Reklama

Reklama

Michał Wypij: Wiedzieliśmy o poufnych spotkaniach Moniki Pawłowskiej i PiS

- Nie chciałbym licytować się na złośliwości, ale poparcie dla Jarosława Gowina było dwa razy większe niż dla Ryszarda Terleckiego - mówi nam wiceprezes Porozumienia Michał Wypij, kiedy pytamy go o uszczypliwości polityków PiS w stronę "gowinowców". W rozmowie z Interią opowiada o wiarygodności swojej partii, "związku zawodowym sekretarzy stanu", głośnym rozstaniu z Moniką Pawłowską czy szansach ugrupowania na sejmową reelekcję.

Jakub Szczepański, Interia: Zjednoczona Prawica dobrze służyła Polsce przez sześć lat czy mamy serię szkodliwych pomysłów? Trochę się gubię.

Michał Wypij, Porozumienie: - Dla Polski to był najlepszy projekt polityczny w ciągu ostatnich trzydziestu lat, jednak po prostu został zakończony przez PiS. Mamy poczucie, że mogliśmy zrobić dużo więcej, lepiej i mądrzej. Popełnione błędy rzutują na sytuację w Polsce. Oddanie PiS-owi wolnej ręki w kwestii polityki zagranicznej czy sądownictwa skutkuje izolacją kraju na arenie międzynarodowej. Na pewno Zjednoczona Prawica, którą znaliśmy, się skończyła. 

Reklama

Zapytałem, bo jeszcze 5 sierpnia Jarosław Gowin zachwalał koalicję. Po upływie dziewięciu dni i dymisji mogliśmy już słuchać o "serii szkodliwych pomysłów". Jak wygląda wiarygodność Porozumienia?

- Trzymamy się zasad i zobowiązań programowych z kampanii wyborczej w 2019 r. Mówię przede wszystkim o kwestiach podatkowych. Zresztą, PiS łamie obietnice programowe w każdej kampanii od 2014 r., kiedy mówiliśmy o prostym systemie podatkowym i odchudzaniu niepotrzebnej biurokracji. Do tego mamy skręt w lewo i dążenie do systemu zarządzania krajem na wzór PRL-u. 

Skoro PiS łamie zobowiązania wyborcze od 2014 r., w jakim celu tworzyliście tę koalicję? Przecież bierzecie odpowiedzialność za rządy Zjednoczonej Prawicy.

- Co innego ustalaliśmy, co innego zostało zrealizowane. Nie byliśmy bierni tylko reagowaliśmy. Kiedy PiS odeszło od naszych najważniejszych idei, nasze środowisko nie miało dla siebie czego szukać w tej koalicji. Partia Jarosława Kaczyńskiego stała się partią władzy. Widzę tu syndrom drugiej kadencji PO. Jak to mówią "partia tłustych kotów" - taką trochę Platformę bis. 

Jakoś udało wam się pomęczyć z PiS przez te wszystkie lata. Byliście bardzo dzielni, ale końcu przyszły wybory prezydenckie i nadszedł pierwszy rozłam...

- W PiS jest bardzo wielu znakomitych polityków i wartościowych ludzi. Jednak ich decyzje z maja zeszłego roku o tym, że interes układu ich partii jest ważniejszy od państwa - bo byli gotowi zaryzykować legalność wyborów i mandatu Andrzeja Dudy - powodowały, że nie mogliśmy się zgadzać. Od tamtej pory pęknięcie było coraz mocniejsze. 

Tylko staram się zrozumieć, kiedy rozgryźliście układ, o którym mowa. W kontekście PiS Jarosław Gowin mówił nawet ostatnio o mafii kolumbijskiej, pan też nie przebiera w słowach.

- Nie jest tajemnicą, że nasze działania na początku pierwszej kadencji uniemożliwiły PiS-owi podwyżkę podatków. Trochę czuliśmy się jak anioł stróż. Taki głos rozsądku. Miałem nadzieję, że koledzy zrobią krok w tył. A oni nabrali tempa i coraz szybciej idą na zderzenie ze ścianą. Drożyzna i niechęć zagranicznych partnerów nie wróżą niczego dobrego dla Polski. 

Jako Porozumienie odczuwaliście satysfakcję, kiedy w Polskim Ładzie przegłosowanym przez Sejm znalazły się wasze postulaty? 

- Kwota wolna od podatku czy waloryzacja drugiego progu podatkowego to bardzo dobre postulaty. Nasze. Żeby je wprowadzać nie trzeba Polakom podwyższać podatków czy powodować wzrost cen. Widać, że PiS zasłania się dobrymi rozwiązaniami, a milczy w sprawie tych niekorzystnych. Słowem: w Sejmie przyznali nam rację, jednak nie chcieli zlikwidować najbardziej szkodliwych pomysłów. 

Może powinniście się dogadać jak wiceszef MON Marcin Ociepa, a nie krytykować Jarosława Kaczyńskiego w mediach jak Jarosław Gowin?

- Gdybyśmy zachowali się jak Ociepa, nie byłoby żadnego ukłonu w stronę przedsiębiorców. Nasi koledzy wybrali ciepłe posadki. Kiedy przestaną być użyteczni dla PiS, stracą stołki, a odium pozostanie. Żałuję tylko, że zdradzili ideę, klasę średnią i naszą strukturę. Niestety, część z nas opowiedziała się po stronie posad, a nie wartości. 

Odszedł od was m.in. prezydent Chełma Jakub Banaszek. Głośno było też o rozstaniu z Moniką Pawłowską.  

- Wyborcy będą musieli to ocenić według własnych kryteriów. Jakiś czas temu usłyszeliśmy, że Pawłowska handluje swoim głosem. Było to widać podczas głosowań w Sejmie. Nie chciała poprzeć m.in. odwołania najsłabszego ministra rolnictwa w najnowszej historii, czyli Grzegorza Pudy. Dlatego podjęliśmy decyzję, że nie możemy tego dłużej tolerować. Do pani poseł doszło, że będzie wniosek, żeby ją usunąć. W konsekwencji uciekła do PiS. 

Czyli wykonaliście ruch wyprzedzający?

- Monika Pawłowska zapewniała, że z nami zostanie i będziemy razem głosować. Pozostawało to jednak w sprzeczności z jej zachowaniem. Mieliśmy także informacje, że kontynuuje poufne spotkania z politykami PiS, żeby ugrać coś za swój głos. Dlatego decyzja o rozstaniu była kwestią dni.

A co z Jakubem Banaszkiem, "złotym chłopcem" Zjednoczonej Prawicy?

- Raczej "pozłacanym" chłopcem. Na pewnym etapie potrzebował Porozumienia i wsparcia premiera Gowina, żeby osiągnąć polityczny cel. Uznał, że teraz musi bliżej związać się ze środowiskiem premiera Mateusza Morawieckiego. Dla niego członkostwo w Porozumieniu było tylko etapem w karierze. Teraz chce przejść do kolejnego przy wsparciu PiS. Chce być kandydatem na prezydenta Warszawy, ale o detale trzeba pytać Jakuba Banaszka.  

Mieliście siedemnastu posłów, teraz zostało pięć szabel. Macie narzędzia do walki?

- Jarosław Kaczyński miał kiedyś czterech posłów, a teraz jest na szczycie. Od rozmowy o tych, którzy odeszli dla stołków, wolę rozmowę o ludziach wiernych programowi i idei. Bo oni mają swoją rolę do odegrania. Widać wyraźnie, że poza coraz gorszą władzą, mamy wyjątkowo słabą opozycję. Porozumienie chce być silne i wychodzić z propozycjami dla Polaków.

Tylko jak przekuć słowo w czyn, skoro sondaże nie dają Porozumieniu żadnego poparcia?

- Sondaże są różne. Czasem dają nam wynik na poziomie 2 proc. Nie zmienia to faktu, że przez szereg lat byliśmy badani razem z PiS. Teraz jest czas na to, żeby zbudować rozpoznawalność, wiarygodność. Polska po pandemii będzie inna, potrzeba jej nowych wizji politycznych. Wierzę też, że Porozumienie będzie większe w Sejmie.

Jak dotąd, najlepsze badanie dla Porozumienia przeprowadziła pracownia Social Changes. To 18 proc., ale w koalicji z Szymonem Hołownią i PSL. Czy taka koalicja jest realna?

- Nie znamy jeszcze terminu wyborów, więc mówienie dzisiaj o koalicjach wyborczych jest co najmniej niepoważne. To nie jest moment na budowanie list wyborczych. Do sondaży podchodzę zaś z dużą pokorą. Wielokrotnie słyszałem, że Porozumienie jest niewiele warte ze względu na badania. Jednocześnie dwóch naszych kandydatów w Olsztynie miało więcej głosów niż 18 kandydatów PiS. 

W Olsztynie mówimy o panu i Wojciechu Maksymowiczu, który przeszedł do Polski 2050. Na pewno pan wie, że złośliwcy z PiS wyśmiewają wyniki wyborcze Jarosława Gowina. Niektórzy radni miejscy mają więcej niż niecałe 16 tys. głosów.  

- Nie chciałbym licytować się na złośliwości, ale poparcie dla Gowina było dwa razy większe niż dla Ryszarda Terleckiego. Co więcej, doskonale pamiętam kampanię wyborczą szefa. Poświęcił się i własnym kosztem wspierał nas w terenie. Zapłacił za to swoją cenę, ale wciąż był lepszy niż szef klubu parlamentarnego PiS. Na pewno potrzeba pokory i ciężkiej pracy.

Powiedział pan o zasilaniu Porozumienia w Sejmie. Chyba nie miał pan na myśli tej kadencji?

- Niewykluczone, że nasza reprezentacja w parlamencie powiększy się w najbliższym czasie. W Sejmie funkcjonuje wiele osób z opozycji, które mogłyby znaleźć miejsce w naszym środowisku. Na pewno polska polityka potrzebuje nowych twarzy, innego języka. 

Jaki jest dalszy plan działania Porozumienia?

- Przede wszystkim nie może być wrogów w ramach bloku centroprawicy. Mówię o ruchach myślących odpowiedzialnie o polskiej gospodarce, miejscu Polski w Europie. Nasze środowisko będzie ewoluować mając doświadczenie w administracji państwowej. To duży atut w tworzeniu poważnej oferty dla Polaków. Jestem optymistą.

Czy wasza partia ma jak działać? O ile pamiętam, struktury Porozumienia liczyły ok. 3 tys. osób. Część wziął Marcin Ociepa, trochę Adam Bielan. 

- Mieliśmy próbę wrogiego przejęcia, ale liderzy dysponujący silną strukturą terenową ją utrzymali. To nie tylko posłowie, ale też radni. Nie ma gremialnych odejść. Często ludzie pokazujący się wokół Adama Bielana nie mieli za dużo do powiedzenia w terenie. Posłowie, którzy odeszli, często wchodzili do Sejmu z ostatnim wynikiem z listy i mają kiepskie perspektywy na reelekcję. Ci ludzie chadzali do Jarosława Gowina błagając o wysokie miejsce na liście, żeby się dostać do Sejmu.

Kto?

- Powiedzmy, że chodzi o związek zawodowy sekretarzy stanu. 

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne