Reklama

Reklama

Koronawirus. Nawet 200 tys. zakażeń więcej po protestach. Znamy prognozy rządu

Rząd szacuje, że po protestach związanych z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji możemy spodziewać się wzrostu liczby zakażeń koronawirusem. Według szacunków może być to nawet 200 tys. kolejnych przypadków zachorowań na SARS-CoV-2. Czy należy spodziewać się zatem nowych obostrzeń? - Sprawdzamy między innymi mobilność telefonów komórkowych, mobilność na drogach. Na tej podstawie zaczynamy szacować, czy zapadalność na COVID-19 spadła tak, jak wyliczyliśmy, czy bardziej, czy mniej - mówi nam bliski współpracownik premiera.

Jak dowiaduje się Interia, jeszcze na początku października rząd dysponował analizami, z których wynikało, że system ochrony zdrowia może być całkowicie niewydolny do 12 listopada. - Tak naprawdę wszystko przestałoby działać już 30 października. Udało nam się to powstrzymać: trochę restrykcjami, a dużo bardziej rozbudową bazy łóżkowej - usłyszeliśmy od jednego z ważnych polityków PiS. Właśnie z tego powodu tworzone są kolejne szpitale tymczasowe.

Nawet 200 tys. chorych więcej

Reklama

W rozmowach z Interią najbliższe otoczenie premiera nie ukrywa, że nikt nie spodziewał się ogólnopolskich protestów związanych z prawem aborcyjnym. Jak usłyszeliśmy, nad modelami związanymi z epidemią cały czas pracują specjaliści z Centrum Analiz Strategicznych. Swoje wyliczenia opierają na publikacjach prestiżowego magazynu medycznego "The Lancet", czasopisma akademickiego "Nature" i pracach Uniwersytetu Warszawskiego.

O modelu Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania UW jako pierwszy napisał "Dziennik Gazeta Prawna". Zakłada on, że przy wyższej transmisyjności wirusa 26 listopada możemy się spodziewać nawet 31 tys. zakażeń dziennie. - To pokazuje, że protesty zwiększają liczbę chorych do końca roku. Przez najbliższe dwa miesiące ma przybyć 200 tys. pacjentów - przekazał informator Interii z KPRM.

Ile może wytrzymać polska służba zdrowia? - System ochrony zdrowia jest policzony na kilkanaście do 30 tys. chorych, którzy otrzymają pomoc medyczną zgodnie z zasadami sztuki medycznej. Wszyscy chcemy uniknąć pełnego lockdownu - przyznał prof. Andrzej Horban, główny doradca premiera ds. epidemii.

Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska w rozmowie z Polsat News nie ukrywał, że spodziewa się dalszego wzrostu zakażeń. Zagadką pozostaje jednak jego skala. Jeśli okaże się naprawdę źle, "aspekt gospodarczy będzie odsunięty, bo najważniejsze jest zdrowie i życie Polaków". 

Zamknięcie cmentarzy

Rząd wciąż zastanawia się nad nowymi obostrzeniami. W ubiegłym tygodniu podjęto decyzję o zamknięciu cmentarzy tuż przed Wszystkimi Świętymi, co wywołało wiele dyskusji. 

- Jeśli premier mówi w piątek o zamknięciu cmentarzy, a w sobotę pojawia się informacja o odkupowaniu towaru od handlarzy kwiatów to wszystko jest jedną wielką improwizacją - uważa jeden z naszych rozmówców z obozu PiS. 

Współpracownicy szefa rządu odpierają zarzuty. - Decyzję w sprawie cmentarzy podjęliśmy dużo wcześniej. Dawaliśmy sygnały, że może być różnie. Premier mówił o tym trzy razy podczas konferencji, informacja miała zostać podana pod koniec tygodnia. Nikt nie zrozumiał, że szef rządu "puszcza oko" w tej sprawie - zapewnia Interię bliski współpracownik szefa rządu. - Gdybyśmy postąpili inaczej, przez kilka dni mielibyśmy gigantyczne tłumy na cmentarzach. Dlatego trzeba było czekać do ostatniej chwili - dodaje.

Mateusz Morawiecki przeprosił za to, że cmentarze zostały zamknięte w ostatniej chwili. Jak mówił, najważniejsze jest zatrzymanie koronawirusa. - Mam świadomość, że ta decyzja w szczególny sposób dotyka przedsiębiorców, którzy prowadzą sprzedaż kwiatów czy zniczy. Epidemia nie pozostawiła nam innej możliwości, ale mimo to chcę przeprosić wszystkich, których decyzja o zamknięciu cmentarzy uderzyła najmocniej - powiedział niedawno premier.

Informacyjna klapa

Jeszcze na początku października o nekropoliach mówił Jarosław Gowin. - Zamknięcie cmentarzy 1 listopada nie wchodzi w grę. To wielka polska tradycja - na antenie Polsat News ogłosił lider Porozumienia. Ostatnio atmosferę podgrzała także wypowiedź Jacka Sasina. Wicepremier i szef resortu aktywów państwowych był pytany w RMF FM o dzień Wszystkich Świętych.  

- My mamy dzisiaj już daleko idące ograniczenia. One zostały wprowadzone już kilka dni temu - komentował Sasin. W swojej wypowiedzi odnosił się do działań podjętych przez Francję i Niemcy. Część mediów zinterpretowała te słowa jako deklarację odnoszącą się do cmentarzy.

- Jacek Sasin nie chodził na posiedzenia Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego, ponieważ przechodził którąś z kolei kwarantannę. Wiedzieliśmy, że będą z tego kłopoty, ale nie można było już nic zrobić - twierdzi nasze źródło w KPRM.

Poprosiliśmy o komentarz Ministerstwo Aktywów Państwowych. - Pan premier, owszem, był na kwarantannie. Skończył ją w środę, a dzień później rozmawiał w radio - przyznaje Karol Manys, rzecznik resortu. - W wywiadzie nie padło nawet pół słowa o tym, że cmentarze będą zamykane. Będziemy prostować wszystkie nieprawdziwe informacje w tej sprawie - zapewnił Interię.

Manys zaznaczył, że Jacek Sasin pracował zdalnie. Nie potrafił jednak odpowiedzieć na pytanie, czy wicepremier brał udział w posiedzeniu zespołu kryzysowego, kiedy zapadała decyzja dotycząca zamknięcia cmentarzy. W KPRM nieoficjalnie usłyszeliśmy, że kilka razy zastępował go wiceminister Maciej Małecki.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy