Reklama

Reklama

Na ile ufać przedwyborczym sondażom?

Na kogo w niedzielę zagłosują Polacy? Na zdjęciu uczestnicy marszu "Polska w Europie" /Wojciech Strozyk/REPORTER /Reporter

Ostatnie tygodnie przed wyborami do Parlamentu Europejskiego to sondażowa gorączka. Jak do wyników badań podejść "na trzeźwo"? Na co, poza liczbami, powinniśmy zwrócić uwagę? Sondażowe zawiłości objaśnia w rozmowie z Interią dr Adam Gendźwiłł, socjolog z Katedry Rozwoju i Polityki Lokalnej Uniwersytetu Warszawskiego, członek zespołu Centrum Badań Ilościowych nad Polityką Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Bodaj najgłośniejszym w tej kampanii wynikiem wyborczych preferencji Polaków był sondaż Instytutu Badań Spraw Publicznych dla "Newsweeka" i Radia Zet, którego rezultaty poznaliśmy w ubiegły piątek. Koalicja Europejska zanotowała w nim rekordowe, w porównaniu z innymi sondażami, poparcie - 43,6 proc. PiS do lidera tracił ponad 10 punktów proc.

Reklama

- Czuję, że to jest manipulacja. Jak Polska długa i szeroka, w Polsce było tak, że sondaży używało się jako narzędzi kreowania rzeczywistości politycznej. I to, że wiele tych sondaży się tak mocno nie sprawdzało, jest najlepszym tego dowodem - komentował wyniki ostatniego badania w rozmowie z PAP Patryk Jaki. Krytycznych głosów było więcej.

Czy to możliwe, żeby wynik sondażu został zmanipulowany? Jak nie zagubić się w sondażowym tłoku? Jak interpretować wykresy? Elementów sondażowej gry, o których powinniśmy pamiętać, jest kilka.

Drobnym drukiem

Sondaż to na pierwszy rzut oka tylko liczby. To, co istotne, a nierzadko pomijane, jest zamieszczone drobnym drukiem.

- Nawet nie będąc fachowcami, powinniśmy zwracać uwagę na to, jak szczegółowo jest opisana metoda, według której sondaż został wykonany. Wszystkie dodatkowe informacje, podane często pod wykresami, to informacje niezwykle istotne, które mogą pomóc ocenić jakość badania - mówi w rozmowie z Interią dr Adam Gendźwiłł, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, członek zespołu Centrum Badań Ilościowych nad Polityką Uniwersytetu Jagiellońskiego, które zajmuje się m.in. badaniem systemów i zachowań wyborczych.

I tak zapisy PAPI, CAPI lub face-to-face oznaczają, że ankieter bezpośrednio spotkał się z respondentem. CATI to z kolei badanie telefoniczne, a CAWI - badanie realizowane przez internet, ale jak podkreślają twórcy serwisu Polskie Badania Wyborcze, "w Polsce obecnie nie jest możliwe realizowanie wiarygodnych badań wyborczych online".

Zastrzeżenia pojawiają się także wobec metody face-to-face.

- Ostatnio sporo mówi się o tym, że sondaże face-to-face, czyli realizowane w miejscu zamieszkania respondentów, w obecnej sytuacji politycznej w Polsce, stają się coraz mniej wiarygodne w niektórych wrażliwych kwestiach. One zawsze uchodziły za taki "złoty probierz" badań sondażowych ze względu na dużą kontrolę nad reprezentatywnością wylosowanej próby, gdyż adresy, pod które trafiali ankieterzy, były losowane z baz danych PESEL. W badaniach telefonicznych trudniej zapewnić losowość próby. Jest jednak wiele argumentów przekonujących za tym, że badania preferencji wyborczych realizowane w domach ankietowanych, np. badania CBOS, są systematycznie skrzywione na korzyść partii rządzącej - wyjaśnia ekspert.

Dlaczego tak się dzieje?

- Bezpośrednia rozmowa z ankieterem nie jest traktowana przez respondentów jako coś neutralnego. Przez część respondentów może być odbierana jako rozmowa z przedstawicielem administracji państwowej, jako kontrola "poprawności" poglądów politycznych, choć przecież nie temu służy badanie. Do niektórych niepopularnych poglądów politycznych trudniej przyznać się w rozmowie twarzą w twarz - mówi dr Gendźwiłł. - W naukach społecznych sama sytuacja badania nie jest neutralna. Socjolog nigdy nie pracuje tak jak chemicy czy fizycy, w laboratorium, w którym da się dobrze kontrolować wpływ czynników zewnętrznych, tylko w bardzo zanieczyszczonym kontekstem środowisku - podkreśla.

Czas i wielkość próby

Obok metody wymienia się czas realizacji badania (od zadania pytania respondentom do momentu opublikowania wyników), który może zająć od kilku do nawet kilkunastu dni. Na opinie uczestników badania wpływ mogą mieć istotne wydarzenia w danym okresie. Kontekst, w jakim pojawiają się wyniki często jest odmienny od tego, w jakim zbierane były deklaracje badanych - zwracają uwagę socjologowie.

Ważna jest również wielkość próby, podawana obok informacji dotyczących procesu realizacji badania. "Trzeba pamiętać, że każde badanie jest obarczone błędem pomiaru. Za punkt odniesienia można przyjąć, że typowe badanie realizowane na 1000 osobowej losowej próbie dorosłych Polaków charakteryzuje się błędem oszacowania wynoszącym ok +/-3 proc." - czytamy na stronie badaniawyborcze.pl.

- Żeby spełnić ten warunek, próba musi być losowa i możliwie jak najpełniej zrealizowana. Ważne by było możliwie jak najmniej odmów odpowiedzi albo sytuacji, w których ankieter musi pocałować klamkę, bo ktoś wytypowany do badania wyjechał lub już tam nie mieszka. W badaniach CATI analogią są telefony, które zostały odrzucone lub nieodebrane. To największa zmora badań sondażowych - mówi dr Gendźwiłł. - Ośrodki opinii publicznej stopę realizacji badań trzymają zwykle w tajemnicy, nie podają tej informacji, gdyż może być ona traktowana jako wizerunkowy problem. W Polsce bardzo rzadko zdarza się, żeby stopa realizacji wywiadów przekraczała 50 proc. Zwykle jest ona dużo niższa, co znaczy, że wylosowana próba ma dużo gorszą jakość, niż byśmy się spodziewali i błąd oszacowania może przez to być znacznie większy niż pierwotnie zakładaliśmy - zaznacza.

Jak podkreśla ekspert, udziału w badaniu odmawiają często "określone kategorie ludzi". Jak z tym problemem radzą sobie sondażownie?

- Ośrodki badania opinii publicznej starają się w miarę kontrolować, kto ostatecznie bierze udział w badaniu a kto odmawia. Jak okazuje się, że w próbie jest np. za mało mężczyzn w określonym wieku, to odpowiedzi tych mężczyzn, którzy jednak udzielili informacji, stara się "doważyć", tak żeby ich głos zastępował w próbie tych nieobecnych. Wtedy próba trochę wierniej reprezentuje społeczeństwo, ale to nadal tylko przybliżenie i wymaga podjęcia arbitralnych decyzji co do tego, które cechy badanych są istotne, gdy oceniamy reprezentatywność próby - objaśnia dr Gendźwiłł.

Liczy się jakość

Zdaniem eksperta równie ważna przy ocenie wiarygodności wyników jest renoma ośrodków badawczych i to, na ile wypełniają one standardy ustalone przez organizacje branżowe, takie jak Organizację Firm Badania Opinii i Runku (OFBOR) czy Polskie Towarzystwo Badań Rynku i Opinii (PTBRiO). To one sprawdzają jakość badań sondażowych i przyznają stosowne certyfikaty.

- W badaniach sondażowych bardzo ważne jest, by mieć infrastrukturę, czyli np. sieć ankieterów w terenie czy dobrze wykwalifikowany zespół badaczy, który czuwa nad przebiegiem badania i formułowaniem pytań. Te organizacje muszą też kontrolować jakość swojej pracy, a więc np. do części osób badanych telefonicznie ponownie zadzwonić i sprawdzić, czy one rzeczywiście odpowiadały na  pytania. To jest ten element kontroli jakości, który w dobrych firmach musi sprawnie działać - zaznacza dr Gendźwiłł, i dodaje: - Na palcach dwóch rąk można policzyć na polskim rynku firmy, które mają odpowiednie zasoby i potrafią dobrze prowadzić ogólnopolskie cykliczne badania sondażowe opinii publicznej.

Waga pytania

A więc zastosowana metoda, proces realizacji badania, wielkość próby, renoma ośrodka badawczego i realizacja standardów organizacji branżowych - to podstawowe cechy, które wpływają na rzetelność sondażu. Nie mniej ważny jest też sposób sformułowania pytania i odpowiedzi.

- Bardzo rzadko dostajemy na wykresach szczegółową informację o brzmieniu pytania sondażowego, a sposób jego sformułowania ma kolosalne znaczenie, np. czy pytamy o poparcie dla partii, o utożsamianie się z jakąś partią, czy o głosowanie w zbliżających się wyborach. Jedno słowo może radykalnie zmienić wyniki, choć oczywiście rzadko dzieje się to w przypadku pytań standardowych - zaznacza w rozmowie z Interią socjolog. Ważne jest też, jaki zestaw odpowiedzi otrzymują badani. Już sam fakt, że opcja "trudno powiedzieć" jest widoczna dla ankietowanych może znacznie zwiększyć odsetek niezdecydowanych w jakiejś kwestii.

Ale wynik badania może być zupełnie inny także wtedy, gdy umieścimy pytanie w określonym kontekście. - Dlatego pytania o preferencje polityczne powinny być zadawane w możliwe jak najbardziej neutralnym kontekście, zwykle na początku wywiadów kwestionariuszowych - wyjaśnia dr Gendźwiłł.

Prezentacja wyniku i jego interpretacja

Znaczenie ma także prezentacja wyniku badań wyborczych. W szczególności chodzi o przypadek, gdy wielu respondentów zdeklarowało, że nie weźmie udziału w głosowaniu, a część odpowiedziała, że jeszcze nie zdecydowała, na kogo odda swój głos. Jak podkreśla dr Gendźwiłł, sondażownie stają wtedy przed dylematem, czy niezdecydowanych włączyć do grupy, która nie przystąpi do urn, czy rozdystrybuować ich głosy proporcjonalnie między partie, bazując na preferencjach osób zdecydowanych. Z publikowanych wyników poparcia wyborczego dla partii powinno jasno wynikać, co jest podstawą procentowania.

W badaniach sondażowych prowadzonych na Zachodzie próbuje się w bardziej wyrafinowany sposób oceniać skłonność do głosowania na określoną partię, bazując nie tylko na prostym pytaniu o preferencję wyborczą, ale również na pytaniu o poziom przekonania do swojego wyboru i innych deklaracjach respondentów. To zwykle poprawia jakość prognoz wyborczych, choć polskie sondażownie nie stosują raczej takich zabiegów.

Gdy wszelkie dylematy zostają rozwiązane, można przystąpić do interpretacji wyników sondażu. Ale jedno badanie nie pokaże zmiany trendów wśród społeczeństwa. To najczęstszy błąd popełniany przez komentatorów politycznej rzeczywistości.

- Zwłaszcza dziennikarze patrzą na sondaże w perspektywie newsa, patrzą na nie jak na fotografię, na coś, co dzieje się tu i teraz. A w badaniach sondażowych tak naprawdę najcenniejsza jest analiza trendów opinii publicznej, zmian, które są widoczne dopiero w kilku kolejnych pomiarach. O ile ten pojedynczy pomiar może być z różnych powodów specyficzny, z różnych powodów obarczony błędami, o tyle sondaże z kilku miesięcy dostarczają nam więcej informacji - mówi dr Gendźwiłł. Ważne jest jednak, by przy porównywaniu sondaży zarówno zastosowana metoda, a najlepiej i firma przeprowadzająca badanie, były te same.

Manipulacje wynikami?

Czy możliwe jest, żeby sondażownie miały swoje upodobania polityczne, a przez to manipulowały wynikami publikowanych w mediach badań?

- Z pewnością byłoby to gigantyczne naruszenie etyki badawczej. Wydaje mi się to mało prawdopodobne, bo manipulowanie surowymi wynikami sondaży jest ogromnie trudnym przedsięwzięciem organizacyjnym, dużo łatwiej jest manipulować interpretacjami wyników sondaży. To jest ogromna machina organizacyjna, która dostarcza i przetwarza dane. Z tego co wiem, największe polskie partie korzystają z usług tego samego zestawu sondażowni. Na dłuższą metę fałszowanie wyników sondażowych się nie opłaca, w szczególności nie opłaca się rządzącym, bo kompletny brak wiedzy o tym, co myślą ludzie, sprawia, że władza staje się ślepa - mówi nam socjolog.

Zdaniem eksperta dużo więcej gry interesów wokół sondaży odbywa się na etapie ich interpretacji.

- Szukałbym dużo więcej stronniczości w tym, jak interpretujemy sondaże, jakie liczby uznajemy za istotne i jakim językiem je opisujemy, niż w tym, jakie liczby ostatecznie wychodzą z ośrodków badania opinii publicznej - zaznacza dr Gendźwiłł. - Dla polityków i komentatorów te liczby są dopiero tworzywem, z którego buduje się mniej lub bardziej przekonujące interpretacje - dodaje.

Jak sondaże wpływają na nas, wyborców?

Przedwyborcze sondaże szczególnie wpływają na niezdecydowanych wyborców, bądź wyborców mniejszych partii znajdujących się na granicy progu wyborczego. O działanie tego mechanizmu także zapytaliśmy eksperta.

- Tacy wyborcy z obawy przed zmarnowaniem swojego głosu często przerzucają swoje preferencje. Decydują się oni porzucić swoją pierwszą, najbliższą sercu preferencję, na rzecz drugiej, żeby nie mieć poczucia zmarnowanego głosu a mieć poczucie oddania głosu, który daje przełożenie na organ przedstawicielski. To główny mechanizm wpływu sondaży na wyborców i główna zmora małych partii - tłumaczy dr Gendźwiłł.

Przekonanie o niszowości partii jest zwykle oparte właśnie o wyniki badań sondażowych. W przypadku partii znajdujących się na czele stawki argument "niszowości" konkurentów często jest podnoszony w celu zapewnienia sobie większej liczby głosów i demobilizowania elektoratu przeciwników. Partiom z dołu stawki argument wychodzenia z "niszowości" może służyć z kolei do mobilizowania swoich zwolenników.

- Widać to teraz w przypadku Konfederacji, która, jak się okazało w ostatniej chwili, balansuje na granicy progu wyborczego, i wygląda na to, że go przekroczy - mówi dr Gendźwiłł.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje