Reklama

Reklama

Darmowa taksówka i rabaty w sklepie dla Sławomira Nitrasa. Małgorzata Gosiewska: "Żenada"

"Chciałbym jeszcze raz bardzo podziękować panu Arkowi, który przywiózł mnie właśnie z lotniska i odmówił przyjęcia pieniędzy mówiąc, że to wyraz wsparcia w mojej pracy" - przekazał w mediach społecznościowych Sławomir Nitras z PO, opisując swój ostatni kurs taksówką. Jak się okazuje, darmowy kurs to nie wszystko. Jak ujawnił Interii, do niedawna mógł też liczyć na rabaty w sklepach osiedlowych. - Poseł ma najwidoczniej wybujałą wyobraźnię - komentuje Robert Gontarz z PiS.

Chociaż od wakacji posłowie dostali podwyżki: co miesiąc pobierają 12,8 tys. zł uposażenia oraz 4 tys. zł diety, polityków cieszą drobne gesty. We wtorek późnym wieczorem Sławomir Nitras pochwalił się darmowym kursem z lotniska do Sejmu. "Takie gesty tak wiele znaczą. I nie chodzi o pieniądze. Fajnie wiedzieć, że moja praca jest dla kogoś ważna" - napisał w mediach społecznościowych.

W rozmowie z Interią polityk PO podkreśla, że sytuacja była dla niego "krępująca". - Kurs nie należał do najtańszych. Było bardzo późno, a taksometr wybił jakieś 50 zł. Zawsze płacę aplikacją i zazwyczaj, jeżeli kierowcy są mili a samochód jest czysty, daję im 10 proc. napiwku. W tym konkretnym przypadku pan szybko skasował rachunek - tłumaczy nam parlamentarzysta.

Reklama

W PiS historia posła opozycji jest odbierana z przymrużeniem oka: - Nie dowierzam w te rewelacje posła Nitrasa. Może naoglądał się za dużo Tomasza Grodzkiego, który lubi podkreślać, że jest trzecią osobą w państwie? Pewnie też chciałby, żeby wszyscy go lubili i wspierali - komentuje Gontarz. 

Kary na 80 tys. zł

Sławomir Nitras wyjawił nam, że rabat w warszawskiej taksówce to dla niego nie pierwszyzna. Już podczas poprzedniej kadencji, ze względu na kary porządkowe, które regularnie nakładały na niego władze izby niższej parlamentu, mógł liczyć na rabaty. O co chodzi?

Polityk dostawał wielokrotnie po kieszeni, m.in. za próbę wręczenia dziecięcych bucików Jarosławowi Kaczyńskiemu podczas debaty w sprawie zaostrzenia kar dla pedofili czy przerywanie wystąpienia premiera Mateusza Morawieckiego w czasie procedowania wniosku o wotum nieufności dla wicepremier Beaty Szydło. Jak podkreślał później szef Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka, Nitras wchodził w słowo szefowi rządu 32 razy.

I chociaż polityk Platformy zwrócił się do sądu z pozwem cywilnym, w którym domaga się m.in. ponad 32,5 tys. zł wraz z odsetkami jako zwrotu "bezpodstawnie obniżonego uposażenia poselskiego", to - jak mówi - kary sięgają w sumie nawet 80 tys. zł. Jak dowiedzieliśmy się od polityka, sprawa okazała się na tyle głośna, że szczecińscy sklepikarze postanowili wesprzeć swojego posła.

- Kiedy byłem regularnie karany finansowo podczas poprzedniej kadencji Sejmu, ludzie w różnych sklepikach na moim osiedlu dawali mi rabaty. Zazwyczaj miałem 20 proc. zniżki na zakupy - powiedział Interii Sławomir Nitras.

O sprawę kar i zniżek w osiedlowych sklepach i uprzejmość stołecznego taksówkarza zapytaliśmy jednego z członków prezydium Sejmu poprzedniej kadencji. - To żenada - odpowiada krótko wicemarszałek Małgorzata Gosiewska z PiS. - Muszę jednak przyznać, że (Nitras - red.) jest ostatnio spokojniejszy, czyli kary okazały się skuteczne - dodała nasza rozmówczyni. 

W kadencji z lat 2015-2019, poza Nitrasem, kary finansowe otrzymali m.in. Jakub Rutnicki czy Kamila Gasiuk-Pihowicz. PO i Nowoczesna stworzyły wówczas własne fundusze pomocy dla ukaranych. Dobrowolne składki od kolegów z klubu wynosiły po 80 i 100 zł.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama