Reklama

Reklama

Fundusz Odbudowy. Posłanka PiS o dyscyplinie w klubie: Brzydzę się szantażem

Decyzje w sprawie kar dla posłów PiS, którzy sprzeciwili się dyscyplinie w głosowaniu nad ratyfikacją decyzji o zasobach własnych zapadną na przełomie czerwca i lipca - ustaliła Interia. Na ten moment nie ma mowy o wyrzuceniu buntowników z klubu parlamentarnego. – Brzydzę się szantażem. Nie chcę działać wbrew własnemu sumieniu oraz woli wyborców - powiedziała nam Małgorzata Janowska z PiS, jedna z posłanek zagrożonych karą.

Ustawa w sprawie ratyfikacji zasobów własnych Unii Europejskiej podzieliła nawet koalicję rządzącą. Oprócz 17 posłów Solidarnej Polski, przeciw zagłosowali także politycy należący do PiS: Sławomir Zawiślak i Małgorzata Janowska. Swój sprzeciw wyraziła również Anna Maria Siarkowska. Formalnie nie należy do partii, ale jest członkiem klubu.

Kierownictwo PiS uznaje sprawę unijnych środków sięgających 770 mld zł za priorytetową. I chociaż Krzysztof Sobolewski, szef Komitetu Wykonawczego PiS zapewniał w RMF FM, że liczy na wspólny start bloku Zjednoczonej Prawicy w wyborach 2023 r. to konsekwencje mają być "krótkoterminowe" i "długoterminowe".  

Reklama

- Porozmawiam z przewodniczącym (klubu - red.), marszałkiem Ryszardem Terleckim i będziemy zastanawiali się nad karami. Temat jest poważny, ale na sprawę trzeba spojrzeć szerzej, politycznie. Konsekwencje byłyby inne, poważniejsze, gdybyśmy mieli inną większość w klubie - mówi Interii Waldemar Andzel, rzecznik dyscypliny w klubie parlamentarnym PiS.

Jak przekazał nam polityk, kary w klubie nakłada prezydium. Z kolei to liczy kilkunastu posłów, więc trudno się im wszystkim zebrać ze względu na pandemię. - Do czerwca-lipca posłowie będą zaszczepieni, więc prezydium będzie mogło się spotkać. Omówimy wtedy, jakie kary zostaną wprowadzone - usłyszeliśmy.

"PiS lubi straszyć"

Posłanki z klubu koalicji rządzącej, z którymi rozmawiała Interia nie obawiają się jednak o swoją przyszłość. - PiS lubi straszyć. Tak nie powinna wyglądać polityka. Na mnie straszenie działa zupełnie inaczej, niż można by się spodziewać. Od razu czuję się wojowniczką i przystępuję do działania. Brzydzę się szantażem. Nie chcę działać wbrew własnemu sumieniu oraz woli wyborców - tłumaczy Małgorzata Janowska z PiS.

Parlamentarzystka ze Zgorzelca podkreśla, że jest związana z Bełchatowem, w którym funkcjonuje elektrownia węglowa. - Gdybym zagłosowała "za" to tak jak bym opowiedziała się wprost za likwidacją tej branży u mnie. Słowem: nie wyrażam zgody, żeby wyrzucić na bruk 100 tys. osób powiązanych z elektrownią. Trzeba też myśleć perspektywicznie. Kilka wiatraków i fotowoltaika nie zapewni nam bezpieczeństwa energetycznego. Nie możemy być uzależnieni od dostaw energii zza granicy - mówi Interii Janowska.

Podobnie swoją decyzję argumentuje Anna Siarkowska. - Głosowałam zgodnie ze swoimi przekonaniami. Postulaty skrajnej lewicy: unia w formie sfederalizowanego superpaństwa z podporządkowanymi krajami członkowskimi, nawet landami... - mówi posłanka. - ...PiS zrobi z nas land? - dopytujemy. - To jest wszystko proces. Kamieniem milowym jest tworzenie budżetu niezależnego od decyzji państw członkowskich - odpowiada parlamentarzystka.

Siarkowska podkreśla, że nie jest członkiem partii, a decydując na sali sejmowej kierowała się wyłącznie "programem wyborczym PiS". Jak mówi, nie obawia się także utraty miejsca w klubie. - Jeżeli miałabym zostać wykluczona z klubu to również z pozostałymi 19 posłami. A zdaje się, że arytmetyka sejmowa jest prosta. Nie przewiduję takiej decyzji - tłumaczy parlamentarzystka PiS.

Małgorzata Janowska: - Matematyka jest prostą dziedziną. PiS nie strzeliłoby sobie w kolano (usuwając posłów z klubu - red.). Na pewno nie można przymuszać parlamentarzystów do działania wyłącznie przez pryzmat partii. Musimy pamiętać o swoich wyborcach.

Ze Sławomirem Zawiślakiem z PiS nie udało nam się skontaktować.

"Ziobryści nie są strachliwi"

Trzon buntowników w klubie parlamentarnym PiS stanowią działacze Solidarnej Polski. Ziobryści jednomyślnie sprzeciwili się ratyfikacji. Zresztą, Zbigniew Ziobro zapowiadał taki krok od dawna i poinformował o swojej decyzji prezesa PiS na spotkaniu liderów koalicji, jeszcze przed majówką.

- Podjęliśmy decyzję zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami. Kwestia konsekwencji jest dla nas, w tym wypadku, mało istotna. W świecie politycznym nie jest tajemnicą, że posłowie Solidarnej Polski nie należą do strachliwych. Szanujemy decyzję klubu i poglądy naszych koalicjantów - komentuje Jacek Ozdoba, poseł Solidarnej Polski.

Źródło Interii z szeregów PiS: - Sprzeciw posłów to ewidentny brak wiedzy. Na sali sejmowej wyjaśnialiśmy wszelkie wątpliwości, również podnoszone przez Solidarną Polskę. Za długi innych państw nie odpowiada się solidarnie. Co więcej, żeby wprowadzać opłaty czy podatki, trzeba będzie znowu ratyfikować umowę - usłyszeliśmy. - Sebastian Kaleta dostał odpowiedzi na swoje wątpliwości od dwóch resortów. Solidarna Polska doskonale zna konsekwencje, ale chce zbijać kapitał polityczny. Chcą grać prawicowców i zrobić z PiS liberałów - dodaje.

Czy rzeczywiście Solidarna Polska nie wierzy w ewentualne podwyżki podatków i spłatę długów za inne państwa wspólnoty? W kuluarach słyszymy, że ludzie PiS wysyłają ziobrystom sprzeczne sygnały. - Byliśmy zaskoczeni, że Konrad Szymański podaje nieprawdziwe informacje z mównicy sejmowej. Od dawna kręciliśmy głową: PiS co innego mówi publicznie, a co innego podaje w dokumentach - mówi nam jeden ze współpracowników Zbigniewa Ziobry.

Kiedy zwracamy się do Sebastiana Kalety, wiceministra sprawiedliwości oraz jednego z ziobrystów, ten nie ukrywa, że wysyłał pisma do ministrów w związku z ratyfikacją. Jak mówi, współpracownikom Mateusza Morawieckiego nie udało się jednak przekonać Solidarnej Polski.

Kto i kogo oszukuje?

- Minister finansów stwierdził w jednym z pism, że Polska rzeczywiście gwarantuje rocznie do 3 mld euro, gdyby inne państwa nie spłaciły swoich zobowiązań wobec unijnego budżetu. To zapisano w art. 6 i 9 decyzji o zasobach własnych - mówi Kaleta. - Ponadto, w jednym z pism Konrad Szymański stwierdził, że teoretycznie UE mogłaby nakładać podatki jako dochody własne, czyli potwierdził nasze wątpliwości co do tworzenia podatków europejskich - dodaje.

Polityk Solidarnej Polski przypomina, że ziobryści od dawna byli sceptyczni w związku z tym, co w Brukseli udało się osiągnąć Mateuszowi Morawieckiemu. - Nie chodzi o kwoty, ale mechanizmy pozwalające Komisji Europejskiej kontrolować nasze państwo, bo przecież wszedł w życie mechanizm umożliwiający blokowanie środków pod płaszczykiem tzw. praworządności - przekazał Interii wiceminister.

W praktyce ziobryści nie muszą się obawiać partyjnych kar, które grożą politykom należącym do PiS. Czy to znaczy, że mogą czuć się bezkarni w koalicji? - zapytaliśmy Waldemara Andzela. - Dyscyplina obejmuje również ich. Dopóty dzban wodę nosi, dopóki mu się ucho nie urwie. Jeżeli przy poważnych głosowaniach natury politycznej Solidarna Polska będzie łamała dyscyplinę, konsekwencje mogą być poważne, łącznie z usunięciem klubu - mówi rzecznik dyscypliny KP PiS. - Na dzisiaj nie biorę raczej pod uwagę usunięcia koalicjantów z klubu. Na pewno kierownictwo PiS będzie jednak pamiętać o tym głosowaniu - dodał. 

Przypomnijmy: ratyfikacja decyzji Rady Europejskiej z grudnia 2020 r. o zasobach własnych przez wszystkie kraje członkowskie jest konieczna do uruchomienia Funduszu Odbudowy, z którego Polska ma otrzymać ok. 58 mld euro. Z unijnego budżetu i Funduszu Odbudowy mamy otrzymać łącznie 770 mld zł w ciągu kilku lat.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama