Reklama

Reklama

Bunt w PPS. Nie chcą Rozenka i Senyszyn

Kiedy senator Wojciech Konieczny i grupa działaczy lewicy ogłaszali informację o powstaniu sejmowego koła Polskiej Partii Socjalistycznej, chyba nikt nie spodziewał się problemów. "Ogłoszono przyjęcie do partii dwojga nowych członków, byłych posłów SLD: Joanny Senyszyn oraz Andrzeja Rozenka, których poglądy stanowią naszym zdaniem pastisz wartości socjalistycznych, a ich obecność w PPS zagraża socjalistycznemu charakterowi naszej partii" - denerwują się szeregowi działacze PPS. - Bunt jest dla mnie niezrozumiały - mówi Interii Konieczny.

To Interia jako pierwsza podała informację o odejściu działaczy sejmowego klubu Lewicy. Kilka godzin po naszym artykule, senator Wojciech Konieczny ogłosił powstanie nowego koła w Sejmie. Kurz nie zdążył jeszcze dobrze opaść, a już  wiadomo, że szeregowi działacze PPS nie są zadowoleni z poczynań lidera swojej partii. Ba, domagają się nawet dymisji polityka, który pierwszy raz po wojnie wprowadził formalnie ich ugrupowanie do Sejmu. 

Skąd niezadowolenie? Jak twierdzą działacze, koło PPS zostało powołane "bez uzgodnienia wewnątrz partii oraz bez jakiejkolwiek zgody Rady Naczelnej, która jest jedynym organem uprawnionym do podejmowania decyzji tego rodzaju". Niezadowolenie wśród szeregowych członków partii budzą też politycy tworzący ugrupowanie w parlamencie. 

Reklama

"Ogłoszono przyjęcie do partii dwojga nowych członków, byłych posłów SLD: Joanny Senyszyn oraz Andrzeja Rozenka, których poglądy stanowią naszym zdaniem pastisz wartości socjalistycznych, a ich obecność w PPS zagraża socjalistycznemu charakterowi naszej partii" - czytamy w oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych. Jak twierdzą działacze, współpracownicy Wojciecha Koniecznego odmawiają okazania protokołów zebrań, na których przyjęto Senyszyn i Rozenka do partii. 

"Wszystko wskazuje na to, iż rzekome decyzje zapadły w zaciszu gabinetów, a zebrania odbyły się wyłącznie na papierze, a więc z całkowitym pominięciem kworum, które jest niezbędne dla legalności takich uchwał. Warto też zaznaczyć, iż w jednej ze struktur, w której przyjęcie miało mieć miejsce, przewodniczącym i wiceprzewodniczącym są dwaj asystenci senatora Koniecznego" - czytamy w piśmie opublikowanym w mediach społecznościowych.

Działacze, z którymi Konieczny nie chce rozmawiać, najwyraźniej stracili cierpliwość. Domagają się m.in. usunięcia senatora z partii, wyrzucenia byłych posłów SLD czy zmiany statutu ugrupowania.  

Konieczny: Nie rozumiem, skąd bunt

O protest zapytaliśmy lidera PPS. - To nieprawda, że nie było rozmów. Wczoraj rozmawiałem z częścią osób podpisanych na tej liście. Dysponuję nazwiskami - tłumaczy Interii Konieczny. - Nie bardzo wiem przeciwko czemu ten bunt jest. To tak jakby buntować się przeciwko rozwojowi partii, podmiotowości w parlamencie. Czymś, czego nie było od dwóch dekad - dodaje.

Jak mówi nam senator Wojciech Konieczny, nie do końca rozumie powodu niezadowolenia wśród swoich działaczy. - Od tego, jak ocenić (powstanie koła PPS - red.) są stosowne władze partii. Zrobią to i będziemy dalej pracować - uważa lider PPS. - Jesteśmy partią demokratyczną, nie będziemy nikogo zawieszać czy usuwać. Rozumiem, że niektórzy mają prawo być niezadowoleni - usłyszeliśmy.

Lider PPS przekazał nam, że podczas spotkania z członkami swojego ugrupowania "konkretnie" odpowiedział na wszystkie pytania działaczy swojej partii. Jak twierdzi, wyjaśnił też wszystkie wątpliwości. - Przykro mi, że nie udało mi się przekonać kolegów. Protestujący to jakaś grupa ludzi, a PPS jest dużą partią, większą niż kiedyś. Mam wiele zupełnie innych sygnałów - podsumował Wojciech Konieczny.

Jakub Szczepański  


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy