Reklama

Reklama

Nie kupisz wódki w sieci. PiS rozkłada ręce

W Polsce nie kupisz legalnie w sieci ani piwa, ani wódki, ani żadnego innego trunku. I wcale nie zanosi się, żeby cokolwiek w tej sprawie miało się zmienić, choć obowiązujące prawo pochodzi z… 1982 r.! – Sprzedaż alkoholu za pośrednictwem internetu rodziłaby szereg wątpliwości - twierdzi Marek Niedużak, wiceminister rozwoju.

O obrót alkoholem w sieci walczą posłowie Konfederacji. Zakaz sprzedaży przez internet nazywają "PRL-owskim". Trudno powiedzieć, że mijają się z prawdą, bo obowiązująca w Polsce ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi pochodzi z 26 października 1982 r. Jak brzmi uzasadnienie interpelacji, która ma się przyczynić do zniesienia zakazu sprzedaży alkoholi przez internet?

"Zakaz nie utrudnia dostępu do alkoholu osobom chorym, lecz przede wszystkim hobbystom - pasjonatom, którzy chcieliby na Śląsku skosztować unikalnego dorobku gdańskich destylarni Goldwassera, w Bieszczadach delektować się słynnymi miodami pitnymi z Warmii bądź spróbować limitowanej edycji piwa, którego powstało jedynie tysiąc butelek" - twierdzi grupa posłów Konfederacji, do której należą m.in. Konrad Berkowicz i Janusz Korwin-Mikke. Na ile oni sami są miłośnikami trunków, o jakich piszą?

Reklama

- Nie jestem smakoszem browarów, do interpelacji dołączyłem dla zasady. Dorośli ludzie powinni móc kupować i sprzedawać różne alkohole. Jeśli już piję, to lubię whisky - zdradził Interii Berkowicz. Podobnego zdania jest Korwin-Mikke, który walkę o obrót alkoholem w sieci porównuje do walki o Coca-Colę w czasach PRL. Poseł zarzeka się przy tym, że nie lubi tego napoju. Jeśli chodzi o napoje wyskokowe jest dość konkretny: - Żadnych wódek, nalewek ani koniaków. Pijam tylko likiery, białe wino też - stwierdza kategorycznie. Dopytujemy, o jakie alkohole chodzi. - Wszystko jedno, byle było dobre - odpowiada.

Zmian nie będzie

Odpowiedź kierownictwa Ministerstwa Rozwoju jest jednak jednoznaczna: resort faktycznie nie chce ograniczać przedsiębiorców, ale nie ma narzędzi, by rynek alkoholowy wkroczył do sieci. A o zmianie przepisów nie ma mowy.

"Dostarczanie towaru bezpośrednio do odbiorcy stanowić bez wątpienia będzie czynnik, który spowoduje wzrost dostępności fizycznej napojów alkoholowych" - pisze Marek Niedużak, wiceminister rozwoju. A dalej: "Sprzedaż alkoholu za pośrednictwem internetu rodziłaby szereg wątpliwości dotyczących weryfikacji wieku czy trzeźwości nabywcy w przypadku np. odbioru przesyłki z paczkomatu". Ile jest w tym prawdy? O opinię poprosiliśmy Marka Jakubiaka, byłego posła, biznesmena i właściciela kilku browarów.

- W projekcie ustawy należałoby wprowadzić wymóg sprawdzenia wieku podczas zakupów przez Internet. Wystarczyłoby wpisać numer dowodu osobistego, który weryfikowałby na przykład kurier. W ten sam sposób państwo polskie musi dorosnąć chociażby do e-votingu - uważa Jakubiak. Były poseł Kukiz’15 podkreśla, że sprzedaż piwa przez Internet to standard chociażby na Zachodzie.

Po stronie ministerstwa pozostaje argument dotyczący spożycia alkoholu. Bo Polacy mają z tym problem i nie jest to żadna fikcja. Dowodów nie trzeba daleko szukać: w 2018 r. wypiliśmy ponad 143 mln litrów mocnego alkoholu. To o 6,7 proc. więcej niż przed rokiem. O trendach świadczą też dane dotyczące sprzedaży napojów wyskokowych. 

Tylko w 2019 r., według badań firmy Nielsen, wydaliśmy na napoje wyskokowe rekordowe 36,6 miliarda złotych. Jak pisała "Gazety Wyborcza", kwota i tak została zaniżona, bo dane nie uwzględniają sektora gastronomicznego oraz imprez masowych.  

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy