Reklama

Reklama

Kierownictwo PO: Kto nie podróżuje, ten nie kandyduje

Donald Tusk jest osobiście zaangażowany w organizację sobotniej "Konwencji Przyszłości" w Radomiu. - Szef dba o najmniejszy szczegół - zdradza Jan Grabiec, rzecznik PO. Jak usłyszała Interia, lider ugrupowania ma nie tylko podsumować rok swoich rządów w partii, ale także wskazać rozwiązania, które od razu mogłyby pomóc Polakom w walce z inflacją czy drożyzną. Przekaz mobilizacyjny dla działaczy jest jasny: "Kto nie podróżuje, ten nie kandyduje".

Odkąd Donald Tusk wrócił do polskiej polityki mówi się, że przyszedł wstrząsnąć własną partią. Faktem jest, że po roku od powrotu lidera, politycy Platformy są zadowoleni z efektów. W sondażach ugrupowanie znowu depcze po piętach PiS-owi, a działacze czują mobilizację. Poza cyklem tysiąca spotkań parlamentarzystów, życie partyjne ma być zorganizowane wokół MeetUp’ów z partyjną młodzieżą i Campusu Polska Przyszłości Rafała Trzaskowskiego. Polityczny rytm ma z kolei wyznaczyć radomska konwencja partii.    

- Kto nie podróżuje, ten nie kandyduje - podczas ostatniego posiedzenia klubu Koalicji Obywatelskiej powiedział swoim posłom Borys Budka. To parafraza słów Tuska, który kilka miesięcy wcześniej w ten sam sposób mobilizował działaczy do głosowania na sali plenarnej. Wiadomo już, że hasło rzucone przez szefa klubu spodobało się przewodniczącemu. A to oznacza jedno: politycy Platformy mogą zapomnieć o sezonie ogórkowym i leniwych wakacjach. Zgodnie z oczekiwaniami władz, ich kalendarze powinny pękać w szwach.

Reklama

Obecność obowiązkowa

Chociaż to sam Tusk odpowiada za działalność koncepcyjną, sprawami technicznymi zajmuje się przede wszystkim Marcin Kierwiński, sekretarz generalny Platformy. Tak jak koledzy powtarza, że konwencja w Radomiu ma być największym wydarzeniem od czasu imprezy w ERGO Arenie z 2011 r. Jak słyszymy w Platformie, większe wydarzenia partyjne to zazwyczaj 1,5 tys. uczestników. A do Radomia ma przyjechać 5 tys. ludzi. Nie jest wykluczone, że będzie ich więcej.  

- Dla tych, którzy w PO, na różnych szczeblach struktury, pełnią istotne funkcje, obecność jest praktycznie obowiązkowa. Będą też osoby spoza partii, społecznicy i inni, którzy się angażują w opozycję. Zaprosiliśmy również koalicjantów z KO - opowiada Kierwiński. - Konwencja ma pokazać, że jesteśmy gotowi odsunąć PiS od władzy. Przeciwnicy tego, co dzieje się w Polsce, muszą mieć poczucie, kto chce wziąć na siebie ciężar rządzenia - dodaje.

W podobnym tonie wypowiadają się niemal wszyscy działacze Platformy, którzy należą do władz partii. Jak słyszymy, z polityką jest trochę jak ze sportem: nie da się wygrać "bez mentalności zwycięzcy". - Wchodzimy w etap, który ma nas doprowadzić do zwycięstwa. To spotkanie, konwencja jest właśnie o tym - powiedział nam Cezary Tomczyk. - To będzie najważniejsze wydarzenie dekady w polityce. Obecnie KO jest jedyną siłą, która może je zorganizować, ale też wygrać wybory - uważa wiceszef PO.   

Konkretne rozwiązania

Chociaż nasi rozmówcy nie chcą zdradzać szczegółów, nie da się ukryć, że radomska konwencja PO ma dotyczyć również podsumowania ostatniego roku Donalda Tuska w polskiej polityce. 

- Podsumujemy aktywności, przedstawimy rozwiązania dotyczące bieżących problemów. "Konwencja przyszłości" to odpowiedź na potrzeby, którą zgłaszają nam ludzie: nie tylko w wymiarze materialnym czy militarnym, ale też w kwestiach edukacyjnych, zatrudnienia, mieszkaniowych. O tym wszystkim będziemy rozmawiać - uchyla rąbka tajemnicy Borys Budka, szef klubu KO.

Z kolei Jan Grabiec, rzecznik Platformy, obiecuje konkretne rozwiązania. Jak mówi, partia wskaże dwa kierunki. - Z jednej strony to strategia polityczna, z drugiej rozwiązania bieżących problemów. Mówimy o konkretach, a nie szumnych hasłach. Jest za wcześnie na prezentowanie programu wyborczego, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pokazać dobre rozwiązania, takie jak chociażby obligacje antydrożyźniane - tłumaczy.

Instrumenty wskazane przez Tuska mają być receptą na takie problemy jak inflacja czy drożyzna. - Jesteśmy jednak realistami, mówimy o złożonej sytuacji. Wiemy, że magiczny przycisk cenowy Mateusza Morawieckiego gdzieś się zgubił, a PiS padł ofiarą własnej narracji. Nie da się poprawić jakości życia wyłącznie przez 500 plus, bo ludziom żyje się gorzej niż 5-7 lat temu - uważa Grabiec.

Jeśli wakacje, to krótkie

Chociaż do rozpoczęcia kampanii wyborczej jeszcze rok, w opinii kierownictwa PO posłowie nie mogą odpuszczać. - Biorąc pod uwagę to co się dzieje w PiS, kłótnie między Mateuszem Morawickim i Zbigniewem Ziobrą, musimy być gotowi na wybory w każdej chwili - mówi nam jeden z bliskich współpracowników Donalda Tuska.

Działacze z zadowoleniem wskazują też, że Jarosław Kaczyński jest o krok za liderem PO. Jak mówią, prezes PiS boi się rozmów ze zwykłymi wyborcami, a spotkania z nim są reżyserowane. - U nas nie zawsze bywa przyjemnie, bo nie wszystkich do siebie przekonamy i to żadna tajemnica. Ale w przeciwieństwie do konkurencji podchodzimy do sprawy z otwartą przyłbicą - słyszymy w kuluarach Sejmu.  

Rzecznik PO uważa, że Zjednoczona Prawica straciła wyczucie społeczne. - Objazd Jarosława Kaczyńskiego z hasłem "jest dobrze, nie przeszkadzajcie", kompletnie rozmija się z emocjami społecznymi - mówi Interii Grabiec. - Ludzie widzą, że PiS zamknął się w klimatyzowanych gabinetach i limuzynach, a my jesteśmy z Polakami w mniejszych miejscowościach, rozmawiamy o realnych problemach - dodaje.

Czy skoro prekampania wyborcza w Polsce rusza w iście amerykańskim stylu, działacze Platformy powinni zapomnieć o tegorocznych wakacjach? Oficjalnie słyszymy, że nie. - Na pewno każdy z nas, może z wyjątkiem Donalda Tuska, znajdzie jakiś tydzień na krótki urlop - odpowiada Borys Budka. - Jeśli tak, to w trakcie sierpniowej przerwy od parlamentu. Generalnie jednak jesteśmy nastawieni na maksymalną aktywność - dodaje przewodniczący klubu KO. Chwilę później musi się rozłączyć. Jedzie na spotkanie w Wejherowie.

Jakub Szczepański 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy