Reklama

Reklama

Donald Tusk z ochroną jak Anna Lewandowska

Jak dowiedziała się Interia, Donald Tusk korzysta z usług firmy VIP Force, która w przeszłości dbała o bezpieczeństwo Rafała Trzaskowskiego, ale i… Anny Lewandowskiej. - Zabezpieczane są jedynie eventy organizowane przez Platformę Obywatelską - usłyszeliśmy w biurze prasowym partii.

Najważniejsi politycy w Polsce mają do dyspozycji ochronę zapewnianą przez Służbę Ochrony Państwa. Partie inwestują jednak ogromne kwoty, żeby zabezpieczyć swoich liderów. Niewątpliwie, najsłynniejszym przykładem jest tu wicepremier Jarosław Kaczyński, który od lat jest chroniony przez firmę GROM Group, złożoną z byłych żołnierzy służb specjalnych.

W Interii pisaliśmy, że koszty pracy ochroniarzy prezesa PiS wzrosły od 2018 r. i teraz opiewają na zawrotną kwotę 150 tys. zł miesięcznie. Przy grupie liczącej trzy osoby oraz z uwzględnieniem transportu to ok. 3,3 tys. zł dziennie opłacane z partyjnej kiesy. - Całkiem niezła stawka - komentował gen. Grzegorz Mozgawa, były szef BOR.

Reklama

PO nie chce ujawnić, ile kosztuje ochrona Donalda Tuska. Jak jednak dowiedziała się Interia, byłego premiera chroni ta sama firma, która w przeszłości zabezpieczała m.in. Rafała Trzaskowskiego. - Wszystkie koszty ponoszone przez PO RP zostaną w całości przedstawione w corocznym sprawozdaniu finansowym składanym w Państwowej Komisji Wyborczej - lakonicznie skwitowało biuro prasowe partii.

Broń palna i VIP-y

Ze sprawozdania finansowego ugrupowania za 2020 r., o którym pisaliśmy już w Interii, wynikało, że za swoje usługi dla partii VIP Force zainkasowała 13 837 zł. Ze względu na COVID-19, chodziło o zabezpieczenie ledwie kilku eventów. Co wiadomo o firmie? Na pewno zatrudnia byłych funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu i jednostek specjalnych. W przeszłości dbała też o bezpieczeństwo m.in. Anny Lewandowskiej.

"Cechuje nas profesjonalizm, dyskrecja, doświadczenie, elegancja. To połączenie, które jest gwarancją zadowolenia nawet dla najbardziej wymagających klientów" - czytamy na stronie VIP Force. Firma posiada koncesję MSWiA, co oznacza, że jest specjalistyczną uzbrojoną formacją ochronną. Jest uprawniona do pracy z bronią palną bojową, pistoletami maszynowymi, strzelbami powtarzalnymi czy karabinkami samoczynnymi. 


- Standardowy koszt całego dnia ochrony tej firmy z dowiezieniem i odwiezieniem na lotnisko to jakiś tysiąc złotych - mówi nam jedna z osób z branży. - To jednak niemiarodajne w przypadku takich ludzi jak Donald Tusk, gdzie ryzyko jest inne. Wszystko zależy też od załogi, która akurat zapewnia bezpieczeństwo osobie ochranianej - dodaje.

Jaki zespół chroni Tuska? - Korzystamy z ochrony w różnej skali. Od kilku do kilkunastu osób, w zależności od zdarzenia. To nie dotyczy tylko okresu, kiedy Donald Tusk wrócił do polityki. Wcześniej przewodniczącym był Borys Budka, a spotkań otwartych było mniej z racji pandemii. Organizowaliśmy jednak ochronę - tłumaczy Interii Jan Grabiec, rzecznik PO.

Obawa o bezpieczeństwo

Sam Tusk zabierał już głos w sprawie swojego bezpieczeństwa: - W ostatnich dwóch, trzech dniach mam bardzo konkretne powody, żeby obawiać się o bezpieczeństwo. To się dzieje ciągle właściwie, więc jest bardzo bolesne - przekazał podczas spotkania z sympatykami 5 lipca w Szczecinie. Były premier podkreślał, że najbardziej boi się o bliskich, którym "nie umie zapewnić bezpieczeństwa".

Lider Platformy raczej nie ma co liczyć na ochronę SOP, o przyznaniu której mógłby zdecydować szef MSWiA. - Nie znam przesłanek do tego, żeby miał lub nie miał tej ochrony - na początku sierpnia powiedział na antenie Polsat News Piotr Müller, rzecznik rządu. Jak stwierdził, Tusk "musiałby najpierw o taką ochronę wystąpić".

Politycy Platformy, z którymi rozmawiamy, wskazują, że ataki agresji na spotkaniach najczęściej mają miejsce po materiałach mediów publicznych. - Jesteśmy bohaterami każdych "Wiadomości" i zdarza się, że ktoś agresywny cytuje paski TVP. Musimy uważać, bo zdarzają się sprzeczki między różnymi osobami, próby zakłócania spotkań. Przy imprezach publicznych informujemy oczywiście policję - powiedział nam Grabiec.

Jednak nie wszyscy politycy PO mogą liczyć na ochronę jaką ma Donald Tusk. Kiedy szeregowi posłowie jadą w teren o sprawie informowana jest policja. Bo szef partii to trochę inny kaliber. - Nawet w mniejszych miejscowościach są jedna, dwie, trzy osoby uprawnione do interwencji, gdyby doszło do aktu agresji czy przemocy. Żeby skontaktować się z policją, zaangażować osoby, które się na tym znają - usłyszeliśmy od rzecznika PO.

Jak przekazało nam biuro prasowe partii, Donald Tusk korzysta z prywatnej ochrony nie tylko podczas "dużych spotkań zewnętrznych", ale także posiedzeń organów statutowych jak Rada, bądź Konwencja Krajowa.

Jakub Szczepański  

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL