Reklama

Reklama

Są nowi rodzice, adopcji nie ma. "Jaś jest zakładnikiem chorych przepisów"

Ma trzy lata i był o krok od posiadania kochających rodziców. Ale szansa Jasia na normalny dom właśnie została wstrzymana. - Biologiczna mama, której władza rodzicielska została prawomocnie odebrana, nagle zapragnęła go odzyskać. I jak się okazuje jej prawo jest ważniejsze niż dobro Jasia - alarmuje opiekun chłopca. I nie może się nadziwić, z jakim systemem przyszło mierzyć się trzylatkowi.

Nie było mu dane urodzić się w spokojnym, kochającym domu. Biologicznych rodziców Jaś z pewnością nie pamięta, bo ostatni raz widział ich kiedy miał półtora roku.  

Władza rodzicielska prawomocnie odebrana

- 23 grudnia będą dwa lata jak do nas trafił. Ojciec oddał go do domu dziecka, stwierdzając że nie jest w stanie się nim zajmować. Nie wiemy gdzie była wtedy mama, bo tego nie ustalono. Wiemy za to, że Jaś nie jest pierwszym odebranym jej dzieckiem i że w ciągu ostatnich 24 miesięcy ani razu nie odwiedziła u nas synka - opowiada pan Karol, prowadzący rodzinny dom dziecka, w którym Jasiu i kilkoro innych dzieci znalazło schronienie.

Reklama

W lipcu tego roku sąd zmienił poprzednie rozstrzygnięcie wobec chłopca i rodzice Jasia zostali prawomocnie pozbawieni władzy rodzicielskiej. To otworzyło trzylatkowi drogę do adopcji.

- I ku naszej radości od pewnego czasu jest małżeństwo, które chce Jasia przysposobić. Spotykają się od kilku miesięcy. Widzimy między nimi ogromną nić sympatii. Jasiu się do nich bardzo przyzwyczaił. Oni też go pokochali. Wszystko szło dobrze. Aż do czasu, kiedy biologiczna mama przypomniała sobie o istnieniu syna - dodaje pan Karol.

Sąd: "Wniosek musi być rozpatrzony"

O sprawę pytamy rzeczniczkę Sądu Okręgowego w Świdnicy.

- Potwierdzam, mama małoletniego złożyła wniosek o przywrócenie władzy rodzicielskiej nad chłopcem i ma to wpływ na proces adopcyjny - mówi Interii Marzena Rusin-Gielniewska, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Świdnicy.

Sędzia tłumaczy, że wniosek jest na etapie uzupełniania braków formalnych przez matkę.

- Ma na to siedem dni od wezwania. Gdy braki będę uzupełnione, to wniosek zostanie rozpoznany merytorycznie i tutaj nie ma na to określonego czasu postępowania. To zależy indywidualnie od każdej sprawy - wyjaśnia sędzia Marzena Rusin-Gielniewska.

I tego obawiają się aktualni opiekunowie Jasia.

- Tym pismem dawna mama wstrzymała proces adopcyjny. Zatrzymała wydanie postanowienia o tzw. osobistej styczności, czyli tego, co umożliwiłoby nam wydanie chłopca przyszłym rodzicom adopcyjnym - denerwuje się pan Karol.

I dodaje: - Nawet nie wiemy co napisała w tym wniosku, bo jako rodzinny dom dziecka nie mamy dostępu do dokumentów. Przez telefon mama powiedziała nam tylko, że ona "nie da sobie kolejnego dziecka odebrać". Nam się to pierwszy raz zdarza, żeby rodzic biologiczny tak zrobił, ale jak widać prawo mu na to pozwala - opowiada pan Karol.

Limit wniosków: ile dusza zapragnie

Jak się okazuje, zgodnie z przepisami rozpoczęcie procesu adopcji nie zamyka biologicznemu rodzicowi możliwości walki o odebrane prawomocnie dziecko.  

- Rodzic, który został pozbawiony władzy rodzicielskiej prawomocnym orzeczeniem sądu, może złożyć  wniosek o jej przywrócenie. Przepisy nie określają terminu, po upływie którego przywrócenie władzy rodzicielskiej nie jest możliwe. Brak jest także ograniczenia co do liczby wniosków, które składać może taki rodzic - mówi Interii adwokat Iwo Klisz z Kancelarii Klisz i Wspólnicy.

- Takie mamy prawo - rozkłada ręce Aleksander Kartasiński, prezes Fundacji Happy Kids. Dzieci takie jak Jaś są ofiarami systemu, bo jeżeli odbieramy prawomocnie dziecko rodzicom, to powinno to kończyć jakiekolwiek formy postępowania, a tymczasem, jeżeli wpływa pismo o przywrócenie władzy, to jeśli proces przysposobienia nie został prawomocnie zakończony, to sąd ma obowiązek wniosek rodzica rozpatrzyć - dodaje Kartasiński, który na problemach rodzicielstwa zastępczego i adopcji zna się doskonale. Prowadzona przez niego fundacja Happy Kids prowadzi dziewiętnaście rodzinnych domów dziecka. Ze sprawami takimi jak historia Jasia spotyka się często.

- To niestety smutny standard, że w momencie kiedy rodzice pozbawiani są praw, czyli nie wykazywali przez długi okres czasu zainteresowania, nie było żadnych rokowań na to, żeby dziecko mogło kiedyś wrócić do nich, to nagle po wyroku zaczynają się aktywizować. I wtedy rusza cała procedura, żeby dać szansę rodzicowi. To jest bezwzględnie ze szkodą dla dziecka, bo ono potrzebuje stabilizacji i jasno określonej wizji swojej przyszłości. Szafowanie losem dziecka, przerzucanie, wstrzymywanie, na pewno nie wpływa na prawidłowość opieki - mówi Aleksander Kartasiński.

Adopcja pod znakiem zapytania

Co dzieje się kiedy rodzic przypomina sobie o dziecku w sytuacji, kiedy inna rodzina zaczęła już procedurę adopcyjną?

- Praktyka jest taka, że postępowanie o przysposobienie się zawiesza. Jest dalej idące, bo w przypadku takiego prawomocnego postępowania wygasza się wszelkie więzi biologiczne między rodzicami a dzieckiem. Więc jeśli wniosek matki pozbawionej praw rodzicielskich okazałby się słuszny, to byłby bezprzedmiotowy, bo ona już wtedy nie miałaby przymiotu matki. Dlatego postępowanie o przysposobienie lepiej wstrzymać - tłumaczy sędzia Marzena Rusin-Gielniewska.

Postępowanie adopcyjne może więc ruszyć dopiero po prawomocnym orzeczeniu w przedmiocie ewentualnego przywrócenia władzy biologicznym rodzicom.

- Jeśli biologicznemu rodzicowi władza rodzicielska zostanie przywrócona, dla dalszego prowadzenia sprawy o przysposobienie konieczne będzie uzyskanie zgody na adopcję, wyrażoną przez rodzica posiadającego władzę. W razie, gdy rodzic ten zgody odmówi - adopcja nie będzie mogła zostać dokonana - mówi adwokat Iwo Klisz z Kancelarii Klisz i Wspólnicy.



- A najgorsze jest to, że pozbawiony władzy rodzic może składać takie wnioski do czasu uprawomocnienia się orzeczenia o przysposobieniu dziecka. Czyli w praktyce to w nieskończoność. Interweniowałem w sprawie Jasia u Rzecznika Praw Dziecka. Potwierdzono mi, że jeśli sędzia nie odrzuca takich pism co do zasady, to dziecko może być uwięzione w pieczy zastępczej czy w domu dziecka do 18. roku życia. Wychodzi, że prawa matki biologicznej ważniejsze są niż prawa dziecka - mówi pan Karol. 

"Im później tym trudniej"

Nikt nie kwestionuje faktu, że najlepiej by było, gdyby dziecko wychowywało się w środowisku rodzinnym. Ale jeśli ono nie poradziło sobie wychowawczo, najlepszą opcją dla małego dziecka jest adopcja.

- Cykl wychowania dziecka ma swoje określone ramy i im dziecko jest starsze, tym trudniej mu się zaadaptować w nowym środowisku. Oczywiście, że ludzie zaliczają wpadki, zawsze trzeba im dać szanse, narzędzia, wesprzeć ich w tym, by powrót dziecka był możliwy i czasem się to udaje. Ale praktyka pokazuje, że jeśli dziecko nie wróci do biologicznych rodziców w ciągu pół roku po odebraniu, to prawdopodobieństwo powrotu gwałtownie spada - opowiada Aleksander Kartasiński.

I dodaje: - Mimo ponad dwudziestoletniego doświadczenia w pieczy nie znam takiego przypadku, żeby matka po prawomocnym odebraniu praw rodzicielskich, mimo swojej aktywizacji i prób zaangażowania, skutecznie doprowadziła do tego, żeby dziecko wróciło do niej na stałe. Ponieważ zawsze zaliczała wpadki i powroty do zachowań dysfunkcyjnych - przekonuje prezes Happy Kids.  

- Mamy rodziców, którzy próbują. Jak tylko dziecko do nas trafia idą na odwyk, podejmują pracę, walczą. Mamy nadzieję, że jej się uda. Ale widzimy, że oni coś robią. Ale jeśli matka się nie zmienia, nic nie robi, tylko pisze kolejny raz o przywrócenie praw to z automatu nie powinno jej się na to pozwalać. Nie można dawać rodzicowi szansy w nieskończoność - podkreśla pan Karol.

Dobro dziecka kontra interes rodzica

Kiedy pytam czy rozpatrywanie kolejnych wniosków pozbawionych praw rodzicielskich rodziców nie odbiera szansy ich dzieciom, sędzia Rusin-Gielniewska odpowiada, że dobro dzieci jest zawsze naczelną zasadą panującą w wydziałach rodzinnych.

- Każda sprawa jest indywidulana. W takich sprawach zawsze mamy dobro dziecko i jego przyszłość, ale z drugiej strony także i interes rodzica i ochronę więzów rodzinnych - tłumaczy sędzia.

- Kibic po meczu rzuci butelką to ma 24 godz. i dostaje wyrok, a tu najpierw miesiącami czekamy na rozstrzygnięcia, a po nich rodzice i tak mają niekończący się pakiet szans na odzyskanie dziecka - mówi pan Karol. - Temida ma niby opaskę na oczach, ale jednym okiem patrzy czy biologiczny rodzic się czasem nie namyślił i nie chce znowu spróbować - dodaje.

Co więc pozostaje Jasiowi?

- Trwać w zawieszeniu i czekać na decyzję sądu. I mieć nadzieję, że jego mama nie będzie składać takich wniosków non stop, a adopcyjni rodzice, widząc upór i zapalczywość biologicznej mamy, nie zrezygnują. Bo nie każdy ma siłę walczyć - wzdycha pan Karol. - A my tylko chcemy, żeby Jasiu miał dom. Taki, na jaki zasługuje. I marzymy, że kiedyś te krzywdzące dzieci przepisy ktoś zmieni - dodaje tymczasowy opiekun chłopca.

O sprawę zapytaliśmy ośrodek adopcyjny zajmujący się sprawą chłopca. Do czasu publikacji tekstu nie zdecydował się na odpowiedź.

Wg danych GUS na koniec 2020 r. w pieczy zastępczej przebywało 71,5 tys. dzieci pozbawionych całkowicie lub częściowo opieki rodziny naturalnej. W 2020 roku do adopcji trafiło niecałe 1400 dzieci. O 150 mniej niż w 2019 roku.

Imiona bohaterów zostały zmienione. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL