Reklama

Reklama

Zerwane dachy, połamane drzewa. Nie wszyscy poszkodowani przez wichury dostaną odszkodowanie

Przetaczające się od wczoraj nad Polską wichury wciąż zbierają żniwo. Z efektami wiatru zmierzą się nie tylko poszkodowani, ale i towarzystwa ubezpieczeniowe. Część zgłaszających odejdzie jednak z kwitkiem, a ich problemy nie skończą się razem z mijającą nawałnicą czy uspokajającym się wiatrem.

Ubezpieczyciele przyznają, że efekty przechodzących przez Polskę wichur widać u nich od rana gołym okiem.

- W ostatnich godzinach otrzymujemy w Generali o 60 proc. więcej zgłoszeń niż w poprzednich dniach. Zgłaszane są głównie uszkodzone płoty, pokrycia dachowe czy elewacje budynków zniszczone od łamiących się drzew czy spadających gałęzi. Odnotowaliśmy również ponad 100 proc. więcej szkód powstałych w wyniku przepięć w sprzęcie elektronicznym takim jak telewizory, domofony czy sterowniki bram - mówi Interii Piotr Adamczyk, Dyrektor Biura Likwidacji Szkód w spółkach Generali Polska.

Reklama

 - Nie da się ukryć, że rok 2021 negatywnie wyróżnia się pod względem częstotliwości prowadzących do zniszczeń zjawisk atmosferycznych. Tylko od stycznia do sierpnia burze, gradobicia, wichury, podtopienia i ulewy spowodowały, że liczba szkód katastroficznych wzrosła o 41 proc. w porównaniu z analogicznym okresem minionego roku - informuje Rafał Mosionek, Zastępca Prezesa Zarządu Compensa TU SA Vienna Insurance Group.

Po wczorajszych wichurach liczby te z pewnością znowu wzrosną. Tymczasem wielu klientów zostaje nie tylko z zerwanym dachem czy uszkodzonym przez wiatr samochodem, ale i niezrozumieniem, dlaczego nie należy im się za to odszkodowanie.

- A wszystko zależy od tego co podpisaliśmy w naszym ubezpieczeniu. Często nie mamy tak naprawdę świadomości, że nasza polisa, która miała być "od wszystkiego", nie chroni nas prawie przed niczym - mówi Przemysław Sasin, adwokat.

Wiał silny wiatr, ale zawinił... dach

Monika Jezierska prowadzi niewielkie gospodarstwo niedaleko Poznania. Wczoraj patrzyła przez okno z przerażeniem. Tym razem jej dach nie ucierpiał, ale wcześniejsza letnia nawałnica zerwała pokrycie z budynku gospodarskiego służącego kobiecie za garaż.

- To wszystko trwało chwilę, może z pięć minut. Świst, szum i kiedy wyjrzałam przez okno na moim garażu nie było już dachu - wspomina kobieta.

Ubezpieczyciel wystąpienia wichury nie kwestionował, ale odmówił wypłaty odszkodowania, podnosząc argument, że jego zdaniem dach był w złej kondycji technicznej, co wyłącza odpowiedzialność towarzystwa.

Jak się okazuje brak możliwości udowodnienia, że należycie dbaliśmy o stan naszego budynku to jedna z częstych przyczyn odmownych decyzji.  

„Polacy nie robią przeglądów technicznych domów, a potem płaczą”

- W przypadku budynków użyteczności publicznej są tzw. książki budynków, a w nich przeglądy techniczne. Ale przy domach jednorodzinnych właściciele często albo nie zajmują się konserwacją budynku, albo nie mają na to dowodów, żadnej dokumentacji. A takie przypadki pokazują, że warto mieć książkę przeglądów także swoich domów - tłumaczy Grzegorz Łopata, adwokat.

- Dbałam o moje budynki i ten dach nie był ani stary, ani zły. Ale pisemnych dowodów konserwacji nie mam - dodaje pani Monika.

Adam Rafalski z Biura Rzecznika Finansowego przyznaje, że powody trafiających do nich odmów po takich szkodach jak wyrządzone przez wichury, które przetaczają się przez Polskę bywają bardzo różne. 

- Niektórzy ubezpieczyciele podnoszą w odmowach nie tylko zły stan dachu, ale i słabej jakości materiały, z których był wykonany czy zły montaż pokrycia - przyznaje Adam Rafalski.

Nie tylko potencjalny zły stan techniczny może być powodem kłopotów. Jak się okazuje, problemem może być też jego ulepszenie.

- Miałem takiego klienta, który w czasie trwania ubezpieczenia zmienił pokrycie dachowe z blachodachówki na ceramikę, ale zaniedbał uzupełnienia u ubezpieczyciela tych informacji. Potem przyszło gradobicie i zniszczyło klientowi nowy dach. Ubezpieczyciel szkodę uznał, ale wycenił polisę pod blachodachówkę, nie pod ceramikę, co stanowiło kwotę kompletnie nieadekwatną do rozmiaru szkody - opowiada Przemysław Sasin.

Mecenas Grzegorz Łopata podkreśla, że dokumentacja aktualnego stanu dachu czy budynku może uchronić nas także przed innym problemem.

- Jeśli ktoś wystąpi do nas z roszczeniem, że nasz dach spadł mu na auto, to jeżeli mamy przeglądy techniczne, książkę konserwacji budynku wraz z jego zmianami i tym samym wykażemy, że dach był utrzymany w dobrym stanie, to mamy szansę na wyłączenie naszej odpowiedzialności - wskazuje prawnik.  

Kto odpowiada za połamane konary drzew

Po każdej wichurze nagminnie wzrasta ilość uszkodzonych przez połamane drzewa samochodów.

- To w tej kategorii wzrost liczby zgłoszeń jest największy. W tym roku właściciele samochodów i jednośladów likwidują szkody związane z niekorzystnymi czynnikami atmosferycznymi aż o 265 proc. częściej niż przed rokiem - mówi Rafał Mosionek, Zastępca Prezesa Zarządu Compensa TU SA Vienna Insurance Group.

- Jeżeli chodzi o zniszczone w czasie silnego wiatru auto w pierwszej kolejności odpowiedzialność ponosi zarządca terenu, na którym stoi drzewo, z którego urwał się konar czy gałąź - podpowiada Grzegorz Łopata.

- Tu problem najczęściej dotyczy tego, że nikt się do tej odpowiedzialności nie poczuwa. Często spółdzielnia zgania na miasto, miasto na spółdzielnie i odbijanie piłeczki trwa - wyjaśnia Przemysław Sasin.

Nim ustali się adresata roszczeń, ważne, by zadbać o dokumentację szkody.

- Na pewno w takim przypadku bezwzględnie trzeba zawiadamiać policję lub straż miejską, żeby od strony dowodowej nie budziło wątpliwości gdzie to zdarzenie miało miejsce i kto powinien za dane drzewo odpowiadać. Do tego koniecznie zdjęcia ilustrujące rozmiar szkody - podkreśla Grzegorz Łopata.

Diabeł tkwi w szczegółach

- Ludzie ubezpieczają domy i wydaje im się, że śpią spokojnie, ale potem okazuje się, że w ich polisie nie ma zapisów związanych ze zjawiskami pogodowymi. Jest wpisany pożar, jest zalanie, ale wichury nie ma - mówi Przemysław Sasin.

- Zasadniczo ubezpieczyciel odpowiada za ten zakres, który jest wskazany literalnie w polisie. Im bardziej ogólnikowy zapis tym większe ryzyko, że ktoś będzie chciał się od tej odpowiedzialności uchylać - mówi Grzegorz Łopata.

Podstawą pozostaje to, czego większość ubezpieczonych przyznaje, że nigdy nie robi - czytanie Ogólnych Warunków Ubezpieczenia. Prawnicy podkreślają, że zapoznanie się przynajmniej z zakresem ubezpieczenia, słowniczkiem definicji i wyłączeniami odpowiedzialności to absolutna podstawa.

- Rzecznik Finansowy czy żaden inny adwokat nie będzie miał możliwości wywalczenia niczego dla klienta jeśli w umowie są konkretne zapisy, konkretne wyłączenia. Ja wiem, że Ogólne Warunki Ubezpieczenia często przerażają, bo mają po kilkadziesiąt stron małym druczkiem, ale to OWU jest najistotniejsze, bo jeżeli tam nie ma mowy o siłach wyższych, to my się na takie wyłączenie sami zgadzamy - tłumaczy Adam Rafalski z Biura Rzecznika Finansowych.

- Czytajmy te definicje, tym bardziej, że opis terminów w słowniczku ubezpieczycieli nie do końca pokrywa się z potocznym rozumieniem jakiegoś słowa. Ubezpieczeniowe definicje bywają precyzujące, ale kwestia tej precyzji ogranicza często zakres odpowiedzialności towarzystwa - tłumaczy Grzegorz Łopata.

Poszkodowani narzekają na opieszałość, ubezpieczyciel atak odpiera

- Pozbawieni dachu nad głową często skarżą się na tempo rozpatrywania szkody. Piszą, że zanim zakład ubezpieczeniowy rozpędzi swoją procedurę, zanim zadzwoni, przyjedzie, zmierzy, to bywa, że mijają miesiące, a w październiku, listopadzie to szczególnie istotne i uciążliwe - opowiada Adam Rafalski.

Temu stanowczo zaprzeczają ubezpieczyciele.

- W momentach kumulacji zgłoszeń uruchomiamy dodatkowe działania. To między innymi podniesienie limitu wartości szkód, które kwalifikują się do obsługi w ramach uproszczonej procedury. Do rozpatrywania zgłoszeń angażujmy też zewnętrznych rzeczoznawców, a własnym konsultantom w terenie i na infolinii przyznajemy większe uprawnienia, aby mogli finalizować sprawy klientów na tzw. szybkiej ścieżce - dodaje Rafał Mosionek z Compensy.

Przedstawiciele towarzystw ubezpieczeniowych zapewniają, że mają swoje systemy monitoringu szkód katastroficznych, a także przygotowane scenariusze działań w zależności od skali zjawiska.

- Przy mniejszych uszkodzeniach, osoba poszkodowana może również sama przeprowadzić cały proces. Wprowadza w aplikacji wszystkie dane, odpowiada na zawarte w niej pytania i w terminie 48 h otrzymuje środki finansowe na wskazane konto bankowe - tłumaczy Piotr Adamczyk z Generali Polska. - Oczywiście odszkodowanie jest wypłacane w sytuacji, gdy dane zdarzenie jest objęte ochroną - dodaje Adamczyk. 

Reklama

Reklama

Reklama