Reklama

Reklama

Wiceszef MSZ Marcin Przydacz: Łukaszenka obawia się sankcji

- Trzeba mieć świadomość, że Łukaszenka obawia się sankcji. Migranci są także kłopotem dla Białorusi, stąd chwilowe wycofanie ich w inne miejsce, żeby niedługo móc znowu grać nimi w brudną grę. Ci, którzy ogłaszają zwycięstwo, powinni uzbroić się w cierpliwość - mówi w rozmowie z Interią wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz. - Łukaszenkę i Putina zniechęcić mogą konkretne kroki i decyzje, a nie jeden czy dwa telefony - dodaje.

Jakub Oworuszko, Interia: W którym momencie kryzysu na granicy jesteśmy? Najgorsze za nami czy tak nie możemy jeszcze mówić?

Marcin Przydacz, wiceszef MSZ: - Nie można tak absolutnie mówić. Wojna hybrydowa prowadzona przez Alaksandra Łukaszenkę jest dobrze zaplanowana, to cały scenariusz działań. Wszyscy chcielibyśmy, żeby jak najszybciej się zakończyła, nie eskalowała, żeby nie stawała się coraz bardziej niebezpieczna dla Polski i regionu oraz dla ludzi, którzy są wykorzystywani przez Łukaszenkę.

Jaki jest dalszy plan działań ze strony Polski?

Reklama

- Nie może być mowy o zaprzestaniu naszych działań, zarówno, jeśli chodzi o twardą ochronę granicy, jak i dyplomację. Dlatego kontynuujemy je zarówno na forach międzynarodowych z partnerami zagranicznymi, jak i w Brukseli i na Bliskim Wschodzie. W niedzielę premier spotkał się z szefami rządów Litwy, Łotwy i Estonii, w tym tygodniu będzie kontynuował objazd po Europie. Trzeba mieć świadomość, że ta operacja hybrydowa na granicy to tylko wycinek dużego obrazka. Od kilku dni - także publicznie - mówi się o zwiększonej mobilizacji Rosji i jej aktywności wokół Ukrainy. Musimy zwrócić uwagę na to, co dzieje się także na rynku gazu - idzie zima - to wszystko sprzyja ewentualnym dalszym agresywnym krokom Rosji.

Zdaniem opozycji sytuacja stabilizuje się dzięki działaniom dyplomatycznym podejmowanym przez kanclerz Niemiec czy prezydenta Francji, a nie przez polski rząd.

- Jeśli chodzi o powstrzymanie napływu migrantów na Białoruś, to wpływ na to miały dwa elementy. Po pierwsze twarda ochrona granicy spowodowała, że wielu potencjalnych migrantów, którzy planowali przyjechać na Białoruś, zostało skutecznie zniechęconych. Po drugie została im zablokowana możliwość podróżowania samolotami. To odbyło się na skutek aktywności polskiej dyplomacji, we współpracy z naszymi parterami, nie tylko w państwach Bliskiego Wschodu, ale także na forum europejskim, gdzie rozpoczęła się dyskusja na temat sankcji dla linii lotniczych. Sam fakt, że udało nam się przekonać partnerów europejskich do rozszerzenia podstawy prawnej sankcji był na tyle dobrym krokiem, że te linie same zdecydowały o zaprzestaniu przywożenia migrantów. Więc to nie żadne telefony, listy liderów, tylko właśnie takie działania.

- Trzeba mieć świadomość, że Łukaszenka obawia się sankcji. Migranci są także kłopotem dla Białorusi, stąd chwilowe wycofanie ich w inne miejsce, żeby niedługo móc znowu grać nimi w brudną grę. Ci, którzy ogłaszają zwycięstwo, powinni uzbroić się w cierpliwość. To, że opozycja tak mówi oznacza tylko, że kompletnie nie wie, o co w tym chodzi i nie ma pomysłu na dalsze działania, poza krytyką rządu. Gdy wszystkie państwa UE i NATO wyraziły solidarność z Polską, lider PO napisał jakiś list otwarty tylko po to, żeby podpiąć się pod aktywność rządu. Dziś potrzebujemy jedności, dlatego apeluję do opozycji o konstruktywne działania.

Rozmowy Merkel z Łukaszenką czy Macrona z Putinem odbywały się "ponad naszymi głowami"?

- Byliśmy informowani o tych rozmowach. Kanclerz Merkel dzwoniła do premiera Morawieckiego także po rozmowie z Łukaszenką. Oczywistym jest jednak, wobec braku pogłębionej konsultacji z regionem, że ryzyko i odpowiedzialność za takie działania ponosi w tym przypadku kanclerz Merkel, nie Polska. Sam fakt tego telefonu jest wykorzystywany przez Łukaszenkę jako element legitymizujący go. I przestrzegałbym przed huraoptymizmem, jakoby doprowadziły one do zakończenia tej hybrydowej operacji. Ten, kto tak myśli, albo jest naiwny albo przepełniony złą wolą. 

- Łukaszenkę i Putina zniechęcić mogą konkretne kroki i decyzje, a nie jeden czy dwa telefony. Te rozmowy nie są też do końca spójne z polityką UE - tego samego dnia 27 państw, w tym Niemcy, podjęło decyzję o sankcjach na Łukaszenkę. Natomiast jakiekolwiek decyzje dotyczące Polski podejmowane bez konsultacji z nami i całym regionem nie mogą być oczywiście zaakceptowane. Także inne państwa regionu podobnie to postrzegają, choćby państwa bałtyckie, które odwiedził w niedzielę premier Morawiecki. Niestety duże państwa UE mają tendencję do nieuzgodnionych kroków, co nie służy umacnianiu, kluczowej w tym wypadku, jedności europejskiej. 

Będą kolejna sankcje? Możliwe jest całkowite zamknięcie polsko-białoruskiej granicy?

Takie decyzje są oczywiście możliwe. Jeśli będzie dochodziło do dalszej eskalacji i jeśli Aleksander Łukaszenka nie wycofa się ze swojej agresywnej polityki, Polska będzie twardo odpowiadać. 

Rozmawiał Jakub Oworuszko

Reklama

Reklama

Reklama