Reklama

Reklama

Ireneusz Raś dla Interii: Budka okazał się kompletnie nieutalentowany politycznie

- Cwaniactwo i machinacje zarzuca się PiS, a oni nie wpadli na taki pomysł jak moi koledzy. To było niesmaczne - tak Ireneusz Raś z Koalicji Polskiej opisuje swoje zatargi z działaczami Platformy Obywatelskiej. Pytany przez Interię o wyrzucenie z partii przez Borysa Budkę wyznaje: - Żal można mieć do poważnych partnerów, jeżeli cię źle potraktują (...). Prywatnie nawet lubię i cenię Borysa Budkę. Nie chcę, żeby moje słowa go uraziły, jednak okazał się kompletnie nieutalentowany politycznie.

Jakub Szczepański, Interia: - Miał się pan poddać sądowi koleżeńskiemu w Platformie Obywatelskiej, ale nie dał pan kolegom szansy i przeszedł do Koalicji Polskiej. Dlaczego?

Ireneusz Raś, Koalicja Polska: - Z jednej strony, po raz kolejny odwleczono termin tego sądu. Z drugiej, nieeleganckie zachowanie wobec mnie i Pawła Zalewskiego, kiedy podstępnie wykreślono nas z komisji sejmowych, pokazywało determinację, żeby zrobić nam na złość. Chcę teraz patrzeć do przodu. Żeby realizować pomysły czy program dla Polski, trzeba działać z ludźmi, do których ma się zaufanie. Nie mówię oczywiście o wszystkich, ale o tych prowadzących projekt. Dla mnie to obciążenie.

Reklama

Pozbawiono pana funkcji przewodniczącego sejmowej komisji sportu. Nawet sam pan przeciwko sobie zagłosował. Jak pan odbiera zachowanie kolegów, którzy do tego doprowadzili?

- To jest zemsta kilku osób. Nawet w Koalicji Obywatelskiej mało kto wiedział, że takie głosowanie się odbywa. Moje odwołanie zostało przyjęte ze zdziwieniem przez parlamentarzystów innych klubów. Jak dotąd, nikt nie stosował takiego podstępu. Cwaniactwo i machinacje zarzuca się PiS, a oni nie wpadli na taki pomysł jak moi koledzy. To było niesmaczne.

Nie było czasu na reakcję?

- Na pięć minut przed głosowaniem pojawił się projekt technicznych zmian. To zawsze druk, którego posłowie de facto nie widzą. Efekt doraźnych przesunięć. A przecież można było normalnie zawnioskować o odwołanie mnie, to byłoby bardziej uczciwe.  

Pan wrócił do komisji sportu dzięki Dariuszowi Kurzawie z PSL. Paweł Zalewski też już wrócił do komisji spraw zagranicznych. Jak?

- Nie wiem. Każdy z nas musiał sobie jakoś dać radę. W moim przypadku, z uwagi na parytet, ktoś musiał ustąpić. Dlatego jestem wdzięczny posłowi Kurzawie.

Bardzo spokojnie podchodzi pan do sprawy, chociaż koledzy z PO sprawili panu chyba wiele przykrości?

- Żal można mieć do poważnych partnerów, jeżeli cię źle potraktują. W swojej sprawie zachowuję powściągliwość. Prywatnie nawet lubię i cenię Borysa Budkę. Nie chcę, żeby moje słowa go uraziły, jednak okazał się kompletnie nieutalentowany politycznie.

A Władysław Kosiniak-Kamysz posiada taki talent?

- Bezwzględnie.

Tylko wyniki wyborcze PSL nie są rewelacyjne.

- PSL jest partią, która kojarzy się tylko z elektoratem wiejskim. Z jednej strony to jakiś potencjał i go doceniam. Myślimy jednak o sięgnięciu po elektorat miejski, wielkomiejski. Ja sam jestem politykiem dużego miasta. I program naszego stowarzyszenia "TAK,Polska! " będzie atrakcyjny dla mieszkańców miast. Dlatego upominamy się o to, żeby podatki mieszkańców Łodzi, Krakowa, Warszawy czy Gdańska pozostawały w tych samorządach.

Nie uważa pan, że żeby ludowcy zaczęli wygrywać, potrzeba im co najmniej rebrandingu?

- Obecność moja i kolegów pokazuje, że koalicja z PSL będzie miała swoją nazwę. Będzie bardzo szeroko odpowiadać na zapotrzebowanie nie tylko mieszkańców wsi, ale i innych. Ludowcy będą jednym z elementów tego nowego bloku. Na pewno czekamy na nowe inicjatywy, które będą chciały współdziałać dla dobra Polski.

Po pańskim przejściu do Koalicji Polskiej pojawiły się kpiny, że został pan chłopem.

- Takie słowa mnie nie obrażają. Koalicja Polska realizuje swój program docierając do mieszkańców zarówno dużych jak i małych miejscowości.

Być może trochę się panowie pospieszyliście z transferem? Przecież do Platformy ma wrócić Donald Tusk.

- Niczego nie żałuję. Szanuję Donalda Tuska, wiele lat współpracy zobowiązuje. Dlatego złego słowa o nim nie powiem. Do czasu ewentualnych decyzji byłego premiera, nie chcę niczego komentować. Dywagacje z ostatnich tygodni są nie fair wobec tak zasłużonej dla Polski osoby. Na pewno, z mojej strony, współpraca w jakiejś formule z Donaldem Tuskiem jest możliwa. Musi jednak podjąć najpierw decyzję.

Skąd pomysł na własne stowarzyszenie?

- Straciłem zaufanie do niektórych osób. A odbierałem wiele telefonów z sygnałami, że trzeba robić coś, co będzie zgodne z ideą chrześcijańską. Nasze stowarzyszenie ma łączyć ludzi, którzy chcą coś konkretnego zrobić. Nie można mówić tylko "mamy dość", "nie może być tak". Chcemy odpowiedzieć na taki język debaty, wzbudzić dyskusję w szeregach opozycji. Musimy się zastanowić, jak ma wyglądać Polska w następnej kadencji parlamentarnej.

Jak ma wyglądać?

- Do końca kadencji pojawi się sześć konkretów, propozycji. Będziemy dysponować strukturami w całej Polsce, działać z radą programową, która będzie współpracować z wieloma sensownymi think-thankami. Chodzi o przełamanie frontu, duopolu. Dzisiaj trzeba kleić, a nie rozszarpywać.

Słyszałem już, że przejął pan kolegom z Platformy część krakowskich struktur i namówił do siebie samorządowców.

- Obecnie nikogo nie przekonuję i nie wyciągam. To muszą być decyzje poszczególnych osób. Chodzi przede wszystkim o zaakceptowanie naszej filozofii działania. Proszę pamiętać, że współpracujemy z posłami Markiem Biernackim z Pomorza i Stanisławem Żmijanem z Lublina. Członkiem założycielem jest Tomasz Kulesza, wieloletni poseł z Podkarpacia. Dzisiaj będę prowadził rozmowy na Śląsku. Mają być mocne nazwiska, ale musi być także chęć do działania i mocny program.

Rozumiem, że idziecie w kierunku partii?

- Nie można niczego wykluczyć. To blok, który chcemy robić z Koalicją Polską. Stąd mój udział w pracach klubu i współpraca z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. To polityk, którego znam, bardzo go cenię, działamy od lat. Ma dobrą energię, należy do tej samej generacji, co ja. A co istotne, mamy do siebie zaufanie, czego bardzo brakuje w polskiej polityce.

W Platformie jest grupa niezadowolonych konserwatystów. Będzie pan ich do siebie przekonywał?

- Jest Czesław Mroczek, Marek Sowa, bardzo ich szanuję. Liczą, że uda im się odnaleźć dla siebie miejsce w PO. Na pewno każdy postępuje według swoich racji. Nie zmieniam jednak zdania. Dla mnie Platforma ostatnio zdecydowanie skierowała się na lewo, ten kurs bardzo mocno zaakcentowano. Zmiana wizerunku partii na umiarkowane centrum będzie bardzo trudna. Ale niektórzy wciąż w to wierzą.   

Kolejne koła poselskie wyrastają w Sejmie jak grzyby po deszczu. Planujecie ograniczyć się do współpracy z PSL?

- Współpraca z PSL będzie trwała, ale będziemy rozmawiać ze wszystkimi, również z kolegami z Platformy. Spotkamy się również z nowymi kołami w parlamencie. Dowiemy się, czy jest wspólnota wartości i programu. Dlatego chcę rozmawiać zarówno z Agnieszką Ścigaj jak i Zbigniewem Girzyńskim.

Utrata większości przez PiS ułatwi wam pracę?

- Oczywiście można powiedzieć, że rząd mniejszościowy PiS będzie dalej trwał. Natomiast zmiany się rozpoczęły i będą coraz bardziej akcentowane w polskiej polityce. Nie będzie już duopolu, w wyniku łączenia oraz współpracy, powstaną pewnie nowe podmioty. Posłowie ze wszystkich stron barykady są zmęczeni ciągłą walką. Trzeba się zastanowić, jak wspólnie budować. Tego oczekuję po stowarzyszeniu "TAK,Polska!".

Mówi pan, że jest zmęczony...

-... nie tylko ja. Troje posłów PiS rozstało się z klubem, a to tylko pokazuje skalę zjawiska. Ponoć następni rozważają już taką możliwość. Powiedziałem już na konferencji prasowej, że trzeba uwolnić energię tylnych ław poselskich. I pozostaję przy swoim zdaniu.

Jakub Szczepański

Dowiedz się więcej na temat: Ireneusz Raś | Budka Borys | Platforma Obywatelska | Koalicja Polska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje