Reklama

Reklama

Donald Tusk wzywa zwolenników na Plac Zamkowy. Robert Bąkiewicz: Jeszcze nie ustaliliśmy taktyki

Z jednej strony przemówienie Donalda Tuska na specjalnej scenie i setki zwolenników Platformy Obywatelskiej i Unii Europejskiej, z drugiej kontrmanifestacja Straży Narodowej z Robertem Bąkiewiczem na czele. W tle msza święta w miesięcznicę smoleńską, na której może się pojawić Jarosław Kaczyński. To wszystko w odległości zaledwie kilkuset metrów od siebie. W niedzielę wieczorem na Placu Zamkowym w Warszawie może być gorąco.

Niemal dokładnie rok temu Trybunał Konstytucyjny wydał orzeczenie w sprawie aborcji, które wywołało masowe protesty w całej Polsce. Władza miała z nimi duże problemy, bo choć zdarzały się incydenty, strajki przebiegały głównie w spokojnej atmosferze. Co więcej, prym wiodły kobiety, które z barwnymi sztandarami domagały się akceptacji ich praw - a to był największy kłopot rządzących. I choć frekwencja była bardzo wysoka, po jakimś czasie strajk kobiet wygasł samoczynnie, głównie przez próbę przekucia tego zjawiska w jakąś formę ruchu politycznego.

Reklama

Donald Tusk chce obudzić tamte emocje. Natychmiast po czwartkowym wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie wyższości prawa krajowego nad unijnym, zapowiedział dużą manifestację w Warszawie. Oś sporu jest oczywista - politycy opozycji przekonują, że PiS chce wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej. I nawet jeśli obóz rządzący stanowczo takim planom zaprzecza, narracja Tuska się nie zmieni, bo może być znakomitym paliwem politycznym na najbliższy czas. Tym bardziej, że Tusk doskonale zna mechanizmy funkcjonujące zarówno w Polsce, jak i Europie.

Tusk natomiast nie prosi, tylko "wzywa". Wzywa do walki o Polskę, o opowiedzenie się za wartościami europejskimi. Jego odezwa ma charakter stricte mobilizacyjny i takie też przynosi pierwsze efekty. Manifestacje odbędą się nie tylko w stolicy, ale też w wielu innych miastach, np. w Gdańsku, Poznaniu czy Krakowie. Z innych miejscowości organizowane są transporty autokarowe do Warszawy. Wydarzeniem "żyje" też równoległa rzeczywistość, czyli media społecznościowe. Nie da się więc ukryć, że nastroje są bojowe.

- Plac Zamkowy bardzo dobrze nam się kojarzy z punktu widzenia PO. Odbyło się tam jedno z najlepszych spotkań Rafała Trzaskowskiego w kampanii czy Błękitny Marsz z 2007 r., który zapoczątkował odbicie władzy z rąk PiS. Wtedy też musieliśmy zatrzymać szaleństwo rządzących. Teraz również przychodzi na to czas - mówi nam Cezary Tomczyk z PO.

Plac Zamkowy w Warszawie w niedzielny wieczór może stać się miejscem politycznej, ale też ulicznej rozgrywki. Błyskawicznie, w odpowiedzi na odezwę Tuska, zareagował Robert Bąkiewicz ze stowarzyszenia Marsz Niepodległości.

- W niedzielę na pewno nie będziemy prezentować postawy konfrontacyjnej. Wręcz przeciwnie. Prawdopodobnie to nie będzie masowa manifestacja, raczej punktowe zgromadzenie. Musimy tam być, bo te środowiska, organizując różne manifestacje, dokonywały w międzyczasie np. ataków na kościoły - powiedział Interii Bąkiewicz, który rok temu, w odpowiedzi na incydenty, które miały miejsce podczas Strajku Kobiet, powołał tzw. Straż Narodową.

- Na tę chwilę nie planujemy rozstawiania sceny. Zagrożone jest bezpieczeństwo ludzi i mienia, i dlatego musimy tam być. Nie chcemy dodatkowo wzniecać emocji, ale po prostu pokazać, że duża część Polaków myśli inaczej niż środowisko Tuska. Postawa patriotyczna to postawa państwa suwerennego, a nie konglomeratu zależnego od innych - dodaje.

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że miejsce organizowanego przez Tuska wydarzenia nie musi być przypadkowe. W położonej kilkaset metrów od Placu Zamkowego Bazylice Archikatedralnej odbędzie się bowiem, jak każdego 10. dnia miesiąca, tradycyjna już msza święta w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej. Być może pojawi się na niej prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Tomczyk: - Niedzielne spotkanie z Donaldem Tuskiem będzie pewnie jednym z największych wydarzeń, które tam organizowaliśmy. Co do miesięcznicy smoleńskiej, nie sądzę, żeby ktoś komuś przeszkadzał. Jedni robią to, co robią od 2010 r., a my walczymy o przyszłość kraju. Niech każdy robi to, co uważa za słuszne.

Bąkiewicz: - Nie mamy jeszcze ustalonej taktyki na ten czas, bo decyzja zapadła szybko. Na pewno będziemy dbali o bezpieczeństwo kościołów. Myślę, że pan prezes Kaczyński o swoje bezpieczeństwo zadba, ale oczywiste jest, że podsycanie napięcia w momencie, gdy jakieś środowisko polityczne obchodzi tę smutną rocznicę, wydaje się czymś niesmacznym. Wybór tej daty na pewno nie pomoże uspokoić emocji.

Gra na emocjach to jednak coś, co Kaczyński i Tusk opanowali do perfekcji. Obaj od lat uprawiają taką politykę, choć akcenty rozkładają inaczej. Ani wyrok Trybunału Konstytucyjnego, ani manifestacja, która jest jego efektem, ich nie uspokoją. Wręcz przeciwnie - 10 października może rozpocząć się nowy rozdział politycznej gorączki, która już dziś może nakreślić plan na kampanię wyborczą, a jej kulminacją będą wybory w 2023 roku.

Jakub Szczepański, Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama