Reklama

Reklama

Dla dyrektora osiem godzin w biurze to za dużo, ale nagrodę wziął

Kierownictwo regularnie urywające się z pracy, niesprawny system informatyczny za pół miliona złotych, nienależne dodatki na kwotę 50 tys. zł. Takie oskarżenia pod adresem Leszka Gawrona, szefa Biura Nasiennictwa Leśnego, wysuwa jego była podwładna. Chociaż nieprawidłowościami zainteresował się resort, a o sprawie został poinformowany minister środowiska, Gawron wciąż pozostaje dyrektorem. – Nie było skoku na kasę, tylko zła interpretacja przepisów – twierdzi dyrektor.

Biuro Nasiennictwa Leśnego (BNL) to maleńki urząd, który po rekonstrukcji rządu przechodzi spod kurateli Ministerstwa Środowiska pod nowy resort klimatu i środowiska. Pracuje tam ok. 10 osób. Na co dzień zajmują się m.in. prowadzeniem rejestrów, pozwoleniami czy kontrolami. Jednostka jest finansowana z budżetu państwa, a jej finanse formalnie nadzorował były już minister z Solidarnej Polski - Michał Woś.

Reklama

Kontrowersje w biurze zaczęły się, gdy latem 2019 r. nabór na stanowisko "specjalista do spraw kontroli w Wydziale Rejestru Leśnego Materiału Podstawowego, główny księgowy" zakończył się zatrudnieniem Agnieszki Jeżewskiej. To wykwalifikowana ekonomistka z 10-letnim doświadczeniem, absolwentka SGH i UW. Szybko zorientowała się, że coś jest nie tak. Zaczęło się od źle naliczonej odprawy dla poprzedniczki, Ewy Mlekickiej. Błąd skutkował zawyżeniem świadczenia o ok. 9 tys. zł.

- Kiedy zdałam sobie sprawę, że poprzednia księgowa nie znała podstawowego rozporządzenia w sprawie ekwiwalentu, to wszystkie nagrody jubileuszowe, odprawy, trzynastki musiały być źle naliczane - tłumaczy Interii Jeżewska, która została zwolniona ze stanowiska w lipcu tego roku, gdy po jej interwencji nieprawidłowościami w BNL zainteresowali się kontrolerzy z ministerstwa.

Osiem godzin w pracy "sparaliżuje biuro"

Dyrektor Leszek Gawron rządzi biurem od stycznia 2017 r. To nie jest jego jedyne zajęcie zarobkowe, bo jest także zatrudniony w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie jako członek zespołu dydaktycznego Kadry Hodowli Lasu. Pracownicy Biura Nasiennictwa Leśnego od dawna zwracali uwagę, że zarówno on jak i jego były już zastępca, Tomasz Dziemidek bywali w pracy zdecydowanie krócej niż osiem godzin.

Interia weszła w posiadanie nagrania, na którym dyrektor Gawron tłumaczy swoim pracownicom, jak powinno pracować kierownictwo Biura Nasiennictwa Leśnego: - Pani by chciała jak w fabryce ołówków, że on (Dziemidek - red.) ma tu siedzieć ósma-czwarta. Nie. On jest dyrektorem, on pracuje też intelektualnie - wyjaśniał Gawron. - Pani Agnieszko, ja już po prostu jestem zmęczony panią. Trudno, rozstrzygnie wyższa instancja. Jak mi każą zmienić (...) to będziemy siedzieć. To sparaliżuje częściowo prace biura - stwierdził. 

My również zapytaliśmy Gawrona, czy tacy urzędnicy jak on, nie powinni pracować ośmiu godzin. - Mam nienormowany czas pracy. Kiedyś mój szef, jeszcze na uczelni, powiedział mi, że to przywilej pracy dłuższej. I to, że tej pracy nie widać, (...), że są dni, kiedy człowiek jest krócej, to nie znaczy, że nie wykonuje obowiązków - tłumaczy się szef BNL. - W tej chwili nie mam zastępcy, więc siedzę od bladego świtu do wieczora, żeby to wszystko szło. Bo muszę na dwa etaty ciągnąć. A jeszcze dodatkowo takie telefony jak od pana nie nastrajają pozytywnie - oświadczył.  

Tysiące do oddania

Jeżewskiej udało się ujawnić, że kierownictwo BNL, a także była księgowa wypłacali sobie nienależne świadczenia. Chodzi o nagrody jubileuszowe, dodatek stażowy czy odprawę emerytalną. Jak mówi nasza rozmówczyni, po jej interwencji część pieniędzy wróciła do budżetu. Nim wróciły, minęło półtora roku. Zanim jednak do tego doszło, musiała wysyłać szefowi i swojej poprzedniczce... wezwania do zapłaty.

W ciągu trzech lat swoich rządów w Biurze Nasiennictwa Leśnego Leszek Gawron miał pobrać w sumie nawet ponad 50 tys. zł nienależnych nagród jubileuszowych czy dodatków stażowych. Ze względu na to, że pieniądze nie zostały zwrócone w tym samym roku podatkowym, oddać trzeba będzie jeszcze więcej. 

- Dyrektor, jego zastępca, który zatwierdził i dokonał płatności, osoba wykonująca dyspozycję wypłaty i główna księgowa: wszyscy wiedzieli, że jest ona nienależna. Sprawa bowiem nienależnego dla dyrektora dodatku stażowego była im znana, bo wcześniej przez nich procedowana - mówi Interii Jeżewska.

Leszek Gawron zapewnia, że oddał już środki, które wypłacono niezgodnie z prawem: - Zwróciłem całość pieniędzy. Nagrody zostały błędnie naliczone - przyznaje dyrektor BNL. - Nie było skoku na kasę, tylko zła interpretacja przepisów. Sytuacja prawna jest trudna, błąd mógł się zdarzyć i został naprawiony - podkreśla urzędnik.

W grę wchodzi także odprawa dla Mlekickiej. Chociaż była księgowa biura została zatrudniona na pół etatu, miała zainkasować 30 tys. zł. Po interwencji Jeżewskiej nie wypłacono ok. 9 tys. zł. Wyszło też na jaw, że Mlekicka również otrzymała nienależną nadpłatę nagrody jubileuszowej z czerwca 2018 r. Dlatego uzyskała wezwanie do zapłaty opiewające na kwotę 2750 zł. Z nieoficjalnych informacji wynika, że emerytka musi zwrócić jeszcze 700 zł.

- Tam jest kwestia 100 czy 200 zł. Chodziło o jakieś grosze. Mówię, że wszystko co trzeba, będzie zwrócone - twierdzi Gawron. - Księgowa powiedziała, że jest jej przykro, ale zwraca, skoro jest taka interpretacja - ubolewa.

System działa kulawo, ale działa

W całej sprawie istotny jest też system informatyczny SEMEN. Kosztował aż pół miliona złotych, ale jest kluczowy ze względu na działalność urzędu. "To system umożliwiający przeglądanie jawnych części prowadzonych przez Biuro Nasiennictwa Leśnego (BNL) rejestrów oraz ułatwiający przygotowanie poprawnych formalnie i merytorycznie wniosków składanych do BNL" - czytamy na stronie instytucji.

Jak mówi Agnieszka Jeżewska, system po prostu nie działa. Nie ma żadnej dokumentacji, praw autorskich, opieki serwisowej, harmonogramu wdrożenia i innych działań, które są niezbędne, by korzystać z SEMEN. Co gorsza, kierownictwo BNL miało nie reagować na sygnały pracowników dotyczące usterek czy nieprawidłowości.

- System SEMEN jest rozwijany przez całe lata. I rzeczywiście, może przez całe lata informatycy takie pieniądze otrzymali. System jest modyfikowany wielokrotnie. W tej chwili ma pewne wady. Przez działanie byłej księgowej te wady nie mogły być usunięte. Ale będą - zapewnia Gawron.

Dyrektor Biura Nasiennictwa Leśnego nie ukrywa, że SEMEN "działa może troszeczkę kulawo, ale działa". - Naprawiamy go (...). Myślę, że miesiąc pracy i system zostanie dokończony - usłyszała Interia.

Pierwsze informacje o tym, co dzieje się w BNL, trafiły na biurko ówczesnego ministra Michała Wosia jeszcze w czerwcu 2020 r. W pismach, do których dotarła Interia, Agnieszka Jeżewska informuje polityka o nieprawidłowościach trawiących urząd. Księgowa alarmuje m.in. o błędach w zakresie stosowania prawa zamówień publicznych, naruszaniu zasad właściwej konkurencji, nienależnych wynagrodzeniach dla dyrektora i byłej księgowej.

Ministerstwo interweniuje

Kontrola ministerstwa środowiska rozpoczęła się 8 lipca i trwała do końca sierpnia. - Miała charakter doraźny. Stanowiła odpowiedź na sygnały wskazujące na ewentualne nieprawidłowości - przekazał Interii Aleksander Brzózka, rzecznik w Ministerstwie Klimatu i Środowiska. Podkreśla, że kontrola dotyczyła działalności jednostki od 1 stycznia 2015 r.

- W trakcie czynności kontrolnych zebrano materiał dowodowy w postaci kserokopii dokumentacji m.in. w zakresie: prowadzonych postępowań administracyjnych, postępowań kontrolnych, dokumentacji dotyczącej systemu SEMEN, dokumentację dotyczącą spraw kadrowych, regulacje organizacyjne BNL - mówi Brzózka. Sprawa trafiła do nowego kierownictwa resortu, więc chociaż kontrola skończyła się kilka miesięcy temu, na wyniki trzeba będzie poczekać.

Agnieszka Jeżewska straciła posadę w połowie lipca. Kierownictwo wiedziało już wtedy, że kontrola z ministerstwa to efekt jej skarg. Leszek Gawron nie chciał jej powiedzieć, dlaczego została zwolniona. Za to, pod koniec sierpnia, ze stanowiska zrezygnował Tomasz Dziemidek. 

- Z tą osobą (Agnieszką Jeżewską - red.) się nie da w ogóle współpracować, dlatego została zwolniona. Ona oczywiście atakuje na różne sposoby, jest zawzięta. Chciałem jej wystawić opinię pozytywną, żeby nie miała kłopotu na rynku pracy, ale nie zasługuje na coś takiego - powiedział Interii Gawron.

Dyrektor twierdzi, że gdyby ciężkie zarzuty się potwierdzały, już dawno straciłby pracę. - To, że przy okazji (kontroli - red.) wychodzą jakieś rzeczy do poprawy, to z mojego punktu widzenia tylko dobrze. Nie będę w żadnym wypadku kombinował tylko wszystko, co trzeba, prostuję. Od zwrotu pieniędzy po wszystkie sytuacje, które są zapisane w regulaminach - podsumował szef BNL.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje