Reklama

Reklama

"Nie trzeba jej było za wiele obiecywać". Kulisy transferu Moniki Pawłowskiej

Od sierpniowej dymisji Jarosława Gowina i usunięciu Porozumienia z koalicji aż trzy frakcje ze Zjednoczonej Prawicy walczyły o Monikę Pawłowską. Zwycięzcą tego starcia okazał się Mateusz Morawiecki. - Nie trzeba było jej za wiele obiecywać, była przekonana. Chciała gwarancji startu w wyborach i ogólnego wpływu na sytuację - mówi nam bliski współpracownik premiera.

Przejście Moniki Pawłowskiej do klubu parlamentarnego PiS było wielką sensacją. Jak pisaliśmy wówczas w Interii, Jarosław Gowin nie musiał specjalnie zabiegać o zainteresowanie posłanki Lewicy. Z posłanką poznali się pod koniec grudnia 2020 r. Potem parlamentarzystka zwróciła się do lidera Porozumienia, co zaowocowało serią rozmów i głośnym transferem. Jednak biorąc pod uwagę polityczną sytuację, to było lata świetlne temu.

Odkąd Gowin odszedł ze Zjednoczonej Prawicy, partyjni koledzy Pawłowskiej zaczęli nabierać podejrzeń. - Jakiś czas temu usłyszeliśmy, że handluje swoim głosem. Było to widać podczas głosowań w Sejmie - przekazał Interii Michał Wypij, wiceprezes Porozumienia. - Dlatego podjęliśmy decyzję, że nie możemy tego dłużej tolerować. Do pani poseł doszło, że będzie wniosek, żeby ją usunąć. W konsekwencji uciekła do PiS - dodał.

Reklama

O odejściu z Porozumienia posłanki, która zaczynała swoją karierę jako asystentka Stanisławy Prządki z SLD, a później dostała się do Sejmu jako posłanka Wiosny Roberta Biedronia, pierwszy napisał portal gazeta.pl w połowie września. Początkowo zarówno działacze Porozumienia jak i główna zainteresowana zaprzeczali takim doniesieniom. Interia słyszała o planach parlamentarzystki już w sierpniu, jednak zapytana przez nas o to, stanowczo zaprzeczyła. 

- A kto panu takich głupot naopowiadał? Nigdzie się nie wybieram, zostaję w Porozumieniu i przy Jarosławie Gowinie - jeszcze pod koniec wakacji przekonywała nas Monika Pawłowska, kiedy chcieliśmy się dowiedzieć, czy po raz kolejny zmieni partyjne barwy. Ostatecznie informację o swoim transferze przekazała w ubiegłym tygodniu.  

Walka o Pawłowską

W rozmowach z mediami świeżo upieczona posłanka PiS nie chce mówić o kulisach swoich transferów. Z informacji, które uzyskała Interia wynika jednak, że walczyli o nią Marcin Ociepa - szef stowarzyszenia "OdNowa Rzeczypospolitej Polskiej", Jacek Żalek z Partii Republikańskiej, a w końcu do akcji wszedł sam premier Mateusz Morawiecki.

Początkowo najskuteczniejsi okazali się "bielanowcy". - Odmówiła Ociepie, a z nami była po słowie. Myśmy przeprowadzili ją do obozu, a koledzy z największej partii w Zjednoczonej Prawicy postanowili ją podkupić. Potem wystarczyło jedno spotkanie z premierem i prezesem PiS - tłumaczy nam jeden z polityków rozeznanych w sprawie.

Według Wirtualnej Polski Pawłowska otrzymała gwarancję wpływu na instytucje koordynujące Społeczne Inicjatywy Mieszkaniowe. Jej ludzie mogą też trafić do spółek podległych rządowi.

- Wszystko udało się dogadać podczas jednego spotkania. To było w planie od początku. Nie trzeba było jej za wiele obiecywać, była przekonana. Chciała gwarancji startu w wyborach i ogólnego wpływ na sytuację - cieszy się jeden z bliskich współpracowników Mateusza Morawieckiego.

Koledzy posłanki wskazują, że Monika Pawłowska od początku planowała przejść do klubu parlamentarnego PiS. Jak mówią, zamierzała dołączyć dzięki współpracy z Porozumieniem. Plan się posypał, kiedy Jarosław Gowin odszedł z koalicji.

Jedno jest pewne: w klubie PiS byłą posłankę Lewicy powitano z otwartymi ramionami. - Bardzo się cieszymy, że pani poseł do nas dołączyła. W parlamentaryzmie takie sytuacje nie są niczym nadzwyczajnym ani nowym. Jesteśmy otwarci na współpracę - powiedziała Interii Anita Czerwińska, rzecznik PiS.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama