Reklama

Reklama

Franek Sterczewski na dywaniku u Donalda Tuska

Donald Tusk robi porządki w klubie parlamentarnym Koalicji Obywatelskiej. Były premier chce m.in. rozmawiać o słynnym już "rajdzie granicznym" Franka Sterczewskiego. - Nie mogę się doczekać spotkania - przekazał Interii młody poseł.

Były premier z przytupem wrócił do polskiej polityki, żeby ratować słabnącą PO. Teraz zamierza poukładać sytuację w klubie parlamentarnym. Przyznał, że nauczy swoich ludzi "wiary w zwycięstwo". - Pracuję teraz nad tym, to jest wysiłek, który będzie mnie kosztował prawdopodobnie kilka tygodni poważnych i przykrych czasami rozmów, żeby odbudować dyscyplinę - oświadczył Tusk na antenie TVN24.

- Parlamentarzyści regularnie spotykają się z Donaldem Tuskiem. Jako szef klubu planuję takie robocze spotkania również w tym miesiącu. Będziemy rozmawiać o bieżącym funkcjonowaniu, polityce oraz planach na przyszłość - mówi Interii Borys Budka, szef klubu KO. - Były premier jest stałym uczestnikiem naszych spotkań klubowych. Ten zwyczaj na pewno będzie podtrzymany. Zawsze na takich spotkaniach jest wysłuchiwany z wielką atencją - dodaje.

Reklama

Z rozmów, które Interia odbyła w klubie parlamentarnym Koalicji Obywatelskiej wynika, że przewodniczącemu nie podobają się przede wszystkim niesubordynacja w Senacie oraz nieobecności posłów podczas ostatniego posiedzenia Sejmu (dotyczyło stanu wyjątkowego na granicy - red.). Przewodniczący chce także przeprowadzić rozmowę z Frankiem Sterczewskim, który zasłynął na granicy polsko-białoruskiej.

Poznański poseł KO stał się znany na całą Polskę, kiedy uciekał Straży Granicznej w Usnarzu. I chociaż w kontekście tej sytuacji Tusk tłumaczył, że szanuje "humanitarną wrażliwość", sondaże są bezlitosne. W środowym badaniu pracowni IBRiS dla "Wydarzeń" Polsatu, Polacy wyrazili się jednoznacznie: 53,9 proc. badanych poparło wprowadzenie stanu wyjątkowego na granicy przez PiS, zaś 55 proc. respondentów oceniło negatywnie działalność opozycji na granicy.

Posłowie robią politykę

Nie ulega wątpliwości, że spośród posłów Koalicji Obywatelskiej przynajmniej trzech pojechało na granicę. W połowie sierpnia Michał Szczerba i Dariusz Joński zjawili się w Usnarzu Górnym, żeby zawieźć koczującym śpiwory, koce, jedzenie oraz wodę. W swoich wystąpieniach medialnych podkreślali później, że należy chronić granicę państwa, ale ludziom trzeba pomagać.

- Na pewno Donald Tusk nie ma zastrzeżeń do mnie i Dariusza Jońskiego. Byliśmy tam (na granicy - red.) pięć minut, przekazaliśmy dary. Zachowanie humanitarne nie budzi żadnych wątpliwości. Nie czuję się przywołany do porządku - powiedział Interii Szczerba, kiedy zapytaliśmy, czy przewodniczący PO zamierza przeprowadzić z nim rozmowę dyscyplinującą.

Nasze źródła wskazują jednak, że taka dyskusja już się odbyła. - Panowie byli już na rozmowie u Donalda Tuska. Ale będziemy jeszcze rozmawiać o sytuacji na granicy. Bo nie może być tak, że posłowie sami sobie kreują politykę zagraniczną - mówi rozmówca Interii z KO. - Na pewno Franciszek Sterczewski jest największą "gwiazdą" całej tej sytuacji. Kiedy widzi kamery, traci zdrowy rozsądek. Nie zgadzamy się na coś takiego - dodaje.

Kierownictwo klubu uważa, że Sterczewski daje PiS broń w dyskusji. - Nie wszystko można zrobić i usprawiedliwiać empatią. Ludzie w PO nie są bezduszni. Tylko rajd z siatką niczego nie wnosi - słyszymy. - A nasi oponenci mówią, że musieli wprowadzić stan wyjątkowy, bo posłowie opozycji biegali po granicy. Po co dawać im takie argumenty? - pyta rozmówca Interii.

Sterczewski czeka na Tuska

Waldy Dzikowski, wiceszef klubu KO: - Bezpieczeństwo jest priorytetem i nasze zachowania powinny być na najwyższym poziomie odpowiedzialności politycznej. Będziemy pewnie rozmawiać o tym, jakie zachowania powinny nam towarzyszyć w takiej sytuacji. Musimy tworzyć klub, a nie pozwalać sobie na jednostkowe działania - podkreśla.

Franek Sterczewski potwierdził Interii, że czeka go dyskusja z Donaldem Tuskiem: - Oczekuję rozmowy z przewodniczącym. To naturalne, że czasem dyskusje między pokoleniem starszych, a młodszych polityków bywają szorstkie czy trudne - tłumaczy polityk. - Starsi nie mogą mówić, że młodzi gwiazdorzą, że się wygłupiają, poruszają nieważne tematy. Młodzi mówią o kryzysie klimatycznym, prawach osób LGBT, prawach kobiet, przemocy policji czy służb na granicy - dodaje.

Jak mówi, młodsze i starsze pokolenie polityków musi się dogadać, żeby "doszło do postępu". Podkreśla też, że nie ma sobie nic do zarzucenia: - Największym problemem było to, co stało się w sferze komentarzy. Na granicy nie złamałem prawa, zrobiła to Straż Graniczna - uważa Sterczewski.

Poseł z Poznania podkreśla, że zgadza się z Donaldem Tuskiem. - Trzeba bronić granic, to naturalne dla każdego państwa. Nie może to jednak oznaczać łamania prawa międzynarodowego, brak pomocy humanitarnej - twierdzi polityk.

Uważa też, że przewodniczący PO powinien dosadniej zareagować na kryzys. - Mógł na przykład przyjechać do Usnarza, powiedzieć, że dzieje się tam bezprawie, a PiS nie może traktować ludzi gorzej niż zwierzęta. Obrona granic nie wyklucza pomocy humanitarnej dla tych, którzy na to zasługują - sądzi Sterczewski.

Polityczni wagarowicze

Uwagę Donalda Tuska zwróciła też nieobecność posłów KO podczas ostatniego głosowania w Sejmie. W głosowaniu nad uchyleniem rozporządzenia prezydenta o stanie wyjątkowym zabrakło aż 12 posłów. Media publiczne nazwały to "ponadprzeciętną absencją".

- Taka wpadka jak ostatnio zdarza nam się chyba pierwszy raz. Dyscyplina w klubie nigdy nie była najgorsza. Kiedy zarządzaliśmy dyscyplinę, ludzie wracali nawet z prywatnych wakacji w Chorwacji. Tym razem coś tam zawiodło - uważa Dzikowski. - Każda nieobecność parlamentarzysty będzie przez nas indywidualnie analizowana. Jeśli ktoś nie pojawił się bez usprawiedliwienia, mamy regulaminowe kary. To nic nadzwyczajnego, standardowa procedura w Koalicji Obywatelskiej - przekazał Budka.

Władze klubu zdają sobie sprawę, że posiedzenie dotyczące prezydenckiego rozporządzenia zostało zwołane w trybie nadzwyczajnym. - Mieliśmy wtedy ogłoszone wakacje, ludzie powyjeżdżali. Znakomita większość z tych, których nie było, miała urlopy, operacje albo nie mogła się wydostać z różnych miejsc. Jedna posłanka miała gorączkę, była za granicą i nie chcieli jej wpuścić do samolotu - tłumaczy jeden z naszych rozmówców.

Nie oznacza to jednak, że wszyscy są w stanie się usprawiedliwić. Z naszych informacji wynika, że kary dyscyplinarne grożą przynajmniej kilku posłom.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje