Reklama

Reklama

Konfederacja nie poparła uchwały w sprawie Nawalnego. "Śmialiśmy się, że zrobią z nas rosyjskich agentów"

Posłowie poparli uchwałę, w której potępiono politykę Rosji i Władimira Putina. Sejm RP chce też "obiektywnego śledztwa w sprawie próby otrucia Aleksieja Nawalnego". Wyłamali się politycy Konfederacji. Większość nie głosowała, a Janusz Korwin-Mikke wyraził nawet swój sprzeciw. – Przed głosowaniem śmialiśmy się, że kolejnego dnia będą nas nazywać rosyjskimi agentami – komentuje Artur Dziambor z Konfederacji.

"Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wyraża podziw dla niezłomnej postawy Aleksieja Nawalnego, który daje światu przykład bezkompromisowości w sprawach najistotniejszych dla demokracji i praworządności" - czytamy w uchwale, którą w czwartek poparło 438 posłów. W dokumencie można przeczytać, że polski parlament domaga się obiektywnego śledztwa w sprawie otrucia opozycjonisty oraz apeluje o poszanowanie podstawowych praw obywateli Rosji.

Reklama

W Sejmie znalazł się jeden przeciwnik uchwały. To Janusz Korwin-Mikke z Konfederacji. Siedmiu jego kolegów nie głosowało wcale, a dwóch - Artur Dziambor oraz Jakub Kulesza - poparło dokument. Dobromir Sośnierz wstrzymał się od głosu. Warto dodać: wszyscy politycy Konfederacji byli obecni podczas głosowania. Czy taka postawa oznacza, że formacja wspiera Rosję i Władimira Putina? Interia zapytała o to parlamentarzystów ugrupowania.

Korwin-Mikke: Jestem prorosyjski

Janusz Korwin-Mikke to jedyny poseł w polskim Sejmie, który formalnie sprzeciwił się uchwale przyjętej przez większość. Dlaczego? - Myśmy sprzeciwili się tej uchwale, bowiem służby nie dały żadnych dodatkowych informacji o tym, że Nawalny został otruty przez Rosjan. Nie mam zamiaru robić z siebie idioty w oczach ludzi myślących - przekazał nam polityk.

- W sprawie Wiktora Juszczenki wiadomo prawie na pewno, że było to zrobione przez Amerykanów, żeby wygrać wybory. Celowa robota. Podejrzewam, że z Nawalnym jest dokładnie tak samo - uważa Korwin-Mikke.

Jak powiedział nam jeden z liderów Konfederacji, twórca nowiczoka "od dekady siedzi w Ameryce". - Napisał tam nawet, jak otrzymać truciznę. Jak sam twierdzi, ma ją co najmniej 10 rządów na świecie. To wszystko wygląda na amerykańską prowokację mającą zrzucić podejrzenie na Rosjan - twierdzi poseł.

Jak mówi Interii, wcale nie ukrywa, że jest prorosyjskim politykiem. Jego zdaniem Polska stała się "amerykańską kolonią i trzeba się z tego wyzwolić". - Najpierw trzeba udowodnić, że sprzyjanie Rosjanom nie jest dla nas korzystne. W tej chwili nie wiadomo, co będzie z Amerykanami. Jeżeli teraz się na nas obrażą ze względu na Donalda Trumpa, pytanie dlaczego mamy być wystawieni na atak rosyjski, dlaczego drażnić Rosję - zastanawia się Korwin-Mikke.

Zdaniem posła interes Polski nie zawsze jest antyrosyjski. Deklaruje także, że w zależności od sytuacji geopolitycznej jest w stanie zmienić poglądy.

Winnicki: Nawalny ma poglądy jak Putin

Robert Winnicki należy do grona siedmiu posłów, którzy nie wzięli udziału w czwartkowym głosowaniu. Ujawnił Interii, że właśnie takiej rekomendacji udzielił parlamentarzystom związanym z Ruchem Narodowym, któremu szefuje. Jego zdaniem propozycja treści dokumentu, którą pierwotnie przedstawiono, naraziłaby Polskę na śmieszność.  

- Pierwsza wersja była manifestem emocjonalno-publicystycznym. Dopiero pod wpływem naszej krytyki i propozycji, treść uchwały wygłoszonej przez marszałek Małgorzatę Gosiewską, zmieniła się na korzyść - tłumaczy Winnicki. - Naszym zdaniem jest wciąż zbyt publicystycznie, a za mało państwowo-dyplomatycznie - dodaje prezes Ruchu Narodowego.

Według Roberta Winnickiego jeśli chodzi o poglądy, Aleksiej Nawalny jest bardzo zbliżony do Władimira Putina. - To człowiek, który nie wycofałby się z Krymu czy popierałby Nord Stream. Co więcej, jest potencjalnie nawet groźniejszy niż Putin - argumentuje Winnicki. - Putina wszyscy znają jako złego autokratę, a Nawalny dużo łatwiej dogadałby się z Zachodem. Bo Zachód chce się ułożyć z Rosją, a to niekoniecznie musiałoby być z korzyścią dla naszych interesów - dodaje.

Polityk Konfederacji powiedział Interii, że Rosjanom zależy na tym, aby Polska zyskała opinię państwa, które ma obsesję na punkcie swoich wschodnich sąsiadów. - My musimy się prezentować jako kraj słusznie krytykujący Federację Rosyjską. Nie ma tu jednak miejsca na jakąś histerię - stwierdził Winnicki.

Dziambor: głosowałem z grzeczności

Wśród konfederatów ze świecą szukać zwolenników uchwały, którą w czwartek przyjął Sejm. Do tego wąskiego grona należą jednak Jakub Kulesza oraz Artur Dziambor. Dlaczego sprzeciwili się własnemu ugrupowaniu? Jak usłyszeliśmy, dokument został poparty "trochę na zasadzie grzecznościowej".

Artur Dziambor: - Nie wiemy, jaka jest sytuacja z Nawalnym, kim on jest w rzeczywistości. Jego kierunek polityczny jest bardzo podobny do kierunku Władimira Putina. Nie zgadzają się, bo jest opozycjonistą - mówi poseł. - Po drugie, każdemu kto myśli o polityce w Rosji, powinna się zapalać czerwona lampka, kiedy słyszy, że największy opozycjonista Putina - otruty i leczony w zagranicznej klinice - decyduje o powrocie i zakłada, że będzie bezpieczny - dodaje polityk Konfederacji.

Zdaniem posła z Trójmiasta politykę Rosji trzeba oczywiście czujnie obserwować. Niemniej, według niego, "ingerencja w politykę wewnętrzną innego kraju" to trochę działanie na wyrost. - Chociaż mamy fatalny rząd, nie czuję potrzeby, żeby prosić Angelę Merkel o ratunek przed oprawcami z PiS. Dlatego i my nie powinniśmy występować w żaden sposób, żeby pokazać swoją chęć ingerencji w wewnętrzną politykę Rosji - tłumaczy Interii Dziambor.

Jak powiedział nam polityk Konfederacji, parlamentarzyści ugrupowania doskonale wiedzieli, z jaką reakcją spotka się ich głosowanie w sprawie Aleksieja Nawalnego. - Śmialiśmy się z tego, że kolejnego dnia będą nas nazywać agentami rosyjskimi - ujawnił nam Dziambor.

Nad uchwałą dotyczącą Putina i Nawalnego pochyliło się 440 z 460 posłów.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje