Reklama

Reklama

Jacek Protasiewicz i jego wzmożona aktywność w mediach społecznościowych. "Nie byłem pijany"

- Z chamem trzeba po chamsku, tłumaczenie nie ma sensu. Wczoraj wieczorem udzieliłem dwóch wywiadów. Gdybym był pijany, nie zgodziłbym się na to - mówi Interii poseł Koalicji Polskiej Jacek Protasiewicz. To odpowiedź na zarzuty internautów, którzy sugerowali, że polityk może być pod wpływem alkoholu, stąd jego wzmożona aktywność w mediach społecznościowych we wtorek wieczorem.

Czerwiec 2021 roku to miesiąc, który upływa pod hasłem Euro 2020. Piłką nożną żyje duża część społeczeństwa, a wśród kibiców są też politycy. Jednym z zapalonych fanów futbolu jest poseł PSL-Koalicji Polskiej Jacek Protasiewicz, który we wtorek wieczorem oglądał starcie Anglii z Niemcami (2:0).

Po meczu zamieścił wpis o treści: "Za chamstwo mundurowych we Frankfurcie, niech dziewczynka płacze. Za kłamstwo o heilowaniu - niech cierpią... nie zasługują na mistrza Europy, bo nigdy nimi nie byli. Powiem, tak jak kiedyś usłyszałem: RAUS! Anglio!" (pisownia oryginalna - przyp. red.).

Reklama

- Cieszyłem się ze zwycięstwa Anglików nad Niemcami, miałem udawać, że tak nie jest? Po to się robi wpisy na Twitterze, żeby zostały zauważone. Jeśli ktoś jest innego zdania, nie potrzeba mu konta - mówi Interii Protasiewicz.

Poseł był nad wyraz aktywny na Twitterze, czym przykuł uwagę internautów. Zamieścił kilkanaście wpisów, a odbiorcy potraktowali je często jako konfrontacyjne lub po prostu za ostre. Część z nich sugerowała, że poseł może być pod wpływem alkoholu.

- Nie sądzę, by było za ostro. Banowałem tych, którzy sugerowali, że nie jestem trzeźwy. Skoro ktoś nie ma wiedzy, po co pisze? Po wielu latach nauczyłem się postępować z użytkownikami Twittera: z chamem trzeba po chamsku, tłumaczenie nie ma sensu. Wczoraj wieczorem udzieliłem dwóch wywiadów. Gdybym był pijany, nie zgodziłbym się na to. A dziennikarze, z którymi rozmawiałem, zauważyliby, że coś jest nie tak - uważa Protasiewicz.

We wtorek Niemcy przegrali z Anglią i tym samym odpadli z turnieju. Protasiewicz pożegnał ich słowem "raus".

- Usłyszałem "raus" od Niemców. Dlatego uważam, że skoro oni używają takich słów do ludzi, to ludzie mają prawo używać takich sformułowań w stosunku do nich. I już - powiedział Protasiewicz, który nawiązał do wydarzeń z 2014 roku, kiedy to, jak opisywał "Bild", wywołał skandal na lotnisku pod wpływem alkoholu.

- Od czasu incydentu we Frankfurcie jestem dwa razy silniejszy psychicznie - wygrywałem wybory z drugiego miejsca dla PO. Miałem najlepszy wynik ze wszystkich platformersów, którzy nie startowali z jedynek. Jeśli chodzi o start z PSL, zostałem jedynym politykiem z wrocławskiej listy, który dostał się do Sejmu - podkreśla.

Protasiewicz przyznaje, że tamten incydent został mu zapamiętany, ale paradoksalnie wyszedł mu na dobre.

- Ludzie podchodzą teraz do mnie na ulicy i mówią: "Dobrze im pan powiedziałeś. Widać, że masz jaja, Niemcy się panoszą". Różnica w odbiorze świata przez ludzi i tzw. "elytę" jest tak ogromna. A to się przekłada na wynik wyborczy. Członkowie elity ciągle nie potrafią zrozumieć, dlaczego są w mniejszości - przekonuje.

Jakub Szczepański, ŁSZ

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje