Reklama

Reklama

Joanna Kluzik-Rostkowska o działaniach Borysa Budki: Zarządzanie strachem

Po wniosku Borysa Budki miejsce w Platformie Obywatelskiej stracili konserwatywni posłowie: Ireneusz Raś oraz Paweł Zalewski. Obaj krytykowali przewodniczącego oraz mówili o potrzebie zmian w partii. - Jeśli ktoś jest silnym przywódcą i ma poczucie swojej racji, nie wyrzuca ludzi w taki sposób - w rozmowie z Interią mówi Joanna Kluzik-Rostkowska z PO. To nie koniec napięć w partii. Jak usłyszeliśmy od naszych informatorów, większość działaczy Platformy jest zaniepokojonych działalnością Rafała Trzaskowskiego i jego projektem Campus Polska Przyszłości.

W ostatni piątek okazało się, że posłowie Paweł Zalewski oraz Ireneusz Raś zostali wyrzuceni z Platformy. - Nikt nie przedstawił mi zarzutów, nikt nie dał możliwości obrony. Dostałem tylko po tej decyzji telefon od sekretarza generalnego partii, pana Kierwińskiego - przekazał "Wydarzeniom" Polsatu Paweł Zalewski. W podobnym tonie wypowiadał się Raś.

Obaj parlamentarzyści głośno kwestionowali przywództwo Borysa Budki i bez ogródek sygnalizowali w mediach, że należałoby zmienić szefa partii. Jak ustaliła Interia, wniosek przewodniczącego o usunięcie kolegów z formacji został przyjęty miażdżącą większością. Odwołania Zalewskiego chciało 25 członków zarządu. W przypadku Rasia wniosek poparło 23 osoby. Za każdym razem garstka głosowała przeciw, kilka osób się wstrzymało.

Reklama

- Borys Budka miał prawo postawić taki wniosek, a zarząd miał prawo wyrzucić Zalewskiego i Rasia za szkodzenie Platformie. Z kolei wyrzuceni mają prawo odwołać się do sądu. Liczę na to, że właśnie tak się stanie, dojdzie do normalnej rozmowy - komentuje Sławomir Neumann, jeden z członków zarządu partii. - Samo głosowanie o niczym nie świadczy. Jutro może być podobne, za przywróceniem obydwu polityków. Różne rzeczy już widziałem - dodaje.

To oni rozrywają PO

Cała awantura zaczęła się, kiedy do mediów wyciekł list niezadowolonych działaczy Platformy do parlamentarzystów Koalicji Obywatelskiej. To po jego opublikowaniu Ireneusz Raś i Paweł Zalewski nie szczędzili krytyki pod adresem Borysa Budki. Nasi rozmówcy z zarządu krajowego PO twierdzą, że politycy zostali wykorzystani przez przeciwników przewodniczącego.

- Obaj panowie zrobili sobie tournée po telewizjach, zaczęli atakować przewodniczącego, chociaż nie był to żaden cel listu. Większość jego autorów wcale nie chciała wojować z Budką. On jest pewnym problemem, ale nie głównym - tłumaczy informator Interii. - Najgorsze są ruchy odśrodkowe: ruch Trzaskowskiego teoretycznie związany z Platformą. Z drugiej strony jest Bronisław Komorowski z konserwatystami, których wspiera Piotr Zgorzelski (wicemarszałek Sejmu z PSL - red.). Te dwa ruchy rozrywają PO - słyszymy.  

Większość działaczy Platformy jest zaniepokojonych działalnością Rafała Trzaskowskiego i jego projektem Campus Polska Przyszłości. Dlaczego? Bo prezydent Warszawy oraz jego najbliższe otoczenie nie informuje reszty o swoich kolejnych przedsięwzięciach. Większość nie wie, gdzie i kiedy pojawi się Trzaskowski czy z jaką wyjdzie inicjatywą.

On sam w tych słowach odniósł się do wyrzucenia Ireneusza Rasia i Pawła Zalewskiego: - Rozumiem, że można być zafrasowanym tym, w jakiej kondycji znajduje się opozycja. Jeżeli ktoś nie zabierał głosu na Radzie Krajowej tylko szedł do mediów, uważam, że to nie fair wobec koleżanek i kolegów - przyznał prezydent Warszawy przed kamerami "Wydarzeń" Polsatu.  

Zarządzanie strachem

Jedną z inicjatorek przesłania listu do parlamentarzystów Koalicji Obywatelskiej była Joanna Kluzik-Rostkowska. W rozmowie z Interią podkreślała, że pismo przesłano w sprawie kondycji PO. Jego sygnatariuszom, a przynajmniej większości z nich, wcale nie chodziło o wycinanie Borysa Budki. Parlamentarzystka nie gryzie się jednak w język, jeśli chodzi o wyrzucenie z ugrupowania jej partyjnych kolegów.

- Dwie osoby postanowiły się mocniej wypowiedzieć. Ich wyrzucenie odczytuję jako słabość, a nie siłę. Jeśli ktoś jest silnym przywódcą i ma poczucie swojej racji, nie wyrzuca ludzi w taki sposób. Zrobiono to szybko, bez rozmowy, niemalże z automatu. Krytykujesz-wylatujesz. To trochę takie zarządzanie strachem  - powiedziała Interii parlamentarzystka.

Nasza rozmówczyni liczy, że decyzja o wyrzuceniu jej partyjnych kolegów zostanie jeszcze cofnięta. Jej zdaniem usunięcie polityków na pewno nie zamknie dyskusji o przywództwie w PO. Co więcej, w opinii Kluzik-Rostkowskiej, próba zamknięcia ust działaczom przez zarządzenie strachem się nie powiedzie.  

- Mówimy, że PO jest partią centrum i taka powinna pozostać. Wyrzucenie dwóch osób z konserwatywnego skrzydła powoduje niepotrzebny skręt w lewo. Zostawiamy w ten sposób miejsce dla innych ugrupowań: Hołowni, PiS i PSL. Dlatego absolutnie tego nie rozumiem - uważa parlamentarzystka.

Kiedy Interią zapytała posłankę, czy nie obawia się wyrzucenia z Platformy za swoje słowa, odpowiedziała: - Nie chcę dać się wyrzucić z Platformy, ponieważ chcę ją naprawiać. Jeśli mnie wyrzucą, to się nie uda.

PO musi zająć się sobą

W kuluarach słyszymy, że większość działaczy jest zaskoczona wyrzuceniem dwóch polityków, a przewodniczący wykorzystał sytuację. - Ireneusz Raś był kontestowany przez krakowską Platformę. Z kolei Zalewski nie miał zaplecza politycznego, więc łatwo było się ich pozbyć - słyszymy od jednego z doświadczonych polityków PO. Nie da się wykluczyć rozłamu w partii, bo usunięcie posłów jest wyraźnym sygnałem. Zwłaszcza dla konserwatywnej części Platformy.

Otoczenie Borysa Budki zapewnia jednak, że wyrzucenie Rasia i Zalewskiego wcale nie było niczym nadzwyczajnym czy nieoczekiwanym. Zdaniem naszych rozmówców wielu działaczy PO przez lata "siedziało cicho", chociaż miała bardziej liberalne podejście do aborcji niż prezentowała partia.

- Jeżeli Raś mówi, że Platforma ma bronić Dziwisza, a pedofilii w Kościele nie ma, to kompletnie rozjeżdża się ze stanowiskiem partii i jej działaczy. Do tego stwierdzenia o tym, że PO ma się opowiadać przeciwko rozdziałowi Kościoła od państwa to jakiś odlot - komentuje jeden z naszych rozmówców. - To dziwne, że wszystko tak długo trwało. Raś robił wszystko, żeby zostać wyrzuconym - dodaje.

Część naszych rozmówców uważa, że nawet przy tak gorących wydarzeniach, dyskusję w partii należy tonować. - Jako PO mamy problemy do rozwiązania, wszyscy o nich wiemy. Są podobnie definiowane przez różnych ludzi z naszego środowiska - powiedział Interii Neumann. - Personalia to ostatnia rzecz, którą powinniśmy się zajmować. Jeśli ich nie odłożymy, atmosfera będzie wciąż gorąca. Dzisiaj potrzebujemy zająć się sobą, to nie jest nic złego. Platforma musi się poukładać i spokojnie iść dalej - dodał.

Jeszcze w tym tygodniu zaplanowano spotkanie członków klubu Koalicji Obywatelskiej, którzy należą do Platformy Obywatelskiej. Mają dyskutować o sytuacji w partii.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL