Reklama

Reklama

Michał Kołodziejczak o ostatnim transferze do klubu PiS: Kaczyński złapał następną ofiarę

Zanim Lech Kołakowski wrócił do klubu parlamentarnego PiS wydawało się, że rozpoczął bliską współpracę z liderem AGROunii, Michałem Kołodziejczakiem. Ten, w rozmowie z Interią, komentuje ostatnią decyzję polityczną swojego kolegi: - Wiedziałem, że dojdzie do rozmów. Od samego początku nakłaniałem go, żeby tego nie robił. Na pewno Kołakowski zadeklarował premierowi i Jarosławowi Kaczyńskiemu, że AGROunia będzie ich partnerem w rozmowach na temat rolnictwa. Dla mnie jednak słowa oszustów nie mają większego znaczenia.

Jakub Szczepański, Interia: Ostatnio wydawało się, że Lechowi Kołakowskiemu jest bliżej do AGROunii niż do PiS. Jest pan zaskoczony?

Michał Kołodziejczak, lider AGROunii: - Ten powrót do partii pokazuje, jak wielkim rakiem jest Prawo i Sprawiedliwość oraz ludzie, którzy są zainfekowani tą chorobą. Kiedy już ktoś zostaje członkiem tego ugrupowania, nie nadaje się do innych projektów, a nawet jeśli odejdzie, to tam wraca. Lech Kołakowski pokazał, że jest aparatczykiem PiS, a nie obrońcą rolników.

Bo?

- Jeżeli dzisiaj w cokolwiek uwierzył Jarosławowi Kaczyńskiemu, padły jakiekolwiek obietnice, jest po prostu naiwny. A dla mnie naiwność to głupota. 

Reklama

Powoli. Przecież jeszcze niedawno blisko współpracowaliście z Kołakowskim. O ile pamiętam, to było tuż po awanturze dotyczącej "piątki dla zwierząt". Pan już zapomniał?

- Jak mówił mi sam Kołakowski, uzyskanie autonomii i życie po "partii matce" - to jego określenie - jest bardzo trudne. Owszem, dużo rozmawialiśmy, mieliśmy współpracować dla rolników. Co było dalej, pokazuje czwartek i konferencja prasowa Lecha Kołakowskiego z Adamem Bielanem oraz Jarosławem Kaczyńskim. Przecież było widać gołym okiem, że niczego, co dotyczy polskich rolników, nie dostał na piśmie. A dla mnie liczą się przede wszystkim czyny - nie puste słowa.

W Sejmie słyszałem, że Lech Kołakowski miał zostać pierwszym posłem AGROunii. To nieprawda?

- Tak, plotki były. Nie mówiłem o tym nigdy publicznie, bo jeżeli wprowadzimy posłów to własnych. Nie chcemy stawiać na tych, którzy swoją siłę i energię przekazali innym partiom. Musimy pamiętać, że Lech Kołakowski to poseł ze słynnego Zakonu Porozumienia Centrum.   

Lech Kołakowski zna się z Jarosławem Kaczyńskim od 30 lat, to żadna tajemnica.

- Jeżeli PiS ośmieszyło kogoś takiego, kto zna się z prezesem od samego początku, trudno oczekiwać od nich poważnego zachowania. Rozmawiałem z Lechem Kołakowskim i wiem, że spotkał się w czwartek z naczelnikiem (Kaczyńskim - red.) i premierem Morawieckim. Dlatego chętnie zadałbym mu publicznie kilka pytań.

Jakich?

- Co dalej z poszkodowanymi w Spółdzielni Bielmlek? Co z odszkodowaniami za ptasią grypę? Co, jeśli chodzi o brak możliwości ubezpieczenia plonów rolniczych? Jeśli Kołakowski nie zna odpowiedzi na te pytania, wraca do PiS jako poobijany partyzant, który nie potrafi znaleźć dla siebie miejsca.

A może prezes PiS coś mu obiecał, a poseł cierpliwie czeka?

- Jeżeli uwierzył w obietnice, poszedł tam nawet nie za czapkę czy kapelusz gruszek. Poszedł za czapkę czy kapelusz, którą ktoś mu dał lata temu. Dzisiaj został więc z niczym. 

Nie zmienia to faktu, że skoro Lech Kołakowski miał być pańskim posłem, to chyba były jednak poważne plany?

- Rozmawialiśmy, ale to my stawialiśmy warunki. Jeżeli widzę niezdecydowanie, to pozostaję w partnerskim kontakcie. Ambitniejszych planów nie realizujemy. 

Chce pan powiedzieć, że Kołakowski lawirował między wami a PiS?

- Mogę powiedzieć o tym, co widzę. Skoro Lech Kołakowski wraca do PiS przez tylne drzwi Partii Republikańskiej, to faktycznie szukał sobie miejsca, które znał od 30 lat. Od samego początku obawiałem się, że taki dzień nastąpi. 

Jeszcze tydzień temu spotykaliście się i publikowaliście wspólne zdjęcia na Facebooku.

- To prawda. Kiedy usłyszałem, że ma rozmawiać z PiS wyraziłem swoje zdanie: to zły pomysł, a sama dyskusja będzie źle odebrana przeze mnie, rolników i całe środowisko. Zwłaszcza w świetle jego deklaracji. Skoro mówił, że chce wrócić do PiS, żeby bronić rolników, to zwyczajnie się wygłupił. 

Nie jest pan zbyt przychylnie nastawiony, ale przecież Lech Kołakowski jakoś pana do siebie wcześniej przekonał?

- Dyskutowaliśmy o "piątce dla zwierząt" i na wiele innych tematów. Wydawało się, że rozumie, na czym polegają życiowe problemy polskiego rolnictwa. Nie zrozumiał jednak tego, że jego "partia matka" nie rozwiąże tych problemów, bo przy Nowogrodzkiej w Warszawie brak jest dobrej woli. 

Sugeruje pan, że Jarosław Kaczyński nie interesuje się wsią?

- Prezes PiS znów chce skorzystać z naiwności ludzi. Tym razem nie z przedwyborczej naiwności rolników, a Lecha Kołakowskiego. Problemy ludzi wsi już jutro będą nieistotne dla Jarosława Kaczyńskiego. Złapał następną ofiarę w swoje sidła, bliżej mu do większości w Sejmie, która niedawno stracił. Jeśli Kołakowski znowu odejdzie z PiS, będzie skończony.

Skoro wiedział pan o planowanych rozmowach Lecha Kołakowskiego z prezesem PiS, to chyba uzyskał pan jakąś obietnicę od swojego kolegi?

- Lech Kołakowski ciągle powtarzał, że wraca po to, żeby załatwić sprawy rolników. O ile mogę wierzyć w jego dobrą wolę, nie wierzę w dobre intencje PiS. Przestrzegałem go przed tym. Powrót do grupy, która jest zła to głupota. 

To Kołakowski powiedział panu o swoim powrocie do PiS?

- Wiedziałem, że dojdzie do rozmów. Od samego początku nakłaniałem go, żeby tego nie robił. Na pewno Kołakowski zadeklarował premierowi i Jarosławowi Kaczyńskiemu, że AGROunia będzie ich partnerem w rozmowach na temat rolnictwa. Dla mnie jednak słowa oszustów nie mają większego znaczenia. Zresztą, nie wierzę, że ktokolwiek z PiS będzie rozmawiał z Lechem Kołakowskim na tematy, które porusza i będzie poruszać AGROunia.

O ministrze Grzegorzu Pudzie też rozmawialiście?

- Tak, ale dla mnie czyny znaczą więcej niż słowa. Skoro Kołakowski wraca do PiS, którego ministrem rolnictwa jest Puda, to znaczy, że on go popiera. Popiera też wszystkie łajdactwa Zjednoczonej Prawicy względem wsi. Gdyby było inaczej, przed swoim powrotem postawiłby warunek dotyczący odwołania Pudy.

A może tu chodzi o jakąś poważną umowę? Może podczas jesiennej rekonstrukcji Grzegorz Puda zniknie i pan też będzie zadowolony?

- Nie będę zadowolony dopóki PiS będzie odpowiadał za rolnictwo. 

Zatem nie będzie współpracy AGROunii z PiS i Kołakowskim?

- Z Lechem Kołakowskim ciągle jesteśmy w kontakcie - ja cały czas jestem otwarty na rozmowy. Nie ma jednak mowy o rozmowie z PiS bez załatwienia naszych postulatów. Jeżeli ktoś w partii Kaczyńskiego uważa, że powrót Kołakowskiego to wstęp do dobrych relacji z AGROunią, to grubo się myli. 

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje