Reklama

Reklama

Bez choinki, sałatki warzywnej, ale z rodziną. Tak świętują politycy

W Święta Bożego Narodzenia nawet politycy zaczynają mówić jednym głosem. Nie tylko ci, którzy są katolikami. W wigilijnym tekście Interia ujawnia, kto przywiózł Śląsk do Warszawy, komu najbardziej smakuje chleb, dlaczego ludowcy nie jedzą już mięs własnej produkcji, kto spędza Wigilię bez choinki i kto w ostatniej chwili pomógł bliskim w świątecznych przygotowaniach.

Chociaż Boże Narodzenie to przede wszystkim święta katolików, obchodzą je chyba wszyscy. Nawet ci, którzy nie wierzą w Jezusa Chrystusa. To żadna tajemnica, że to tego grona zalicza się europosłanka Sylwia Spurek. Chociaż parlamentarzystka nie zamierza kupować choinki, na jej świątecznym stole pojawi się 12 potraw.

- Mają dwa wspólne mianowniki: będą etyczne i lokalne. Etyczne, bo mój stół jest od kilku lat wolny od cierpienia i krzywdy zwierząt. Lokalne, bo staramy się wszystko przygotowywać z lokalnych składników - tłumaczy nam Spurek. - Barszcz czerwony z buraczków wyhodowanych przez teściów. Zupa grzybowa i pierogi z kapustą i grzybami z grzybów, które moja mama zbiera koło domu. Sałatka wielowarzywna z warzyw kupionych w jednej z kooperatyw spożywczych od lokalnych rolników - deklaruje.

Reklama

Chociaż kolędy ma zastąpić nastrojowa muzyka, a na świątecznym stole znajdzie się polskie wino, u europosłanki zaplanowano miejsce dla niespodziewanego gościa. - Będzie jedno nakrycie więcej. Dodatkowo zamawiamy część potraw w "Słusznej Strawie". To miejsce tworzone przez osoby z doświadczeniem migranckim. W ten sposób chcemy też wspierać ideę symbolicznego, dodatkowego miejsca dla migranta - tłumaczy nam Spurek.

Tadeusz Cymański: Staram się pielęgnować tradycję

Po drugiej stronie politycznej barykady na co dzień jest Tadeusz Cymański z klubu parlamentarnego PiS. Jak mówi nam polityk, zmiana świątecznych obyczajów jest dla niego dość szokująca. Tym bardziej, że świętować zaczynamy już przed adwentem.

- Pieśni słychać w supermarketach. Nie chcę powiedzieć, że urok gaśnie, ale się zmienia. Chyba, niestety, na gorsze. Staram się pielęgnować tradycję, którą wyniosłem z domu. To wieczerza wigilijna z opłatkiem i czytaniem drugiego rozdziału Ewangelii św. Łukasza - mówi Interii Cymański. - Myślę, że nawet niewierzącym warto to przeczytać, bo wprowadza to nas w urok tej historii, która dla jednych jest prawdziwa, dla innych nie - dodaje poseł PiS.

Jak ujawnił nam Tadeusz Cymański, który mówi o sobie, że jest popularyzatorem kolęd, dla niego najważniejszą potrawą wigilijną jest... chleb. I choć Kościół katolicki nie nakazuje już pościć w wigilię, poseł trzyma się starych zasad.

- Poszczę od rana. Kiedy później te wszystkie pyszne potrawy pojawiają się na stole, zaczynam od chleba. Dodaję trochę masełka, a po całodniowym poście wszystko smakuje lepiej - zapewnia Cymański. - Pomagam tradycyjnie. Robię sałatkę: cebula, jabłko, ogórki. To bardzo pracochłonne i trzeba ją przygotować dokładnie - deklaruje polityk.

Święta bez sałatki, ludowcy bez własnego mięsa

Na co dzień politycy pokazują swoją sprawczość i punktują swoich przeciwników. Ale w trakcie przedświątecznych przygotowań to ich rodziny grają pierwsze skrzypce. Marek Sawicki, były minister rolnictwa i wiceszef klubu Koalicji Polskiej z PSL zapewnia, że żona prawie nie dopuszcza go do kuchni.

- Dla mnie gotowanie warzyw i robienie sałatki, obieranie, gniecenie ciasta drożdżowego. Pozostałe produkty przygotowuje małżonka. Ja jestem od tego, żeby coś przynieść, wynieść, uprzątnąć, podać. Za bardzo nie wtrącam się do kuchni. Bo to jak w polityce: łatwo coś popsuć - deklaruje Sawicki. Co ciekawe, nawet ludowcy nie jedzą już mięs własnej produkcji.

- Świniobicia na dwa tygodnie przed świętami już nie ma. Ubój domowy jest zakazany, trzeba mieć specjalne uprawnienia. Świń bez kolczyków nie wolno hodować, małych hodowli prawie nie ma -przekazał Sawicki. - Dlatego dzisiaj mięso kupuje się gotowe w sklepie. Są jeszcze małe wędzarnie i masarnie, gdzie można się zaopatrzyć w domowe wyroby. Na święta będę jadł szynkę ze sklepu, z masarni - usłyszeliśmy.

Jeśli ktoś się dziwi, że rolnik może świętować bez mięs własnej produkcji, co powiedzieć o świętach bez sałatki warzywnej? Do jej braku już dawno przyzwyczaili się najbliżsi Joanny Kluzik-Rostkowskiej z PO. Jak mówi nam parlamentarzystka, jako rodowita Ślązaczka przyniosła regionalne obyczaje do Warszawy.

- Na wigilię nie robimy sałatki jarzynowej, bo na Śląsku jest bardzo popularna. Robi się ją na urodziny i podobne przyjęcia. U nas jest zupa grzybowa z grzankami. Przygotowujemy także makówki - zdradza Kluzik-Rostkowska. - Wszyscy zawsze pytają, co to. To mielony mak zmieszany z bakaliami i gotowany na mleku z miodem. Masę wkłada się do półmiska, a później przekłada plastrami chałki - wyjaśnia.

Jak zdradziła nam posłanka, jej dzieci nie odwiedza Mikołaj, ale dzieciątko. - Kiedy byli mali, musieli się schować. Trzeba było uchylić drzwi do ogródka, żeby dzieciątko mogło wlecieć do środka i zostawić prezenty - tłumaczy nam była minister edukacji, która zastanawiała się nad przygotowaniem potraw bezmięsnych. Jak ujawniła, w tym roku nie wszyscy goście będą spożywać tradycyjne potrawy, więc ma spory orzech do zgryzienia.

Takich problemów nie ma z kolei Krzysztof Bosak z Konfederacji. W czwartek, tuż przed wigilią, polityk wybierał się w swoje rodzinne miejsca, do województwa lubuskiego.

- Właśnie przygotowujemy się z żoną do wyjazdu, spędzimy je z rodziną w moich stronach. W planach jest oczywiście wieczerza ze wszystkimi potrawami. Pasterka, opłatek, modlitwa, czytanie Pisma Świętego - zadeklarował polityk. Czy pomoże w przygotowaniach? - Oczywiście, jak będę na miejscu, będę pomagał - obiecał publicznie jeden z liderów Konfederacji. 

Jakub Szczepański
Współpraca: ŁSZ

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy