niemczech nie ukrywają, że podobają im się działania zmierzające do egzekwowania praw mniejszości w RFN. Podczas rozmów o pomyśle Przemysława Czarnka usłyszeliśmy o "poważnej inicjatywie parlamentarnej w celu ustanowienia symetrii w finansowaniu mniejszości niemieckiej w Polsce i mniejszości polskiej w Niemczech".

- Niemcy pretendujące do bycia państwem prawa i ciągle oskarżające Polskę o łamanie porządku prawnego, nie dochowują zasady symetrii - argumentuje Edward Kieyne ze Związku Polaków w Niemczech. - W poufnej nocie do polskiego ambasadora w Berlinie z 19 lipca 2017 r., niemiecki MSZ potwierdził wynikające z traktatu zobowiązanie, ale nie podjął żadnych działań - podkreśla. Podstawą prawną jest Traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 1991 r.

Jak dotąd formalnie nikt nie zdecydował o odebraniu środków mniejszości niemieckiej i przeznaczeniu ich na Polonię w RFN. Polski Sejm zajmie się budżetem na przyszły rok podczas posiedzenia, które rozpoczyna się jutro. - Czekamy na poprawkę ministra Przemysława Czarnka. Dla mnie to jest warunek sine qua non poparcia budżetu - przekazał Interii Janusz Kowalski, który zaproponował przekazanie środków na naukę języka niemieckiego dla mniejszości niemieckiej na rzecz Polaków mieszkających w Niemczech.

Bernard Gaida deklaruje, że nie chce się mieszać w politykę. I chyba nie do końca wierzy w odebranie środków na naukę języka niemieckiego: - Mniejszość niemiecka to społeczność obywateli polskich, która swoje oczekiwania kieruje do rządu polskiego - tłumaczy. - Dlatego sprzeciwiamy się próbom pogorszenia naszej sytuacji: zarówno jeśli chodzi o naukę języka, jak i sytuację wyborczą. Nie chcemy być zakładnikiem polityki międzynarodowej - dodaje szef AGDM.

- Rozumiem zaniepokojenie Bernarda Gaidy, jednak Polska wychodzi naprzeciw problemom, które dotyczą Polaków - powiedział Interii Kieyne. - My nie chcemy niczego więcej ponad to, co przyznano nam w traktatach sprzed 30 lat - podkreślił.

Jakub Szczepański  

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy