Reklama

Reklama

Aleksander Kwaśniewski: Lewica ma dwóch dobrych kandydatów na prezydenta

- Rozumiem, że wiele osób oczekuje startu mojej żony w wyborach prezydenckich, ale ona nie zajmuje się polityką - powiedział Interii były prezydent Aleksander Kwaśniewski. Polityk ocenia, czy Magdalena Biejat, którą prawica chce pozbawić funkcji przewodniczącej sejmowej komisji rodziny, zostanie "bohaterką Lewicy". Opowiada też, czy lewicowy kandydat ma szansę wygrać wybory prezydenckie i wspomina "dramat" z Magdaleną Ogórek.

Jakub Szczepański, Interia: - PiS wyraźnie sugeruje, że Lewica straci sejmową komisję rodziny. Co pan na to?

Aleksander Kwaśniewski, były prezydent: - Jeśli Lewica straci komisję rodziny, będzie to błąd tych, którzy ją odbiorą. Większość w każdej komisji ma PiS, więc może zrobić, co zechce. Po pierwsze, będzie to złamanie przyjętych zasad. Po drugie, w polityce nic się bardziej nie opłaca, niż zostać ofiarą. Rys martyrologiczny zawsze się przyda, nie zaszkodzi Lewicy. Odebranie komisji Magdalenie Biejat, która nie miała jeszcze szansy pokazać się z żadnej strony, uczyni z niej bohaterkę.

Reklama

A jeśli Lewica wymieni przewodniczącego?

- To by nic nie dało. Dla PiS-u nie do zaakceptowania nie jest nazwisko, ale fakt, że chodzi o kogoś z Lewicy.

Przecież na prawicy mówi się, że Magdalena Biejat się nie nadaje ze względu na jej radykalnie proaborcyjne poglądy.

- A czy ktoś, kto ma poglądy średnioproaborcyjne, nadaje się bardziej? Bądźmy poważni. PiS dopiero zorientował się, co się stało. Po reakcjach obserwatorów zdali sobie sprawę, że oddali jedną z tych komisji, które w partii rządzącej traktuje się śmiertelnie poważnie.

Jak PiS mógłby wyjść z tej sytuacji?

- W tej chwili rozsądnym rozwiązaniem byłaby propozycja dotycząca wymiany: mogliby zrzec się komisji, w której jest ich przewodniczący. Chociaż to też nie jest już takie proste, bo składy komisji sejmowych zostały już ustalone.

Połączenie SLD i Wiosny Roberta Biedronia to dobry pomysł?

- Bardzo dobry krok, zwiększa siły. SLD potrzebuje nowych impulsów, które daje Wiosna. Z kolei Wiośnie brakuje struktur organizacyjnych rozbudowanych w Sojuszu. Dla obu partii to doskonała decyzja. Potrzeba im tylko nowego szyldu.

Chodzi o całkowicie nowy projekt polityczny?

- Raczej o sumę dwóch projektów, które już funkcjonowały. Mógłby się nazywać "SLD-Wiosna", ale to chyba dość pasywne określenie. Potrzeba dobrej, nowej nazwy związanej z lewicą. Czy to będzie "Lewica" czy "Nowa Lewica" to już inna rzecz. Na pewno SLD i Wiosna robią krok w dobrą stronę.

Jak dotąd to partia Razem staje okoniem i nie chce się łączyć.

- To trochę inna partia. Nie wykluczam, że Razem będzie się starało utrzymać i wzmacniać swoją tożsamość. Ma szanse ze względu na dobrych parlamentarzystów. Występ Adriana Zandberga (po exposé premiera - red.) pokazał, że wzbudza on duże zainteresowanie, na pewno nie pozostawił nikogo obojętnym. A to największy sukces dla polityka, kiedy porusza ludzi. Wierzę jednak, że Razem nie opuści lewicowej konfederacji z Sejmu.

W kolejnych wyborach lewica wystartuje razem?

- Jest jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić. Do kolejnych wyborów parlamentarnych mamy przecież cztery lata. Na pewno to wszystko, co dzieje się na lewicy, napawa optymizmem. Stwarza nadzieję, że lewica nie tylko będzie w Sejmie, ale zacznie odgrywać coraz większą rolę.

Politycy Lewicy nie spieszą się z ogłaszaniem kandydata w nadchodzących wyborach prezydenckich. Jak pan to ocenia?

- Lewica jest w dobrym położeniu, bo ma przynajmniej dwóch dobrych kandydatów, z których każdy może startować. Chodzi o Adriana Zandberga i Roberta Biedronia. Według mnie wszystko zależy bezpośrednio od nich: kto zechce startować, a kto nie. Nie bez znaczenia jest oczywiście głos lewicowej koalicji.  

Na kogo powinna postawić Lewica?

- Robert Biedroń i Adrian Zandberg to różne postacie, ale obaj mają szanse zamieszać. Nie mówię, że wygrać - to raczej niemożliwe. Niezależnie od tego czy kandydatem będzie Zandberg, czy Biedroń, będziemy mieli do czynienia z wyborem dobrym dla lewicy. Na pewno nie będzie to dramat jaki był z panią Magdaleną Ogórek.

Pan nie startuje, a...

- ...ja nawet nie mogę. Konstytucja mówi, że Prezydentem RP można być dwukrotnie. Wyczerpałem swój limit z korzyścią dla Polski. Udało mi się jako jedynemu. A jeśli w najbliższych wyborach noga powinie się Andrzejowi Dudzie, utrzymam rekord przez kolejne pięć lat.

Jolanta Kwaśniewska nie powalczy o fotel prezydenta?

- Od razu mówię, że twitterowe konto mojej żony było fałszywe. Ona nie ma Twittera, nie prowadzi go. Rozumiem, że wielu ludzi oczekuje jej startu, ale żona wiele lat temu złożyła deklarację, której jest wierna. Nie zajmuje się polityką, a działalnością charytatywną i społeczną. Przecież nie każdy musi być w polityce.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje