Reklama

Reklama

Skąd pranksterzy mieli telefon Dudy? Szrot wskazuje na rosyjskie służby

Pranksterzy podszyli się pod prezydenta Francji i telefonicznie rozmawiali z najważniejszą osobą w państwie o eksplozji w Przewodowie. W Kancelarii Prezydenta zostaną wyciągnięte konsekwencje. Pytanie, kto stoi za fałszywym telefonem do Andrzeja Dudy? Szef gabinetu prezydenta wskazuje na rosyjskie służby. - Odpowiedzi szukałbym na Łubiance - mówi w rozmowie z Interią Paweł Szrot.

Jak poinformowała wp.pl, w Kancelarii Prezydenta przeprowadzano postępowanie wyjaśniające w związku z rozmową, w której internetowi pranksterzy, podszywając się pod Emmanuela Macrona, mogli dyskutować z Andrzejem Dudą o eksplozji w Przewodowie.

- Witaj Emmanuelu, dziękuję za telefon. Jak zapewne wiesz, sytuacja jest bardzo trudna. Dziś po południu w pobliżu granicy z Ukrainą doszło do eksplozji na naszym terytorium i to była rakieta. Bez wątpienia to rakieta. Kto ją wystrzelił, ale nie wiemy kto. Start był gdzieś na wschodzie - mówi prezydent na nagraniu opublikowanym w internecie.

Reklama

Następnie dodaje, że "to prawdopodobnie rosyjska rakieta, produkcji rosyjskiej. To była bardzo duża eksplozja. Lej po eksplozji ma 20-25 metrów długości i pięć metrów głębokości".

Konsekwencje w Kancelarii Prezydenta

Fałszywy telefon do prezydenta w rozmowie Interią skomentował Paweł Szrot. Zapytaliśmy o okoliczności w jakich Andrzej Duda został połączony z pranksterami. - Były wielkie emocje, stres po sytuacji w Przewodowie - zaznaczył szef gabinetu prezydenta.

- Postępowanie wyjaśniające wykazało, że naruszono zasady bezpieczeństwa - dodał Szrot i potwierdził informacje wp.pl, że w KPRP zostaną wyciągnięte konsekwencje. Nie podał szczegółów. - Proszę nas zrozumieć, to jest nasza wewnętrzna sprawa - zaznaczył.

Kto stoi za fałszywym telefonem? Szrot wskazuje na służby

Do fałszywej rozmowy miało dojść w nocy z wtorku na środę. Nagranie w sieci pojawiło się tydzień później - 22 listopada. Tego samego dnia Kancelaria Prezydenta potwierdziła w mediach społecznościowych, że "doszło do połączenia z osobą podającą się za prezydenta Francji".

Za rozmową stoją Vovan i Lexus, czyli Władimir Kuzniecow i Aleksiej Stolarow, którzy słyną z prowokacji związanych z telefonami do polityków i celebrytów. Szefa gabinetu prezydenta zapytaliśmy jak to możliwe, że przypadkowe osoby mają odpowiedni numer i mogą dodzwonić się do polskiego prezydenta.

- Odpowiedzi na to pytanie szukałbym na Łubiance. Przypomnę, że to siedziba rosyjskich służb specjalnych. Jakoś przypadkowo pan Vovan i Lexus nie atakują polityków, którzy prowadzą politykę prorosyjską - podkreślił Paweł Szrot. - To poszlaka, ale należy to wyjaśnić - dodał w rozmowie z Interią.

Moskiewska Łubianka w latach 1919-1992 służyła jako główna siedziba służb bezpieczeństwa ZSRR. Mieściły się tam kolejno Czeka, OGPU, NKWD, MWD i KGB. Obecnie pracują tam agenci Federalnej Służby Bezpieczeństwa.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy