Reklama

Reklama

​Sejm: Rząd i opozycja apelowali o jedność ws. sytuacji na granicy

Premier wraz z ministrami przedstawili w Sejmie aktualną sytuację na polsko-białoruskiej granicy. Zarówno rząd jak i opozycja apelowali do siebie o jedność i solidarność tej sprawie. Posłowie kilkukrotnie dziękowali funkcjonariuszom za obronę granicy. Opozycja nie przerywała okrzykami czy komentarzami przemówień polityków PiS, ale krytyki pod adresem rządu nie zabrakło. Politycy KO, Lewicy i Konfederacji zwracali uwagę, że "nie dowiedzieli się niczego nowego". Zarówno politycy jak i obserwatorzy zgodnie stwierdzili, że debata była wyjątkowo kulturalna.

Dodatkowe posiedzenie Sejmu rozpoczęło się od podziękowań i owacji dla funkcjonariuszy, którzy strzegą polsko-wschodniej granicy. Politycy PiS jak i opozycji podkreślali, jak ważną służbę pełnią na wschodzie Polski.

O szczegółach mówili szefowie MSWiA oraz MON. 

Kilka tysięcy migrantów na granicy

Mariusz Kamiński przekazał, że bezpośrednio w pasie przy granicy Polski na Białorusi przebywa obecnie ok. 2-4 tysięcy nielegalnych migrantów, którzy "będą dążyli w najbliższym czasie - być może w najbliższych godzinach, być może w najbliższych dniach - do kolejnego szturmu na naszą granice". Jak mówił, tygodniowo ok. dwóch tysięcy migrantów trafia na lotnisko w Mińsku. Na terenie Białorusi przebywa obecnie kilkanaście tysięcy migrantów. 

Reklama

Szef MSWiA podkreślał, że rząd spodziewał się kryzysu. - Wojsko zaczęło stawiać zasieki na granicy z Białorusią na początku lipca, kiedy nie było jeszcze fali migrantów na Litwie - do Polski ta fala dotarła w sierpniu. Także w lipcu prezydent wydał niejawną zgodę na użycie wojska na granicy - wymieniał. 

- Sytuacja, z jaką obecnie mamy do czynienia na granicy polsko-białoruskiej, jest najpoważniejszym testem dla naszych służb od dekad. Polscy żołnierze, funkcjonariusze Straży Granicznej i Policji zdają ten egzamin celująco - przekonywał z kolei minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak.

"Trzeba się przygotować na długie uderzenie"

Kryzys na granicy może trwać nawet kilka lat. - Trzeba się przygotować na długie uderzenie - podkreślał premier Mateusz Morawiecki. Jak mówił, "na wschodniej granicy mamy do czynienia nie tylko z przemocą, ale także z wyreżyserowanym spektaklem, którego celem jest naruszenie granicy Polski, wprowadzenia chaosu w Polsce i w UE". - Dokładnie to samo, co z innego kierunku realizowane było również kilka lat temu, w 2015 i 2016 - przekonywał szef rządu.

- Jesteśmy przekonani o tym, że te operacje na wschodniej granicy Polski, są częścią większej operacji, częścią bardzo skoordynowanego ataku, który ma charakter wojny nowego typu, w której używani są ludzie, jako żywe tarcze i używana jest broń znana z poprzednich wojen, w której sowieci byli mistrzami, a dzisiaj Rosjanie, ich bezpośredni spadkobiercy, też są niestety mistrzami. To dezinformacja - przekonywał.

Szef rządu apelował do opozycji o jedność z rządem ws. kryzysu na granicy. - Dziś powinniśmy zapomnieć o tym, kto jest z lewicy, z prawicy, kto jest z partii liberalnej, konserwatywnej, lewicowej czy innej. Dzisiaj, choć Sejm jest tym podstawowym miejscem, w którym różne racje są poddawane różnym sporom, to jednak powinna tutaj dominować jedna racja. Racja stanu Rzeczypospolitej - przekonywał.

"Rząd nie przygotował ani jednej nowej propozycji"

Politycy opozycji z uwagą wysłuchali przemówienia premiera, w przeciwieństwie do poprzednich posiedzeń, nie pokrzykiwali i nie komentowali wystąpienia Morawieckiego, mimo to nie zabrakło krytyki pod adresem rządu. 

Krytyka pojawiła się za to w mediach społecznościowych. "Czy ktoś rozumie, po co jest to posiedzenie Sejmu? Rząd nie przygotował ani jednej nowej propozycji, prezydenta jak zwykle nie ma, ministrowie poobrażali trochę opozycję. Emocje jak na grzybach, poza brawami władzy dla samej siebie. Jedyny żywy akcent to aplauz dla Straży Granicznej" - ocenił na Twitterze poseł KO Paweł Kowal.

- Nie różnimy się w kwestii szczelności granicy, opozycji na Białorusi i przyczyny agresji. Doceniając tę ofertę jedności w tej sprawie, chcę powiedzieć, że do jedności potrzeba też dialogu. Jego po prostu nie ma. Prezydent nie zwołuje Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Dlaczego opozycja nie jest informowana? - pytał Tomasz Siemoniak (KO).

Głos zabrał także lider Nowej Lewicy, który mówił o wadze granicy - nie tylko fizycznej, ale także mentalnej. - Każdy człowiek, który przekroczy granicę, powinien poczuć różnicę między wschodnim despotyzmem, a zachodnim poszanowaniem godności i praw człowieka. Bo właśnie te dwa światy oddziela polsko-białoruska granica - mówił. 

Prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz mówił o solidarności i odpowiedzialności. - Wierzę głęboko, że pomimo wszystkiego co nas dzieli, jesteśmy w stanie wznieść się nie tylko na wyżyny, ale żeby to była normalna ustawiczna praca i współpraca - przekonywał.

Zdaniem lidera ludowców, potrzebne są "działania dyplomatyczne". - Trzeba przede wszystkim w geście solidarności europejskiej, światowej, zablokować kanały transportowe do Mińska - podkreślał.

O surowe sankcje gospodarcze, w tym zablokowanie białoruskiego importu przez Polskę, apelował także Jakub Kulesza z Konfederacji.

Prezydent i wicepremier nieobecni

Na sali zabrakło prezydenta Andrzeja Dudy, który poleciał do Bratysławy na spotkanie z prezydent Słowacji, a także wicepremiera ds. bezpieczeństwa Jarosława Kaczyńskiego, który - jak przekazał premier - jest chory. Głowę państwa reprezentowali szefowie jego kancelarii i gabinetu oraz BBN. 

W debacie głosu nie zabierał minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, na co zwrócił uwagę Grzegorz Schetyna (KO).

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje