Reklama

Reklama

Kulisy odwołania Jacka Kurskiego. "Nawet premier nie wiedział"

Jacek Kurski został odwołany z funkcji szefa Telewizji Publicznej. Władze partii z Nowogrodzkiej i sam Kurski mówią o "planowanych działaniach". Jak słyszymy w kuluarach, cała akcja była jednak na tyle tajna, że premier nie wiedział o sprawie. - Nie opowiada się z zaangażowaniem przez godzinę, nie robi się prezentacji, nie pokazuje slajdów, nie mówi o kwotach, wiedząc, że za trzy minuty będzie pan odwołany. Chyba że mamy do czynienia z wysokiej klasy aktorstwem - mówi Interii Marek Rutka, członek Rady Mediów Narodowych.

Kiedy premier Mateusz Morawiecki jeździł po Polsce i z uśmiechem na twarzy grywał w ping-ponga, na posiedzeniu Rady Mediów Narodowych zapadła jedna z kluczowych politycznych decyzji partii rządzącej. Szef RMN Krzysztof Czabański złożył bowiem wniosek o odwołanie z funkcji prezesa TVP Jacka Kurskiego. Za byli posłowie PiS Joanna Lichocka i Piotr Babinetz. Z okazji skorzystali też posłowie opozycji Robert Kwiatkowski i Marek Rutka. Coś, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe, stało się faktem - stosunkiem głosów 5:0 Jacek Kurski został odwołany z funkcji szefa TVP.

Reklama

Niecodzienne były natomiast okoliczności tej dymisji. Jak opowiada Interii poseł Marek Rutka z Nowej Lewicy, Kurski przez godzinę raportował Radzie Mediów Narodowych o sukcesach, planach, pieniądzach związanych z funkcjonowaniem TVP. - Powiedział, że musi na chwilę wyjść, bo jedzie na uroczystości związane z upamiętnieniem Jana Olszewskiego. Miał połączyć się zdalnie po kilkunastu minutach - opowiada Rutka. - To nie było odwołanie, raczej egzekucja. Wszystko odbyło się na marginesie informacji zarządu TVP na temat inwestycji budowlanych: hala zdjęciowa, budynek kanałów informacyjnych. Kiedy to wszystko się skończyło, rada została w swoim gronie - dorzuca Robert Kwiatkowski, członek RMN z PPS.

Właśnie w tym momencie przewodniczący Krzysztof Czabański złożył wniosek o odwołanie Jacka Kurskiego. - Powiedział wtedy, że widzi potrzebę zmian w zarządzie i postawił wniosek o odwołanie Jacka Kurskiego. Bach i po sprawie! - wspomina Kwiatkowski. Jak mówią nasi rozmówcy, nikt się nie wyłamał. - Prawdopodobnie kiedy Kurski wchodził do samochodu, nie wiedział, że już nie jest prezesem - mówi nam Rutka. Ustępujący szef TVP nie wrócił już na posiedzenie. Odezwał się za to w mediach społecznościowych.

Kurski wiedział czy tylko gra?

"Potwierdzam, że w wyniku decyzji mojego środowiska politycznego, w porozumieniu ze mną przestałem być prezesem TVP. Wiem, że przede mną kolejne wyzwania" - napisał na Twitterze Kurski.

- Nic nie wskazywało na to, że wiedział, że zostanie odwołany. Nie opowiada się z zaangażowaniem przez godzinę, nie robi się prezentacji, nie pokazuje slajdów, nie mówi o kwotach, wiedząc, że za trzy minuty będzie pan odwołany. Chyba że mamy do czynienia z wysokiej klasy aktorstwem - mówi Interii Marek Rutka.

Jacek Kurski był kluczowym elementem machiny partii rządzącej od momentu przejęcia przez PiS władzy w 2015 roku. Choć już kilka razy zbierały się nad nim czarne chmury, wciąż cieszył się estymą na Nowogrodzkiej - nikt bowiem nie potrafił zagwarantować partii Jarosława Kaczyńskiego lepszego słowa w największej telewizji w Polsce. Kurski trwał, wykonywał swoją "misję", czym do szału doprowadzał przeciwników politycznych. Jak się okazuje, jego telewizyjny okres był jedynie przystankiem w politycznej drodze, który zakończył się 5 września 2022 roku.

"Nikt nie wiedział"

- Premier nie wiedział, ministrowie, marszałek, praktycznie nikt nie wiedział o tej dymisji poza Jarosławem Kaczyńskim. Dla wszystkich to zaskoczenie. Teraz widać, kto się cieszy, a kto nie. Wystarczy spojrzeć na miny prezenterów TVP Info czy wyluzowanego Mateusza Morawieckiego. Największy szok przeżywa Jacek, który kompletnie się tego nie spodziewał - mówi Interii jeden ze zorientowanych przeciwników Kurskiego w PiS.

Pozostaje jedno pytanie: dlaczego Kurski pożegnał się z TVP? Hipotezy są dwie. Pierwsza mówi o jego degradacji, bo w ostatnim czasie prezes miał za bardzo urosnąć, a nawet "przegrzać". Druga dotyczy ewentualnego awansu - niektórzy już dziś doszukują się jego nowej roli, jeszcze ważniejszej, rządowej.

- Kurski przegrzał w grze politycznej: grał na siebie i próbował destabilizować układ polityczny. Nie chciał wzmacniać rządu, pompował Błaszczaka czy Sasina bardziej niż premiera. Lansował się nie wiadomo, na kogo. Przegrzał - dodaje rozmówca Interii.

Takie stanowisko oznaczałoby degradację. Problem w tym, że niemal natychmiast po dymisji Kurskiego zagadkowy wpis na Twitterze zamieścił Radosław Fogiel, rzecznik prasowy PiS. Napisał, że partia jego misję ocenia dobrze, a niedługo postawi przed nim nowe zadania. - Trudno mi uwierzyć, żeby po tego rodzaju egzekucji Jacek Kurski mógł zostać kimś ważnym - ocenia Robert Kwiatkowski.

Dopytujemy na Nowogrodzkiej, czy dymisja Kurskiego to degradacja, czy awans. - To systemowe, zaplanowane działanie. Nie wydarzyło się dziś nic nadzwyczajnego, nic ad hoc. Niedługo nowe zadania przed Jackiem Kurskim - usłyszeliśmy w PiS. 

Czy o sprawie wiedział premier Mateusz Morawiecki? W oficjalnej wypowiedzi zapewnia, że nie. - Decyzję o odwołaniu prezesa TVP podjęła autonomicznie Rada Mediów Narodowych. Wszelkie pytania proszę kierować w tamtym kierunku - to jego jedyny komentarz w tej sprawie.

Komentatorzy prześcigają się, jakie nowe miejsce byłoby odpowiednie dla Kurskiego. W grę wchodzi wiele opcji, jak np. funkcja ministerialna, jedynka w wyborach do Europarlamentu, kierowanie jedną z nowych instytucji państwowych, albo lukratywna posada w spółce Skarbu Państwa. Pojawiają się też głosy, że Kurski mógłby zostać nawet... premierem.

"Kurski jeszcze wróci"

Poniedziałkowa zmiana w TVP spokojnie i bez zaskoczenia odbierana jest w środowisku związanym z samym Mateuszem Matyszkowiczem, czyli nowym prezesem Telewizji Publicznej. - Od wielu miesięcy czuć było, że idą zmiany. Odwołanie nie jest dużym zaskoczeniem - usłyszeliśmy. W podobnym tonie wypowiadają się nasi rozmówcy z Pałacu Prezydenckiego, którzy nie są zaskoczeni dymisją, ale jednocześnie są przekonani, że "Kurski jeszcze wróci".

Dymisja Kurskiego odbyła się też bez wiedzy polityków Solidarnej Polski, czyli koalicjantów Prawa i Sprawiedliwości. - Nie znam szczegółów, więc nie będę powtarzał plotek. Na pewno to element szerszego planu politycznego - powiedział nam jeden z polityków.

Na stanowisku szefa TVP Kurskiego zastąpi "Chuligan literacki", czyli wspomniany Mateusz Matyszkowicz (prowadził program o takiej nazwie w TVP Kultura - red.). Według naszych rozmówców linia programowa telewizji publicznej nie powinna się zmienić, bo nowy prezes, podobnie jak Jacek Kurski, utożsamiany jest z prawicowym nurtem.

Jakub Szczepański, Łukasz Szpyrka 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy